Eksperci alarmują, dramatyczna sytuacja humanitarna w Libanie jeszcze się pogarsza wskutek wojny z Iranem. Pomoc dla mieszkańców i uchodźców z regionu jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
Już od kilkunastu lat Liban jest miejscem schronienia dla setek tysięcy uchodźców z Syrii, niektóre dane mówią o tym, że uchodźcy stanowią nawet prawie połowę pierwotnej liczby mieszkańców Libanu. Ich sytuacja nie tylko się nie poprawia, ale wraz z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie wręcz się pogarsza. O tym jak to wygląda w rzeczywistości, a nie tylko w statystykach mówi w rozmowie z Dominiką Ćosić ksiądz Waldemar Cisło z organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
Dominika Ćosić: Od czasu wybuchu konfliktu w Syrii Liban jest schronieniem dla uchodźców z Syrii. Od 14 lat jeździ ksiądz z pomocą humanitarną w ten region. Czy naprawdę sytuacja w Libanie jest aż tak dramatyczna, jak mówią choćby przedstawiciele ONZ?
Waldemar Cisło: Sytuacja jest niemal tragiczna. Weźmy pod uwagę, że w kulminacyjnym momencie wojny domowej w Syrii w Libanie przebywało ponad dwa miliony uchodźców stamtąd, co stanowiło prawie połowę ludności Libanu. Teraz sytuacja nie tylko nie poprawiła się, ale przez wojnę w Iranie, ostrzał prowadzony przez Izrael nawet jeszcze pogorszyła. Obawiam się o Bliski Wschód, bo konflikt niestety eskaluje i to w złym kierunku. Nie wiemy, jak się potoczy sprawa z Iranem. Te różne wiadomości, które do nas docierają, niepokoją, bo widzimy, że coraz więcej krajów jest wciąganych w tę wojnę.
Boję się nawet myśleć, nawet o tych bardzo negatywnych scenariuszach. Widzimy, co się stało w Ziemi Świętej. Byliśmy tam w styczniu, był optymizm, że będą wracać pielgrzymi, nawet turyści. A tymczasem teraz trzeba było ewakuować tych odważniejszych, którzy tam pojechali. Byłem w Syrii niedawno, też nie jest dobrze. Wojnę łatwo rozpętać, ale zakończyć jest o wiele trudniej. I niestety nie widać tam naprawdę za bardzo sił, którym by zależało na zakończeniu tego konfliktu. Ci, którzy są ludźmi wierzącymi, niech modlą się o pokój, bo naprawdę jest źle.
DĆ: Czy ci ludzie, którzy przyjechali 14 lat temu, dalej tam mieszkają? Czy część z nich wróciła już do Syrii?
WC: Oni się czasami wymieniają, ale są takie rodziny, które cały czas żyją w tym obozie od 14 lat, poukładały sobie życie, znalazły pracę nielegalną. Problemem, który ostatnio nas bardzo niepokoi, jest przymusowa praca dzieci, często te dzieci zmuszane są do pracy, można się domyśleć, że nielegalnej. Jeśli rocznie na świecie mamy 50 milionów ofiar handlu ludźmi, to możemy sobie wyobrazić, że pogranicze libańsko-syryjskie, nielegalne obozy to miejsce, z którego może pochodzić dużo ofiar. Wyrasta kolejne pokolenie dzieci, które nie znają innego świata niż świat obozów dla uchodźców. Inna sprawa, że dzieci, które są wyrwane z systemu szkolnego, które nie mają zajęć są łatwym łupem niestety dla tych różnych organizacji i terrorystycznych gangów.
DĆ: A jak wygląda kwestia edukacji? Czy te dzieci mają jakikolwiek dostęp do szkół?
WC: Próbujemy to wspierać, bo nawet w tych obozach dla uchodźców są szkoły kontenerowe. Problemem jest brak pieniędzy, bo te szkoły są odpłatne. Jeśli nawet mamy pieniądze na nauczycieli i na funkcjonowanie szkoły, to trzeba też zorganizować busy do transportu dzieci, bo rodziców nie stać na to, żeby opłacić ten dojazd. Niektóre dzieci mieszkają w obozie, inne, w jakichś tańszych mieszkaniach czy lokalach, w dużym rozproszeniu co utrudnia transport do szkół. Co gorsza, dotyczy to nie tylko szkół w obozach dla uchodźców, ale też szkół publicznych. Państwu brakuje pieniędzy na prowadzenie szkół.
DĆ: Jeżeli sytuacja z edukacją wygląda tak źle, to można się domyśleć, że jeżeli chodzi o sektor zdrowia, jest niewiele lepiej?
WC: Tu sytuacja z roku na rok się pogarsza. Był jeszcze czas, że można tu było kupić taniej leki, które w Polsce było trudniej dostępne. Teraz przed wyjazdem do Libanu dostaję listę leków, które trzeba przywieźć, bo są niedostępne albo są zbyt drogie dla tych ludzi.
Na granicy ubóstwa
DĆ: A jak oni właściwie żyją na co dzień?
WC: To jest fenomen, którego ja też czasami nie rozumiem. Taka sytuacja i to permanentna bardzo ogranicza oczekiwania ludzi. Oni często mówią, wie ksiądz, módlcie się o pokój, bo można jeść chleb suchy, ale ważne, żeby nie było wojny. I bardzo często to nie jest przenośnia. Pamiętam taką sytuację, kiedy zawieźliśmy plecaki w ramach akcji “Podaruj im książkę, zanim ktoś podaruje im karabin”, to rodzice w obozie dla uchodźców chcieli nam podziękować i zrobili obiad. To był kurczak z ryżem. I te dzieci patrzyły na nas z głodem w oczach bo jak się okazało, mięso jadały może dwa razy rocznie. Oczywiście oddaliśmy in tego kurczaka, ryż był wystarczająco dobry, ale to pokazuje poziom zasobności, a raczej ubóstwa.
DĆ: Mówimy o dramatycznej sytuacji uchodźców, głównie z Syrii, ale sytuacja rdzennych mieszkańców Libanu też nie jest lekka?
WC: Z tego Libanu, który był nazywany Szwajcarią, Bliskiego Wschodu, a Bejrut miejscowym Paryżem, dzisiaj już niewiele pozostało. Od lat 70. trwa, z krótką przerwą upadek spowodowany wojną domową, terroryzmem i konfliktami w regionie. I jeszcze na domiar złego tragiczny wybuch w porcie w Bejrucie w 2020 roku. Widok ulic Bejrutu jest przygnębiający. Kryzys humanitarny w oczywisty, negatywny sposób wpłynął na sytuację mieszkańców. Ci, którzy mają, pomagające im rodziny za granicą np. w USA czy Francji żyją dosyć zamożnie. Ci, którzy są pozbawieni takiego wsparcia żyją czasem na granicy biedy. Sam Liban natomiast, przy słabości państwa, przy tych wszystkich napięciach w tamtym rejonie jest naprawdę tykającą bombą.
DĆ: Jakiego typu pomoc jest najbardziej potrzebna?
WC: Każdego typu. W lutym przygotowaliśmy paczki żywnościowe, które były rozdane w najbiedniejszych rejonach, tam gdzie jest duże skupisko tych uchodźców nielegalnych. Rozdaliśmy ponad trzy tysiące paczek żywnościowych. Te paczki, które rozdajemy, to jest dwadzieścia kilka kilogramów suchego prowiantu, bo wiadomo, że nie wszyscy mają lodówki, żeby się nie psuło, to jest 150 zł. I to jest tak policzone, że wystarczy na skromne przeżycie pięcioosobowej rodziny. W lutym rozdaliśmy też 5000 paczek z opałem. Bliski Wschód kojarzy się z ciepłem, a te domy, niektóre podniszczone mieszkania wymagały, żeby dostarczyć im pakietów drewna i to drugi rok z rzędu. Koszt paczki z opałem to 80 złotych, a plecaka z wyprawką, który wystarcza na cały rok dla dziecka to 150 zł.
Bliski Wschód przestaje być gorącym tematem
DĆ: Czy ma ksiądz wrażenie, że jest zainteresowanie ze strony różnych organizacji humanitarnych tym regionem świata?
WC: Wiele z tych organizacji ostatnio wycofuje się ze względów bezpieczeństwa. Ale nie tylko. Przepraszam, że to powiem, ten konflikt i region przestaje być gorącym tematem. Pamiętacie państwo jak wybuchła pełnoskalowa wojna na Ukrainie to mieliśmy 24-godzinne serwisy we wszystkich telewizjach. Ile się o tym mówi dzisiaj? Albo Strefa Gazy? Tak samo jest z prawie każdą wojną i to zainteresowanie ze strony mediów przekłada się na zainteresowanie ze strony organizacji humanitarnych.
DĆ: Liban był krajem nie tylko pięknym i zamożnym, ale też wieloreligijnym, chrześcijanie, głównie maronici stanowili ponad 30 proc. ludności i cieszyli się dosyć dużymi prawami. Jak teraz sytuacja wygląda?
WC: Bieda dotyczy wszystkich grup religijnych, bez wyjątku. Z drugiej strony proszę zauważyć, że bardzo dawno nie było spisu ludności w Libanie. Obecny prezydent jest maronitą i tam jeśli chodzi o strukturę urzędów państwowych brana jest pod uwagę liczba wyznawców danej religii. Ale wśród uchodźców z Syrii, który są obecnie prawie połową ludności chrześcijanie stanowią zaledwie 10 proc. Jasno widać, że w skali ogólnej proporcje się więc zmieniły. Dokładniejsze dane mamy z Syrii. Przed wojną było milion osiemset tysięcy chrześcijan. Dzisiaj optymistyczne dane mówią o 300 tysiącach. To w Bejrucie papież Leon zwrócił się z apelem do wszystkich ludzi dobrej woli, abyśmy uczynili wszystko, by Ziemia Święta nie pozostała bez chrześcijan.
DĆ: Na koniec jeszcze raz, w jaki sposób można im najbardziej pomóc?
WC: Ludzi wierzących błagam o modlitwę. Czy jesteśmy w Damaszku, czy w Bejrucie słyszymy: to, czego najbardziej potrzeba to pokój, pokój i jeszcze raz pokój. Ale ważna jest też pomoc materialna.