Dzięki Polakom narażającym swoje życie udało się podczas wojny uratować ponad 300 tysięcy Żydów. Ich losy, ale też kontekst historyczny przypomina wystawa Instytutu Pamięci Narodowej, otwarta w Parlamencie Europejskim, a zorganizowana przez europosłów ECR: Arkadiusza Mularczyka i Bogdana Rzońcę.
Data wernisażu nie zostala wybrana przypadkowo. "Dokładnie 24 marca w Markowej na Podkarpaciu Niemcy wtargnęli do domu rodziny Ulmów i zamordowali sześcioro dzieci i ich rodziców (Wiktoria Ulma była w ciąży z siódmym dzieckiem). Była to kara za przechowywanie przez nich Żydów, którzy też zostali zabici" - przypomniał europoseł ECR, Bogdan Rzońca.
Na pamiątkę tej tragedii od 2018 roku obchodzony jest Narodowy Dzień Polaków Ratujących Żydów. Podkreśla on, że przypadków takich bohaterstw było znacznie więcej. Jak przypomniał Dariusz Iwaneczko, dyrektor rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej**,** który przygotował tę wystawę, tylko w dwóch krajach - Polsce i Jugosławii - Niemcy karali śmiercią nie tylko osoby pomagające Żydom, lecz także całe ich rodziny.
"Nie każdego było stać na tego typu heroiczne czyny. Dlatego tym bardziej chcemy te przypadki eksponować i pokazywać tę wystawę w różnych miejscach" - podkreślił Iwaneczko.
"Chcemy bardzo wyraźnie powiedzieć o tym, czym była niemiecka okupacja ziem Polski, w jaki sposób Niemcy prowadzili swoją eksterminacyjną politykę wobec tych, których w ich rasistowskiej ideologii uznawano za podludzi, a więc i Żydów i Polaków jako przedstawicieli ludności słowiańskiej. I chcemy tą wystawą także bardzo wyraźnie podkreślić, że istnieje różnica bardzo wyraźna między sprawcami a ofiarami. Sprawcami zbrodni, które popełniano na ziemiach polskich w okresie okupacji niemieckiej byli Niemcy, państwo niemieckie. Ofiarami byli obywatele polscy, obywatele polscy również pochodzenia żydowskiego" - mówił podczas otwarcia ekspozycji p.o. prezesa IPN, prof. Karol Polejowski.
Sprawiedliwi wśród narodów świata
Trudno dokładnie ustalić, ilu Polaków zostało zamordowanych wyłącznie z powodu niesienia pomocy Żydom - szacuje się, że było to co najmniej tysiąc osób. Podobnie niełatwe jest precyzyjne określenie liczby Żydów uratowanych przez Polaków; historycy mówią o co najmniej 300 tysiącach. Część z nich, już po wojnie, została przez Yad Vashem uhonorowana tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
"Polacy wnieśli olbrzymi wkład w ratowanie Żydów, a liczba Polaków jest najwyższa z wszystkich obywateli świata jako odznaczonych za ratowanie Żydów. To ponad 7000 świec, które palą się w Yad Vashem" - mówił z kolei europoseł ECR, Arkadiusz Mularczyk.
Jedną z tych sprawiedliwych była babcia Marii Byczyńskiej. "Moja babcia miała czwórkę dzieci, w tym najmłodsze maleństwo moją mamę. A pomimo to podjęła olbrzymie ryzyko i przechowała rodzinę żydowską. Po latach została uhonorowana przez Yad Vashem" - powiedziała w rozmowie z Euronews Maria Byczyński, która na otwarcie wystawy przyleciała z Londynu.
Sama wystawa dzisiaj pokazuje zarówno zdjęcia i historie Polaków - takich jak rodzina Ulmów - którzy za pomoc Żydom zapłacili najwyższą cenę, ale też kontekst historyczny.
Na planszach opisane są następstwa paktu Ribbentrop-Mołotow, wskutek którego Polska została podzielona na dwie strefy wpływu. Na mapach widzimy podział administracyjny Polski, strefę okupacyjną niemiecką, Generalną Gubernię, ziemie wcielone do Niemiec i strefę okupacyjną sowiecką.
Jak podkreślają organizatorzy wystawy, poza działaniami poszczególnych Polaków ratujących Żydów były też zorganizowane działania podziemnego państwa polskiego, Armii Krajowej czy też Żegota. Nie brak też informacji o grupie Ładosia, czyli polskich dyplomatach w Szwajcarii, którzy sfałszowali 2500 paszportów po to, żeby uratować Żydów i dać im możliwość ucieczki do Ameryki Południowej.
Pytany, o to dlaczego ważne jest, by przypominać to ponad 80 lat po zakończeniu II wojny światowej Arkadiusz Mularczyk odpowiada, że zwłaszcza teraz jest to niezbędne, bo na naszych oczach dokonuje się fałszowanie historii.
"Ja często pytam komisję Komisję Europejską o kwestie odszkodowań dla ofiar II wojny światowej, o kwestie restytucji kultury, dzieł sztuki i często słyszę o tym, że nie ma odpowiedzialności Niemiec, nie ma odpowiedzialności nazistów, a odpowiedzialność za II wojnę światową ponoszą totalitaryzmy" - powiedział.
"Prawda sama się nie obroni. Prawdę trzeba pokazywać, trzeba prezentować i odkłamywać narrację, że nie ma odpowiedzialności Niemiec, że wszyscy byli ofiarami, a sprawcami II wojny światowej byli naziści, którzy nie mają żadnej swojej narodowości" - dodał.
"Ta wystawa pokazuje ostrą granicę między tym, czym jest dobro, a tym, czym jest bezwzględne zło. Przecież te wartości mają także znaczenie dzisiaj" - zaznaczył prof. Polejowski.
Wystawę można oglądać do piątku w Parlamencie Europejskim w Brukseli.