Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Presja tak, kuratela nie: kubańscy wygnańcy wzywają Trumpa do przyjęcia innej "recepty" niż w przypadku Wenezueli

Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel uczestniczy w wiecu w Hawanie na Kubie, 3 stycznia 2026 r., w geście solidarności z Wenezuelą po schwytaniu Nicolasa Maduro.
Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel uczestniczy w wiecu w Hawanie na Kubie, 3 stycznia 2026 r., w geście solidarności z Wenezuelą po schwytaniu Nicolasa Maduro. Prawo autorskie  Copyright 2026 The Associated Press. All right reserved
Prawo autorskie Copyright 2026 The Associated Press. All right reserved
Przez Rafael Salido
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Podczas gdy Stany Zjednoczone zwiększają presję na Kubę po zmianie sytuacji w Wenezueli, głosy na kubańskiej emigracji popierają presję na rząd Díaza-Canela, ale ostrzegają, że model kurateli zastosowany w Caracas nie zadziała na wyspie. Akceptują nawet porwanie, ale proszą, by nie męczyć ludzi.

Zaostrzenie polityki Stanów Zjednoczonych wobec Kuby, forsowane przez administrację Trumpa po schwytaniu byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, ponownie otworzyło kluczową debatę wśród Kubańczyków na wyspie i poza nią: jak wymusić rzeczywiste zmiany polityczne bez doświadczania Kubańczyków.

Podczas gdy prezydent USA twierdzi, że Waszyngton "zaczyna rozmawiać z Kubą", jednocześnie odcinając kluczowe dostawy ropy naftowej, przedstawiciele emigracji nalegają, że presja jest konieczna, ale nie za wszelką cenę.

"Prosimy o izolację reżimu, ale o to, by ludność nie cierpiała. To jest kwadratura koła", argumentuje Carlos Payá, przedstawiciel Chrześcijańskiego Ruchu Wyzwolenia i brat historycznego działacza Oswaldo Payá, który zmarł w 2012 roku. "Ponieważ reżim, w swojej arogancji, może powiedzieć 'cóż, teraz nie pozwolę również na przybycie pomocy humanitarnej'.

Prosimy o izolację reżimu, ale o to, by ludność nie cierpiała. To jest kwadratura koła
Carlos Payá
Przedstawiciel Chrześcijańskiego Ruchu Wyzwolenia

Prezydent USA Donald Trump podniósł ton w ostatnich tygodniach, przekonany, że presja energetyczna, po wstrzymaniu dostaw z Wenezueli i grożąc cłami na kraje, które dostarczają ropę na wyspę, zmusi reżim do negocjacji. "To nie musi być kryzys humanitarny. Myślę, że prawdopodobnie przyjdą do nas i będą chcieli zawrzeć umowę" - powiedział w zeszłym tygodniu, po czym zapewnił, że "Kuba znów będzie wolna".

Rząd w Hawanie zaprzecza jednak istnieniu formalnego dialogu z Waszyngtonem, choć prezydent Miguel Díaz-Canel przyznał, że Kuba "jest gotowa do rozmów" ze Stanami Zjednoczonymi, ale podkreślił, że wszelkie negocjacje muszą odbywać się bez nacisków i narzucania**.**

Kuba straciła "linię życia"

W tym kontekście maksymalnego napięcia kubańscy emigranci z uwagą, ale i ostrożnością obserwują posunięcia Białego Domu. Payá uważa, że konflikt kubański nie może zostać rozwiązany z zewnątrz lub stać się przedłużeniem polityki USA. "Ani problem kubański, ani jego rozwiązanie nie zależy od tego, co dzieje się na zewnątrz; musimy 'odamerykanizować' problem kubański", twierdzi.

Payá, który mieszka w Hiszpanii od "40 lat", przyznaje, że reżim przeżywa jeden z najbardziej kruchych momentów po utracie wsparcia energetycznego ze strony swoich głównych sojuszników. "To bezprecedensowa sytuacja, ponieważ Kuba straciła swoją linię życia", mówi.

Jedną z największych obaw podzielanych przez szerokie sektory społeczności emigracyjnej jest to, że presja ekonomiczna doprowadzi do nieproporcjonalnego ukarania ludności. "Rozwiązania muszą być pokojowe, zawsze pokojowe", podkreśla Payá. Z tego powodu wzywa do skupienia się na prawach człowieka.

"W tym wszystkim nie słyszałem słów prawa człowieka ani amnestia", ubolewa Payá. "Ale najważniejszą rzeczą dla mieszkańców Kuby jest amnestia dla ludzi, którzy zostali niesprawiedliwie uwięzieni.

Autorytaryzm w Wenezueli, totalitaryzm na Kubie

Orlando Gutiérrez Boronat, sekretarz generalny Kubańskiego Dyrektoriatu Demokratycznego, twierdzi, że kubański scenariusz wymaga innej strategii niż wenezuelska. "Model stosowany w Wenezueli nie ma zastosowania na Kubie. Wenezuela jest reżimem autorytarnym, ale na Kubie mówimy o w pełni skonsolidowanym reżimie totalitarnym", wyjaśnia.

Gutiérrez Boronat, który osiedlił się w Stanach Zjednoczonych w 1971 r. i ukończył nauki polityczne i komunikację na Florida International University, jednoznacznie popiera wzrost presji ze strony USA i w tym sensie podkreśla "konsekwencję" obecnego rządu w porównaniu z innymi administracjami w przeszłości, zarówno demokratycznymi, jak i republikańskimi.

"Nigdy wcześniej amerykański rząd nie wywierał tak silnej presji na kubański reżim. To jest sposób na złamanie struktury rządzącej Kubą", potwierdza. Jego zdaniem podstawowym problemem nie jest ropa naftowa czy sankcje: "Rakiem jest reżim, który zniszczył rolnictwo, gospodarkę i infrastrukturę kraju, aby skonsolidować swoją władzę".

W każdym razie, dla kubańskiej diaspory, jakakolwiek transformacja musi oznaczać wyraźne zerwanie z obecnym systemem, w przeciwieństwie do tego, co stało się w Wenezueli, gdzie Waszyngton pokazał, że chce pozwolić na kontynuację chavizmu pod rządami obecnego tymczasowej prezydent Delcy Rodríguez.

Transformacja, w której ci sami ludzie pozostają u władzy, jest nie do przyjęcia.
Orlando Gutiérrez Boronat
Sekretarz generalny organizacji pozarządowej Directorio Democrático Cubano (Kubańska Dyrekcja Demokratyczna)

"Transformacja, w której ci sami ludzie pozostają u władzy, jest nie do przyjęcia", podkreśla Gutiérrez Boronat i broni wyraźnego planu politycznego. "Reżim ma jasne wyjście: uwolnić wszystkich więźniów politycznych, zalegalizować społeczeństwo obywatelskie, partie i związki zawodowe oraz ogłosić harmonogram wolnych wyborów".

Pomimo różnic w podejściu, istnieje jeden punkt porozumienia: odrzucenie bezpośredniej interwencji wojskowej. Ani Payá, ani Gutiérrez Boronat nie uważają scenariusza okupacji lub otwartej wojny za realne rozwiązanie.

Kuba. Potrzeba zmian strukturalnych

Wenezuelskie doświadczenia służą tu jako ostrzeżenie. Akceptują maksymalną presję, a nawet ewentualne aresztowanie czołowych przywódców, ale wykluczają model zewnętrznego nadzoru, który doprowadziłby do masowej przemocy. "Widzimy międzynarodową akcję solidarnościową na rzecz nieuzbrojonych ludzi, którzy nie przestali walczyć z komunizmem", mówi Gutiérrez Boronat.

Tymczasem wyspa pozostaje pogrążona w głębokim kryzysie, z przerwami w dostawach prądu, rosnącym niedoborem paliwa, który już wymusił odwołanie lotów i utrzymującą się emigracją. Trump posunął się nawet do opisania Kuby jako kraju "bankrutującego" i ostrzegł, że Kuba powinna negocjować, zanim będzie "za późno". Rosja i Meksyk zadeklarowały wsparcie polityczne i pomoc humanitarną, nie precyzując jednak jej zakresu.

Dla społeczności emigracyjnej moment jest krytyczny. "Kuba jest tak zniszczona, że każda poprawka, która nie obejmuje zmian strukturalnych, jest bezużyteczna", podsumowuje Payá. Ze swojej strony Gutiérrez Boronat zgadza się, że ścieżka obrana przez Waszyngton wobec Caracas nie może być taka sama: "Kuba to nie Wenezuela, a zatem recepta musi być inna".

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Trzęsienie ziemi o sile 5,5 magnitudy nawiedziło Kubę

Kubańscy kapłani santerii składają dary i proszą bóstwa o pokój w obliczu kryzysów

Presja tak, kuratela nie: kubańscy wygnańcy wzywają Trumpa do przyjęcia innej "recepty" niż w przypadku Wenezueli