Węgry mogą znaleźć sposób na zakończenie unijnej kary wynoszącej 1 mln euro dziennie, nie rezygnując z twardej polityki migracyjnej. W Brukseli analizowane jest rozwiązanie, które pozwoliłoby Budapesztowi wygasić sporne przepisy i zatrzymać licznik grzywny.
Stopniowe wygaszenie dwóch tymczasowych węgierskich ustaw migracyjnych mogłoby otworzyć drogę do zakończenia kary w wysokości 1 mln euro dziennie, którą Unia Europejska nakłada na Budapeszt – wynika z informacji osób zaznajomionych ze szczegółami rozmów między węgierskim rządem a Komisją Europejską.
Jak ustalił Euronews, taki krok nie wymagałby od premiera Pétera Magyara złagodzenia polityki migracyjnej Węgier. Polityk wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza tego robić, a jednocześnie naciska na Brukselę, by zniosła nałożoną na Budapeszt karę.
Do tej pory Węgry straciły już 910 mln euro w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2024 roku. Trybunał uznał wówczas, że rząd Viktora Orbána uporczywie nie stosował unijnych standardów dotyczących traktowania osób ubiegających się o azyl.
Po kryzysie migracyjnym z lat 2015–2016 Węgry de facto uniemożliwiły osobom ubiegającym się o azyl składanie wniosków na swoim terytorium. Władze wzniosły ogrodzenie na granicy z Serbią, utworzyły strefy tranzytowe przypominające więzienia, a migrantów odsyłały z powrotem do Serbii. Budapeszt wprowadził również zasadę, zgodnie z którą o ochronę międzynarodową należało ubiegać się jeszcze na terytorium Serbii.
Premier Magyar, który objął urząd po kwietniowych wyborach, zastępując Viktora Orbána, apeluje do europejskich partnerów o rozwiązanie kwestii grzywny. Jednocześnie zapowiada utrzymanie kontrowersyjnej polityki migracyjnej swojego poprzednika.
Dwa przepisy, które obecnie znajdują się w centrum uwagi, to po pierwsze „stan kryzysowy z powodu masowej migracji”, odnawiany mniej więcej co pół roku od 2015 roku i pozwalający na odstępstwa od części unijnych regulacji. Jeśli nie zostanie przedłużony, wygaśnie 7 września. Drugim jest odrębna ustawa z 2025 roku, zgodnie z którą osoby ubiegające się o azyl muszą najpierw zgłosić zamiar złożenia wniosku w węgierskiej ambasadzie za granicą. Dopiero później mogą rozpocząć procedurę na Węgrzech. Ten przepis ma przestać obowiązywać z końcem roku.
Perspektywa, że oba przepisy mogłyby po prostu wygasnąć, jest przez część urzędników w Brukseli postrzegana jako możliwy krok naprzód.
„To do Węgier i do sądu należy decyzja, co można zrobić” – powiedział rzecznik Komisji Europejskiej Markus Lammert. „Z naszej strony możemy prowadzić z władzami węgierskimi ścisły dialog w tej sprawie”.
„Oczekujemy szybkiego zawieszenia kary w wysokości 1 mln euro dziennie, nałożonej na poprzedni rząd węgierski” – powiedział Magyar w środę po spotkaniu w Budapeszcie z przewodniczącym Rady Europejskiej António Costą.
„Podkreśliłem, że w świetle wydarzeń tego lata w Ceucie Węgry nadal będą utrzymywać niezbędne ramy prawne i fizyczne zamknięcie granicy, aby powstrzymywać nielegalną migrację”.
Magyar spotkał się również z przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej Manfredem Weberem, z którym omawiał kwestię grzywny. Wezwał także do zwrotu już nałożonych kar w ramach kolejnego siedmioletniego budżetu UE.
„Oczekujemy, że nasze wysiłki zostaną uznane na szczeblu europejskim” – dodał.
Wątpliwości pozostają
Mimo tych deklaracji eksperci mają wątpliwości, czy samo wygaszenie obu przepisów wystarczy, aby zatrzymać naliczanie kar.
„Nowelizacja ustaw migracyjnych przyjętych w latach 2015–2016 byłaby szansą na uniknięcie grzywien” – powiedział Euronews ekspert prawa UE Tamás Lattmann.
„Jedynym sposobem na jakiekolwiek ograniczenie tych kar byłoby, gdyby rząd – w momencie wejścia w życie przepisów Paktu o migracji – ogłosił, że prawo węgierskie i unijne standardy są teraz zbieżne w kluczowych punktach. Oznaczałoby to, że naruszenie prawa, na którym opiera się wyrok, ustało, a licznik kary przestałby tykać. Do tego jednak nie doszło”.
Pakt o migracji i azylu UE, którego celem jest wzmocnienie ochrony zewnętrznych granic oraz podział odpowiedzialności za osoby ubiegające się o azyl między państwa członkowskie, wszedł w życie latem. Magyar odrzucił jednak stosowanie jego mechanizmów na Węgrzech.
Szef węgierskiego rządu wielokrotnie wzywał również UE do zwrotu już zapłaconych kar. Z technicznego i prawnego punktu widzenia takie rozwiązanie jest jednak niewykonalne. Po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE należne grzywny były potrącane bezpośrednio ze środków przeznaczonych dla Węgier.
„Uważam, że to zupełnie bezwstydne, iż Magyar domaga się zwrotu grzywien za naruszenie prawa UE, które wcale nie zostało usunięte” – powiedziała Tineke Strik, holenderska europosłanka z Zielonych i sprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego ds. Węgier. „Przyznanie zwrotu grzywien nałożonych przez Trybunał oznaczałoby także, że sama Unia podważa i dyskredytuje własne wyroki”.
We wtorek Magyar zapowiedział, że Węgry będą zabiegać podczas negocjacji nowego budżetu UE o swego rodzaju rozliczenie dotychczas nałożonych grzywien. Z technicznego punktu widzenia Unia nie jest jednak gotowa oznaczać żadnych środków jako zwrot dawnych kar, ponieważ mogłoby to zostać odebrane jako wysłanie niewłaściwego sygnału.
Polska również wcześniej straciła setki milionów euro w związku z karami nałożonymi przez Trybunał Sprawiedliwości UE za naruszenia dotyczące reform sądownictwa.
Według urzędników zaangażowanych w negocjacje budżetowe „wszystko jest możliwe”, a Węgry mogą jeszcze wynegocjować dodatkowe środki na ochronę granic. Na krajowej scenie politycznej Budapeszt mógłby przedstawić takie rozwiązanie jako sukces.
Jedną z rozważanych możliwości jest również zmiana nazwy lub nieformalne przesunięcie przeznaczenia istniejących linii finansowania dla Węgier w taki sposób, aby wspierały przekaz Magyara na krajowej scenie politycznej.