Osiem sekund wystarczyło, by nagranie z okolic Bukowiny Tatrzańskiej wywołało falę oburzenia. Widać na nim psa biegnącego środkiem jezdni za jadącym Lexusem, do którego został przypięty smyczą. Sprawa trafiła do sądu, który uznał kierowcę za winnego znęcania się nad zwierzęciem.
Nagranie przedstawiające osobliwy „spacer” w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej (woj. małopolskie) pierwotnie pojawiło się w mediach społecznościowych Stop Cham Reels.
Krótki, zaledwie ośmiosekundowy film pokazuje niebieskiego Lexusa z wrocławskimi tablicami rejestracyjnymi. Z okna od strony kierowcy wystawiono smycz, na której końcu znajdował się pies przypięty do obroży. Zwierzę poruszało się truchtem środkiem jezdni, pomiędzy innymi samochodami. Smycz pozostawała jednak luźna, co sugeruje, że pies nie był przez kierowcę ciągnięty.
Samochód poruszał się stosunkowo wolno, zwłaszcza biorąc pod uwagę panujące warunki drogowe, i częściowo jechał poboczem. Z nagrania wyraźnie wynika jednak, że pies nie miał możliwości samodzielnego zmniejszenia tempa. Mogłoby do tego dojść jedynie w sytuacji, gdyby kierowca całkowicie zatrzymał pojazd lub jeszcze bardziej ograniczył jego prędkość.
Sąd uznał kierowcę za winnego znęcania się nad zwierzęciem. Orzekł m.in. przepadek psa, 10 000 zł grzywny oraz 2 lata zakazu posiadania zwierząt.
O wydanym wyroku poinformowała organizacja Animal Support, która również odniosła się do decyzji sądu: „Samo skazanie uważamy za sukces. Sąd potwierdził to, o czym od początku mówiliśmy: doszło do znęcania nad psem”.
Przedstawiciele Animal Support zaznaczyli jednocześnie, że ich zdaniem „dwa lata zakazu posiadania zwierząt to zdecydowanie za mało”.
„Tym bardziej że mamy do czynienia z warunkami uprzedniej karalności. Nie widzimy powodu, by dawać sprawcy kolejną szansę na krzywdzenie słabszych od niego” – podkreślili w komunikacie.
Animal Support zapowiedziało złożenie apelacji. Organizacja będzie domagać się orzeczenia wobec sprawcy dwóch lat ograniczenia wolności, trzech miesięcy pozbawienia wolności, ośmiu lat zakazu posiadania zwierząt oraz podania wyroku do publicznej wiadomości.
Jak argumentują przedstawiciele organizacji, „wyrok powinien nie tylko ukarać sprawcę. Powinien być też przestrogą dla innych. Ma jasno pokazywać, że znęcanie się nad zwierzęciem nie jest »prywatną sprawą« i nie może pozostać bez realnych konsekwencji”.