W jednym z autobusów komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej dorosły mężczyzna zaatakował słownie trzy nastolatki pochodzące z Ukrainy. Wulgaryzmy, groźby i wyzwiska padły wyłącznie dlatego, że dziewczęta mówiły po ukraińsku.
Nagranie wykonane przez jedną z pasażerek błyskawicznie obiegło media społecznościowe, wywołując falę oburzenia. Sprawą natychmiast zajęła się policja, a już następnego dnia agresor został zatrzymany. Okazało się, że jest pracownikiem miejskiej spółki komunikacyjnej, zatrudnionym na stanowisku kierowcy. Choć w chwili zdarzenia podróżował autobusem jako pasażer i nie wykonywał obowiązków służbowych.
Agresja bez żadnego powodu
Do incydentu doszło w sobotę, 11 lipca, w autobusie Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej. Trzy młode Ukrainki wracały komunikacją miejską, gdy nagle zaczepił je nieznany mężczyzna.
Z nagrania, które pojawiło się w internecie, wynika, że sprawca od początku zachowywał się wyjątkowo agresywnie. Krzyczał, używał wulgaryzmów i kierował pod adresem dziewczynek obraźliwe słowa odnoszące się do ich narodowości.
Według relacji świadków oraz materiału wideo mężczyzna wykrzykiwał między innymi, że dziewczęta powinny "wracać na Ukrainę", zarzucał im, że "wyrosły na naszych pieniądzach", a także kierował wobec jednej z nich groźby, sugerując, że wie, gdzie mieszka. Całość miała wyraźnie ksenofobiczny charakter.
Przerażone nastolatki starały się nie prowokować napastnika. Jedna z nich nagrywała całe zajście telefonem komórkowym, dzięki czemu zachowanie agresora zostało udokumentowane. To właśnie ten materiał odegrał później kluczową rolę w identyfikacji sprawcy.
Reakcja kierowcy i pasażerów
Z najnowszych ustaleń oraz analizy zapisu monitoringu wynika, że kierowca autobusu, słysząc krzyki dochodzące z wnętrza pojazdu, zwrócił się do pasażera z prośbą o zachowanie spokoju. Jego działanie miało na celu odwrócenie uwagi sprawcy od osób poszkodowanych.
Następnie pomiędzy kierowcą a pasażerem doszło do wymiany zdań. Po dojechaniu do najbliższego przystanku kierowca wezwał pasażera do opuszczenia autobusu. Zapis monitoringu został zabezpieczony przez policję.
Policjanci przeanalizowali nagrania oraz ustalili tożsamość mężczyzny. Już następnego dnia został zatrzymany i przewieziony do komendy, gdzie rozpoczęto czynności procesowe.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował publicznie o zatrzymaniu sprawcy, podkreślając, że każda forma agresji będzie spotykała się ze zdecydowaną reakcją państwa.
Szokujące ustalenia. To pracownik miejskiej spółki
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów całej sprawy okazała się tożsamość agresora.
Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej poinformował, że mężczyzna jest zatrudniony w spółce jako kierowca autobusów. W momencie zdarzenia nie prowadził jednak pojazdu i od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu lekarskim.
Spółka jednoznacznie odcięła się od jego zachowania. Dyrekcja Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białejpodjeła decyzję o zakończeniu współpracy z tym pracownikiem.
Eksperci wskazują, że zachowanie mężczyzny może być oceniane nie tylko jako kierowanie gróźb karalnych, ale również jako publiczne znieważenie osób z powodu ich przynależności narodowej. Ostateczna kwalifikacja prawna zależy jednak od materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych oraz decyzji prokuratury.
Policja prowadzi dalsze czynności procesowe, przesłuchuje świadków oraz analizuje pełny zapis monitoringu z autobusu.