W czasach AI pytanie o to, kim jest autor i czy książka przetrwa, nabiera nowego znaczenia. W rozmowie z Euronews Marek Oleksyn z kancelarii SK&S tłumaczy, jak prawo próbuje nadążyć za technologią i gdzie dziś przebiega granica ochrony twórców.
Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich od ponad 30 lat obchodzony jest 23 kwietnia. Święto, które narodziło się w Katalonii, dziś ma już globalny zasięg – od Europy po Amerykę Południową. W Polsce obchodzimy je od 2008 roku, a jego międzynarodowy charakter został oficjalnie potwierdzony przez UNESCO w 1995 roku.
To dzień, który miał przypominać o dwóch rzeczach: sile literatury i prawach tych, którzy ją tworzą. Dziś jednak – w czasach sztucznej inteligencji – oba te obszary zmieniają się szybciej, niż wielu autorów i czytelników jest w stanie nadążyć.
Tramwaj, książki i walka o uwagę
Warszawa włącza się w obchody, organizując wydarzenia promujące czytelnictwo. Jednym z nich jest „książkowy tramwaj” linii K – specjalny przejazd, podczas którego pasażerowie mogą czytać, wymieniać książki, słuchać audiobooków i rozmawiać o literaturze.
W świecie pełnym ekranów i nieustannych bodźców taka inicjatywa staje się czymś więcej niż atrakcją – to próba zatrzymania uwagi choć na chwilę. Dziś problemem nie jest dostęp do książek, ale brak czasu, skupienia i zwyczaju czytania.
Czytelnictwo: między programami a codziennością
Na ten problem odpowiadają m.in. programy takie jak „Mała książka – wielki człowiek” czy Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa, które mają wspierać kontakt z literaturą już od najmłodszych lat.
Mimo milionów egzemplarzy trafiających do szkół i bibliotek, czytelnictwo w Polsce od lat pozostaje wyzwaniem. Dla wielu osób książka nie jest już codziennym nawykiem, lecz świadomym wyborem, który coraz częściej przegrywa z cyfrową rozrywką.
AI i prawa autorskie: kto jest dziś twórcą?
Światowy Dzień Książki to także Światowy Dzień Praw Autorskich – a te wchodzą dziś w jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii. Sztuczna inteligencja potrafi pisać teksty, tworzyć obrazy i naśladować style autorów. Pojawia się więc pytanie: kto w takim przypadku jest twórcą?
„W świetle prawa utwór musi być wynikiem pracy umysłu człowieka” – podkreśla w rozmowie z Euronews radca prawny Marek Oleksyn, partner w kancelarii SK&S.
Oznacza to, że treści tworzone wyłącznie przez AI nie spełniają podstawowego warunku ochrony praw autorskich – brakuje im ludzkiego autorstwa.
Granica między twórcą a narzędziem coraz bardziej się rozmywa
Problem zaczyna się tam, gdzie człowiek i technologia pracują razem. Jak wskazuje ekspert, prawo próbuje dziś nadążyć za zmianami, ale w wielu miejscach wciąż „goni rzeczywistość”, zamiast ją porządkować. Pojawiają się nawet pomysły tworzenia odrębnych kategorii utworów generowanych przez sztuczną inteligencję, jednak pozostają one na etapie dyskusji, a nie obowiązujących rozwiązań.
W praktyce – jak zauważa – pracodawcy na całym świecie mierzą się z tym samym wyzwaniem: jak opisać zjawisko, które już istnieje, ale nie mieści się w dotychczasowych definicjach prawa autorskiego. Na razie rzeczywistość tę najlepiej „dogania” orzecznictwo sądów – m.in. w USA i Europie, gdzie zapadają pierwsze rozstrzygnięcia dotyczące treści tworzonych z udziałem AI.
Jednocześnie w tych wszystkich próbach dostosowania prawa niezmiennie powraca jedna zasada: twórczość musi być wynikiem pracy ludzkiego umysłu.
"Przypisanie człowiekowi autorstwa jest możliwe w przypadku ustalenia po jego stronie działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Natomiast w przypadkach, w których „pracę” wykonuje AI, przypisanie człowiekowi twórczości oraz pełnych praw autorskich budzi istotne wątpliwości. Ciekawego przykładu i rozważań w tym zakresie dostarcza wyrok Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla Okręgu Dystryktu Kolumbii z 18 marca 2025 r. (nr 23-5233)" – wyjaśnia r. pr. Oleksyn.
W praktyce granica między narzędziem a twórcą staje się coraz mniej oczywista.
Większe pytanie niż technologia
Jeśli tekst można wygenerować w kilka sekund, a styl pisarza odtworzyć algorytmem, coraz trudniej odróżnić inspirację od rzeczywistego autorstwa. Podobne dylematy pojawiają się także w innych obszarach – choćby w wynalazczości i ochronie patentowej, gdzie również pojawia się pytanie, czy efekty pracy wspieranej przez AI mogą być traktowane na równi z dziełami człowieka.
Jak podkreśla ekspert, w tej dyskusji kluczowe pozostaje podejście przyjęte w dotychczasowym orzecznictwie. Wciąż wyraźnie stoi ono na straży „pierwiastka ludzkiego” – akcentując, że podstawowym warunkiem uznania czegoś za utwór jest praca ludzkiego umysłu.
Jednocześnie – jak zaznacza – rozwój sztucznej inteligencji zmienia także skalę oraz nowe obszary ryzyka. Utwory stworzone przez ludzi mogą być dziś przetwarzane przez systemy generatywne, co w praktyce zwiększa prawdopodobieństwo naruszeń praw autorskich. To efekt pojawienia się nowych narzędzi, które potrafią operować na ogromnych zbiorach istniejących treści.
Prawo nie nadąża jeszcze w pełni za tempem zmian technologicznych, ale równolegle zmienia się sam sposób tworzenia treści.
Książka w epoce nadmiaru
Światowy Dzień Książki staje się dziś nie tylko świętem literatury, ale też okazją do refleksji nad jej miejscem w świecie nadmiaru treści generowanych automatycznie.
Książka nie konkuruje już wyłącznie z innymi książkami, ale z całym strumieniem cyfrowych informacji.
Pytanie nie brzmi więc, czy przetrwa. Książka nie znika. Zmienia się jedynie to, ile uwagi i wysiłku trzeba dziś, by do niej wrócić.