Alarm na lotnisku BER w Berlinie postawił w czwartek wieczorem służby na nogi. Kobieta miała zgłosić, że w torebce ma toksyczne substancje. Terminal 1 ewakuowano, wstrzymano ruch lotniczy i kolejowy, a na miejsce skierowano specjalistyczne jednostki.
Na stołecznym lotnisku BER w czwartkowy wieczór uruchomiono alarm dotyczący substancji niebezpiecznych. Powodem było zgłoszenie kobiety, która miała poinformować funkcjonariuszy policji federalnej, że w swojej torebce ma toksyczne substancje. Jak potwierdził rzecznik policji w rozmowie z „Tagesspiegel”, w związku z sytuacją ewakuowano terminal 1.
Podróżni musieli opuścić budynek lotniska, a ruch lotniczy został tymczasowo wstrzymany. Według policji federalnej kobieta zgłosiła na stanowisku obsługi, że ma przy sobie potencjalnie niebezpieczne substancje. Ponieważ początkowo nie udało się ustalić, o jaką substancję chodzi, nie można było wykluczyć zagrożenia. W związku z tym uruchomiono alarm dotyczący materiałów niebezpiecznych.
Służby zabezpieczyły torebkę i prowadzą działania mające ustalić, jaka substancja się w niej znajduje.
Z informacji „Tagesspiegel” wynika, że kobieta wcześniej dostała się w rejon funkcjonariuszy policji federalnej, korzystając z ruchomych schodów. Tam miała zwrócić ich uwagę na substancje znajdujące się w jej torbie. Funkcjonariusze obezwładnili kobietę i zatrzymali ją. Następnie wokół torebki wyznaczono strefę bezpieczeństwa.
Na lotnisko BER skierowano liczne służby ratunkowe. Oprócz lotniskowej straży pożarnej działania prowadzą także jednostki straży pożarnej z powiatu Dahme-Spreewald. Ratownicy pracują między innymi w kombinezonach ochronnych i korzystają ze specjalistycznego sprzętu. Na miejscu utworzono również sztab kryzysowy, który koordynuje działania służb w sytuacjach wykraczających poza standardowe procedury.
Jak podają „Tagesspiegel” i „dpa”, dodatkowo na krótki czas wstrzymano ruch kolejowy w kierunku lotniska.