Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Bruksela ożywia rozmowy z Serbią, ale UE nie jest zgodna co do tempa reform

Prezydent Serbii Aleksandar Vučić przebywa w Pekinie w Chinach w poniedziałek, 25 maja 2026 roku.
Prezydent Serbii Aleksandar Vučić w poniedziałek, 25 maja 2026 roku, przebywa w Pekinie w Chinach. Prawo autorskie  AP
Prawo autorskie AP
Przez Angela Skujins
Opublikowano dnia Zaktualizowano
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Bruksela chce ożywić proces akcesyjny Serbii i już w środę może omówić otwarcie klastra 3, jednak państwa UE pozostają podzielone co do tego, czy ostatnie reformy wystarczą, by zrównoważyć szerszy demokratyczny regres – część stolic uważa, że to krok zbyt szybki i zbyt daleko idący.

Decyzja Serbii o wycofaniu się z kontrowersyjnych reform wymiaru sprawiedliwości ponownie ożywiła w Unii Europejskiej debatę o tym, jak pogodzić strategiczne zaangażowanie z wymogami demokracji. Ujawniła też podziały dotyczące tego, czy Belgrad zrobił wystarczająco dużo, by tchnąć nowe życie w swój wniosek akcesyjny.

REKLAMA
REKLAMA

W poniedziałek Komisja Europejska przekazała państwom członkowskim notę informacyjną, w której wyjaśnia, dlaczego uważa, że ostatnie działania Serbii uzasadniają otwarcie klastra 3 w negocjacjach akcesyjnych. Belgrad od lat zabiega o odblokowanie tego etapu po długim okresie impasu.

Dokument, datowany na 3 lipca i widziany przez Euronews, stwierdza, że Komisja uznaje, iż Serbia odwróciła „regres” odnotowany na początku roku i podjęła kroki wzmacniające zdolności Prokuratury ds. Zorganizowanej Przestępczości.

Jednocześnie podkreślono jednak, że „wymiar sprawiedliwości i prokuratura wymagają dalszej pracy”.

Rozmowy z ponad tuzinem dyplomatów, urzędników UE i ekspertów wskazują, że najnowsze działania Belgradu niewiele zmniejszyły różnice między państwami członkowskimi, których jednomyślność jest niezbędna, by proces akcesyjny mógł posuwać się naprzód.

Część krajów uważa, że Serbia zasługuje na uznanie za wdrożenie zaleceń Komisji Weneckiej. Inne podkreślają jednak, że samo wycofanie reform nie zmienia zasadniczo sytuacji po latach demokratycznego regresu oraz utrzymujących się obaw o niezależność sądów, korupcję i praworządność.

Dla wielu w Brukseli spór ten wykracza daleko poza jeden klaster negocjacyjny.

Serbia pozostaje największą gospodarką Zachodnich Bałkanów i ważnym partnerem strategicznym. Dlatego część urzędników uważa, że utrzymanie zaangażowania daje najlepszą szansę na dalsze reformy.

Inni odpowiadają, że nagradzanie częściowych postępów przed wdrożeniem głębszych zmian może podważyć wiarygodność całego procesu rozszerzenia UE.

Dodatkowego znaczenia sprawie nadała zapowiedź prezydenta Aleksandara Vučića, który ogłosił, że zamierza odejść po ośmiu latach urzędowania i w ciągu trzech–czterech miesięcy rozpisać wybory.

Zwolennicy widzą w tym początek nowego rozdziału politycznego. Krytycy – manewr taktyczny, który może pozwolić mu utrzymać władzę, jeśli zdecyduje się ubiegać o stanowisko premiera.

Komisja podkreśla jednak, że ostateczne decyzje należą do państw członkowskich UE. „Decyzja o kontynuowaniu procesu akcesyjnego Serbii pozostaje w gestii Rady” – przekazał rzecznik Komisji.

Sprawa ma zostać omówiona na środowym spotkaniu ambasadorów w Brukseli.

Strategiczna gra równowagi

Najnowsza dyskusja wybuchła po tym, jak Belgrad wycofał pakiet kontrowersyjnych ustaw dotyczących sądownictwa, przyjętych w lutym i określanych jako „ustawy Mrdić”. Stało się to po ostrej krytyce ze strony Komisji Weneckiej.

Ten krok został pozytywnie oceniony przez komisarz ds. rozszerzenia UE Martę Kos, która nazwała go „ważnym krokiem we właściwym kierunku” i zapowiedziała dalsze rozmowy o reformach.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen sugerowała, że Serbia może posuwać się dalej w negocjacjach, jeśli wdroży wymagane reformy, a przewodniczący Rady Europejskiej António Costa wskazywał, że dostosowanie się do zaleceń Komisji Weneckiej mogłoby przyspieszyć proces.

Za tymi publicznymi deklaracjami kryje się jednak znacznie bardziej złożona debata.

Część urzędników UE podkreśla, że utrzymanie dialogu z Belgradem ma znaczenie strategiczne, mimo problemów demokratycznych i odmowy przyłączenia się Serbii do unijnych sankcji wobec Rosji.

Z perspektywy Komisji zerwanie kontaktu mogłoby osłabić wpływy UE na Bałkanach Zachodnich i oddalić od niej państwo uznawane za kluczowe dla stabilności regionu.

Nie ma jednak w tej sprawie jednomyślności.

Rzecznik Komisji potwierdził, że kierownictwo przekazało państwom członkowskim notę wyjaśniającą, dlaczego uznaje, iż najnowsze kroki Serbii mogą uzasadniać otwarcie klastra 3.

Zdaniem części dyplomatów uznanie tych reform wzmocniłoby zasadę, że kraje kandydujące są nagradzane za wdrażanie zaleceń Brukseli i Komisji Weneckiej.

Inni ostrzegają jednak, że brak realnych zmian strukturalnych może oznaczać poważne ryzyko dla wiarygodności procesu rozszerzenia.

Jeden z dyplomatów mówił nawet o ryzyku „drugiej Macedonii Północnej” – kraju, który mimo uzyskania statusu kandydata w 2005 roku przez lata napotykał kolejne przeszkody na drodze do członkostwa.

„Cofnięcie do punktu wyjścia”

Część dyplomatów ocenia, że choć wycofanie ustaw sądowych było krokiem w dobrą stronę, nie rozwiązuje ono fundamentalnych problemów związanych z praworządnością, niezależnością instytucji i korupcją.

Jeden z nich stwierdził, że uchylenie przepisów jedynie „cofnęło Serbię do punktu wyjścia”. Inni podkreślali, że prawdziwym testem pozostają reformy w ramach klastra 1, obejmującego fundamenty procesu akcesyjnego.

Spór w Brukseli sprowadza się więc do pytania, czy należy nagradzać stopniowy postęp, czy też grozi to obniżeniem standardów wobec krajów kandydujących.

Praworządność i szerszy kontekst

Dyplomaci zwracają uwagę, że rozmów o klastrze 3 nie da się oddzielić od problemów w klastrze 1, dotyczącym praworządności i funkcjonowania instytucji demokratycznych.

Wskazują również na poufną ocenę Komisji, krążącą wśród państw członkowskich na początku 2025 roku, którą jeden z rozmówców określił jako „najbardziej krytyczną” od lat.

„Najgorszą” – jak powiedział inny dyplomata – analizę postępów Serbii w ostatnim czasie.

Argument jest jasny: bez trwałych reform podstawowych, postęp w obszarach gospodarczych nie może być wiarygodny.

„Uchylenie ustaw jest mile widziane” – powiedział jeden z dyplomatów. – „Ale nie oznacza, że Serbia jest gotowa iść dalej. To tylko powrót do punktu wyjścia”.

Dymisja i niepewność polityczna

Zapowiedź odejścia Aleksandara Vučića wprowadziła dodatkową niepewność do i tak skomplikowanej debaty.

56-letni polityk, dominujący na serbskiej scenie od ponad dekady, zapowiedział rezygnację po dwóch kadencjach prezydenckich. Nie wykluczył jednak ubiegania się o stanowisko premiera.

Urzędnicy UE podkreślają, że kluczowe znaczenie ma nie sama zmiana personalna, lecz jakość instytucji.

„Prawidłowe funkcjonowanie instytucji demokratycznych jest sednem procesu akcesyjnego Serbii do UE” – powiedział rzecznik Komisji.

Eksperci ostrzegają jednak, że zapowiedzi nie muszą oznaczać realnej zmiany systemowej.

„To powinno zapalić czerwone światło” – oceniła Antigona Imeri z Centre for European Policy Studies, wskazując, że ruch może wzmocnić, a nie osłabić pozycję Vučića.

Znany dylemat Unii

Serbia pozostaje jednym z kluczowych, ale też najbardziej problematycznych kandydatów do UE.

Oprócz kwestii demokratycznych istotne znaczenie mają jej relacje z Rosją, odmowa wprowadzenia unijnych sankcji oraz rosnące powiązania z Chinami.

Jak zauważają eurodeputowani, kraj ten wciąż wykazuje ograniczone dostosowanie do wspólnej polityki zagranicznej UE.

W tle pozostaje więc zasadnicze pytanie: czy Unia powinna utrzymywać zaangażowanie mimo problemów, czy też twardziej egzekwować warunki członkostwa.

Dyskusja ta – jak pokazuje obecna sytuacja – pozostaje w Brukseli całkowicie otwarta.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Prezydent Serbii Vučić ustąpi za kilka tygodni i wzywa do przedterminowych wyborów

Vučić broni serbskich relacji z Chinami podczas kontrowersyjnej wizyty w Pekinie

Pałac Prezydencki stał się "Kibolskim". Wulgarne nazwy warszawskich obiektów zalały Google Maps