Euronews jako jedyne medium uzyskało ekskluzywny dostęp do AIRCOM Industry Day NATO w Ramstein i rozmawiało z wojskowymi, ukraińskim oficerem oraz firmami zbrojeniowymi o wyścigu o następną generację systemów obrony przed dronami.
W poszukiwaniu tańszych sposobów zwalczania dronów i zacieśnienia współpracy z przemysłem Dowództwo Sił Powietrznych NATO Allied Air Command (AIRCOM) zaprosiło na drugi AIRCOM Industry Day na amerykańską bazę lotniczą Ramstein.
Przedstawiciele europejskich firm zbrojeniowych i wojskowych spotykają się tam, by omawiać nowe podejścia do obrony przed bezzałogowymi systemami.
Presja, by działać, rośnie: jeden dron uderzył w blok mieszkalny w Rumunii, inny naruszył przestrzeń powietrzną Litwy, a lotnisko w Monachium po domniemanej obserwacji drona musiało na kilka godzin wstrzymać ruch. Bezzałogowe systemy – i pytanie, jak się przed nimi bronić – stają się dla NATO coraz poważniejszym zagrożeniem.
Gdy w przestrzeni powietrznej NATO zostanie wykryty dron, uruchamiana jest operacja „Eastern Sentry”. Do akcji startuje kilka myśliwców, które śledzą drona lub w razie potrzeby go zestrzeliwują. Taka odpowiedź jest jednak kosztowna. Drony są relatywnie tanie, część powstaje za mniej niż 100 tys. euro. Alarmowy start myśliwców NATO w celu przechwycenia pojedynczego drona oznacza wydatki rzędu kilkudziesięciu tysięcy euro za godzinę. Typowa misja przechwycenia z udziałem dwóch maszyn to już ponad 85 tys. euro – zanim w ogóle wystrzelona zostanie choć jedna rakieta.
W przemówieniu otwierającym konferencję generał porucznik Guillaume Thomas, zastępca dowódcy Allied Air Command, podkreślił, że wojna dronów stawia przed NATO „wspólne wyzwania”. Odwołał się do masowego użycia bezzałogowców przez Rosję w wojnie przeciwko Ukrainie. Kluczowe jest dziś wyprzedzanie przeciwnika w trzech obszarach: kosztów, produkcji i innowacji. Jak zaznaczył Thomas, niezbędna do tego jest ścisła współpraca przemysłu z siłami zbrojnymi.
Współpraca z Ukrainą warunkiem koniecznym
Zdaniem ekspertki ds. bezpieczeństwa dr Ulrike Franke z European Council on Foreign Relations (ECFR), jednej z głównych prelegentek wydarzenia, drony „wprowadziły masę na pole walki” – liczy się ich liczba. NATO musi więc myśleć przede wszystkim w kategoriach ilości i kosztów, zamiast używać bardzo drogich systemów uzbrojenia przeciw stosunkowo tanim dronom. Równie ważna jest współpraca z Ukrainą. To – jak podkreśla – „warunek konieczny”, by skutecznie odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony dronów.
Podporucznik Oleksandr Worobjow, o kryptonimie „Zhan”, zastępca szefa obrony przeciwlotniczej 3. Korpusu Armijnego Ukrainy, wskazuje przede wszystkim na jedno wyzwanie: niezawodne wykrywanie celów przez radar. Jak mówi, nieciągłe śledzenie celów wciąż uniemożliwia opracowanie w pełni autonomicznych dronów przechwytujących. Obecne systemy radarowe często tracą z pola widzenia niewielkie drony na kilka sekund.
„To jest ten jeden kluczowy element, który jak dotąd powstrzymuje nas w Ukrainie przed uczynieniem systemu w pełni autonomicznym. Radary, z których głównie korzystamy, nie zostały zaprojektowane do wykrywania takich dronów. To radary meteorologiczne, radary do kontroli ruchu samolotów – zasadniczo wszystkie możliwe typy, z wyjątkiem tych specjalnie dostosowanych do tego rodzaju dronów. W efekcie cel czasem znika z ekranu radaru. Jeśli wtedy także dron przestaje widzieć cel, a radar traci go na dziesięć sekund, w tym czasie trzeba go sterować ręcznie. To nasza największa luka: niezawodne wykrywanie tych obiektów. Być może Europa ma już taką zdolność, być może mają ją Stany Zjednoczone – nie wiem” – mówi w rozmowie z Euronews.
Wojsko i przemysł wspólnie szukają odpowiedzi na zagrożenie dronami
Tegoroczny AIRCOM Industry Day koncentruje się przede wszystkim na tym, jak szybciej wprowadzać nowe technologie do sił zbrojnych. „Sednem jest innowacja” – mówi podpułkownik Steffen Bott, kierownik projektu odpowiedzialny za wydarzenie, w rozmowie z Euronews. Rola wojska pozostaje jednak niezmieniona.
„Ani my jako siły zbrojne, ani sama NATO nie podpisujemy umów z firmami zbrojeniowymi. Powód, dla którego systemy Counter‑UAS są dziś tak bardzo w centrum uwagi, jest inny: wojsko jasno określiło konkretne potrzeby operacyjne. Równocześnie technologie obrony przed dronami rozwijają się w bardzo szybkim tempie. Napędzają je przede wszystkim start‑upy, ale także duże, ugruntowane koncerny zbrojeniowe. Dochodzi do tego fakt, że wymagania wojska – zwłaszcza po doświadczeniach z wojny w Ukrainie – zmieniają się znacznie szybciej niż procedury zakupowe, poprzez które wprowadza się nowe systemy” – wyjaśnia Bott.
Jak duże jest zainteresowanie nowymi rozwiązaniami do zwalczania dronów, widać również na wystawie. Swoje najnowsze produkty prezentuje niemal 40 firm. Wśród wystawców są m.in. MBDA, Alta Ares, Hensoldt i Aselsan. Na stoiskach można zobaczyć systemy radarowe, drony przechwytujące oraz pociski kierowane – w tym rakietę Matra BAe Dynamics Alenia (MBDA) zaprojektowaną specjalnie do zwalczania dronów.
Przedstawiciel jednej z firm tłumaczy w rozmowie z Euronews, że system został opracowany tak, by „masowe ataki dronami – takie jak obserwowane w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, zazwyczaj z użyciem dronów Shahed lub Geran – odpierać skutecznie i przy akceptowalnych kosztach”.
Rakieta ma zostać włączona do systemu obrony przeciwlotniczej Skyranger 30 firmy Rheinmetall. Pierwsze zestawy trafią do niemieckiej Brygady 45 stacjonującej na Litwie, a dostawy planowane są na lata 2027–2028.
Każdy Skyranger 30 jest wyposażony w dziewięć pocisków kierowanych. Bateria złożona z sześciu pojazdów dysponuje więc łącznie 54 gotowymi do użycia rakietami przechwytującymi. Mniejsze drony klasy 1, np. cywilne quadrokoptery, zwalczane są za pomocą automatycznej armaty kal. 30 mm wchodzącej w skład systemu. Rakieta DefendAir jest przeznaczona przeciw większym celom – w tym dronom typu Shahed – wyjaśnia przedstawiciel firmy w rozmowie z Euronews.
Wnioski z rosyjskiej wojny napastniczej przeciwko Ukrainie
Spacer po wystawie ujawnia od razu jedną rzecz: nie ma na niej ukraińskich firm. Jak przekazano Euronews, wydarzenie jest zarezerwowane wyłącznie dla przedsiębiorstw z państw członkowskich NATO. Mimo to Ukraina jest kluczowym punktem odniesienia w niemal każdej rozmowie.
Zarówno przedstawiciele NATO, jak i przemysłu wielokrotnie podkreślają bliską współpracę z ukraińskimi partnerami. Turecki koncern zbrojeniowy Aselsan mówi Euronews, że najważniejszą lekcją z rosyjskiej wojny napastniczej jest niezawodność systemów. „System musi działać niezawodnie. Gdy cel się zbliża, pozostaje tylko kilka sekund na podjęcie decyzji i reakcję. Sztuczna inteligencja powinna pomóc skrócić ten czas podejmowania decyzji.”
Również francuska firma Alta Ares, która opracowuje oparte na sztucznej inteligencji oprogramowanie i systemy do rozpoznania, nadzoru oraz zwalczania dronów, ściśle współpracuje z Ukrainą. Jednocześnie – jak podkreśla przedstawiciel spółki w rozmowie z Euronews – kraj ten nie jest traktowany jako „laboratorium”. Podczas AIRCOM Industry Day Alta Ares zaprezentowała dwa różne drony przechwytujące: model X‑Block do krótkiego i średniego zasięgu, o zasięgu do 15 km, oraz inny wariant przeznaczony do większych odległości, do 40 km.
„Dwaj współzałożyciele naszej firmy byli na początku wojny w Ukrainie. Ściśle współpracowali tam z ukraińskimi jednostkami, by zrozumieć ich potrzeby i uchwycić, jak zmienia się pole walki. Celem było opracowanie rozwiązań dokładnie dopasowanych do tych wymagań. Dlatego stworzyliśmy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które można bezpośrednio integrować z dronami” – wyjaśnia przedstawiciel firmy.
Przy ponad 30 wystawcach konkurencja jest wszechobecna. Mimo to nie postrzega się jej jako najważniejszego zagadnienia. „Jeśli przyjąć ukraiński sposób myślenia, to przede wszystkim jesteśmy partnerami, bo Europa pilnie potrzebuje takich rozwiązań” – mówi przedstawiciel. „Oferta jest niewystarczająca – popyt będzie zdecydowanie większy.”
Niedawno Alta Ares podpisała też memorandum o współpracy (Memorandum of Understanding, MoU) z niemieckim producentem dronów Quantum Systems.
Podporucznik Oleksandr Worobjow również pozytywnie ocenia ten kierunek. „Dobrze, że firmy są na miejscu” – podkreśla. Bez bezpośredniej współpracy z Ukrainą wielu producentom brakuje zrozumienia współczesnego pola walki.
Nie jest w stanie ocenić, czy dotychczasowe wysiłki są wystarczające. To, że europejskie firmy są dziś obecne w Ukrainie i zdobywają doświadczenia bezpośrednio na froncie, uważa jednak za właściwe podejście – choć jego zdaniem przyszło ono nieco za późno.