Kilka dni przed szczytem NATO w Ankarze kanclerz Niemiec oraz przywódcy państw bałtyckich w Berlinie uzgadniają wzmocnienie odstraszania Rosji, wyższe wydatki na obronę i dalszą pomoc dla Ukrainy.
„Bezpieczeństwo Bałtyku to także bezpieczeństwo Niemiec” – powiedział kanclerz Niemiec Friedrich Merz (CDU) podczas spotkania w Berlinie z szefami państw i rządów krajów bałtyckich.
Nawiązał do tablicy umieszczonej na ratuszu w Wilnie z napisem: „Bezpieczeństwo Litwy jest naszym bezpieczeństwem. Obrona Wilna jest obroną Berlina”. Cytat pochodzi z przemówienia wygłoszonego w maju ubiegłego roku podczas apelu z okazji sformowania stacjonującej na Litwie 45. brygady pancernej.
Jednym z głównych tematów był zbliżający się szczyt NATO, który w przyszłym tygodniu odbędzie się w tureckiej stolicy, Ankarze. Merz podkreślił na wspólnej konferencji prasowej, że ścisła koordynacja z Estonią, Łotwą i Litwą „leży nam na sercu i to daleko poza samym szczytem NATO”. Zaznaczył, że szczyt „musi zakończyć się sukcesem”, sprawiając, by NATO „stało się bardziej europejskie, tak aby mogło pozostać sojuszem transatlantyckim”. Premier Estonii Kristen Michal stwierdził, że „szczyt musi skupić się na wdrażaniu ustaleń”.
Trzy priorytety przed zbliżającym się szczytem NATO
Zgodził się z tym także prezydent Łotwy, który wskazał trzy priorytety tegorocznego szczytu: „Po pierwsze: w ubiegłym roku w Hadze postanowiliśmy przeznaczać 5 procent PKB na obronność. Kluczowe jest teraz, by ta liczba przełożyła się na konkretne zdolności wojskowe. Czasem widzimy, że nie brakuje pieniędzy, tylko właściwego sprzętu i odpowiednich systemów uzbrojenia. Coraz wyraźniej widać też, że musimy wzmacniać przemysł obronny każdego państwa członkowskiego NATO” – powiedział prezydent Edgars Rinkēvičs.
Po drugie – jego zdaniem – ważne jest, by Sojusz, „mimo pewnych dyskusji, które toczymy w jego ramach, część publicznie, a część za zamkniętymi drzwiami, pozostał zjednoczony. Sojusz stoi murem za artykułem 5. i wszystkimi przyjętymi zobowiązaniami”.
Jako trzeci punkt wskazał zrozumienie, że Ukrainę trzeba nadal wspierać. „Mam wielką nadzieję, że uda nam się wypracować wspólne stanowisko, jeśli chodzi o zdecydowaną odpowiedź na rosyjskie i białoruskie zagrożenia hybrydowe oraz wszystkie inne prowokacje” – dodał.
Bezpieczeństwo państw bałtyckich to bezpieczeństwo NATO
Merz podkreślił, że Niemcy uczą się od swoich bałtyckich sojuszników, nawiązując do wcześniejszej świadomości, że „musimy coś robić dla naszej wolności, naszego bezpieczeństwa i naszego dobrobytu”. „Zagrożenie nie jest abstrakcyjne, jest bardzo konkretne na wschodniej flance NATO” – dodał Merz.
Jak mówił, Rosja nieustannie narusza przestrzeń powietrzną NATO, prowadzi w internecie hybrydowe ataki i niszczy podmorskie kable na Bałtyku. „Moskwa sprawdza, jak bardzo NATO jest zwarte i zdeterminowane. Dokąd może prowadzić ten rosyjski rewizjonizm, obserwujemy od ponad czterech lat na Ukrainie” – stwierdził kanclerz, zaznaczając, że państwa bałtyckie już dziś „dawno osiągnęły i przekroczyły” cel 3,5 procent PKB na obronę, uzgodniony w ubiegłym roku na szczycie Sojuszu w Hadze.
Rinkēvičs dodał, że jeśli tych celów nie uda się dotrzymać lub osiągnąć, państwa bałtyckie mogą w razie rosyjskiego ataku „zapłacić za to więcej”. „Do pewnego stopnia wydatki na obronę są także formą odstraszania – a właśnie takiego odstraszania pilnie potrzebujemy” – podkreślił.
W swoim wystąpieniu premier Estonii Michal zaznaczył także, że „uzgodniliśmy zwiększenie inwestycji w obronność; teraz musimy przekuć te zobowiązania w konkretne zdolności. Estonia przeznacza już ponad 5 procent swojego PKB na podstawowe zdolności obronne, podobnie czynią inne państwa bałtyckie i Polska. Potrzebujemy ponadto ściślejszej współpracy w przemyśle zbrojeniowym i większych wspólnych zakupów. Dzięki temu szybciej zlikwidujemy luki w naszych możliwościach”. Podkreślił, że bezpieczeństwo państw bałtyckich to „bezpieczeństwo NATO”, a kraje regionu „dobrze znają swojego sąsiada” i „rozumieją zagrożenie”.
„Niemcy są jednym z naszych najbliższych sojuszników i wnoszą kluczowy wkład w bezpieczeństwo w regionie Bałtyku” – powiedział, wskazując na pierwszy niemiecko-holenderski korpus, który przejął taktyczne dowodzenie sojuszniczymi wojskami lądowymi w Estonii i na Łotwie oraz na rolę Niemiec w natowskich misjach nadzoru przestrzeni powietrznej nad państwami bałtyckimi. Dodał, że UE może „wzmocnić te wysiłki”, zwiększając wsparcie dla mobilności wojskowej, przemysłu obronnego, kluczowych zdolności oraz wschodniej granicy, co „leży we wspólnym interesie UE” – zaznaczył Michal.
Prezydent Litwy, Gitanas Nausėda, przypomniał o stałym rozmieszczeniu niemieckiej 45. brygady pancernej, która do końca 2027 roku ma być w pełni rozlokowana na Litwie, nazywając to „wzmocnieniem naszej obrony”. „Gdy zapyta się niektórych Litwinów, co sądzą o niemieckich żołnierzach na ulicach Wilna lub innych litewskich miast, odpowiedzą: są u nas więcej niż mile widziani. To najlepszy dowód i najlepszy przykład naszej solidarności i przyjaźni” – mówił Nausėda.
„Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo”
Nausėda podkreślił w swoim wystąpieniu, że Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. „Silniejsza Europa w ramach silniejszego NATO musi pozostać naszym wspólnym celem strategicznym”. Odnosząc się do przyszłotygodniowego szczytu NATO, dodał, że musi on przynieść konkretne, wymierne rezultaty. Zdaniem litewskiego prezydenta Litwa jest o krok od przeznaczania siedmiu procent swojego PKB na obronność i bezpieczeństwo, czym „znacząco przewyższyłaby zobowiązanie uzgodnione na szczycie w Hadze”.
Prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs dodał w swoim wystąpieniu, że każdy atak na państwa bałtyckie oznaczałby „bezpośrednią konfrontację” z NATO. „To coś, co w naszych dyskusjach czasem nam umyka: kiedy rozmawiamy o bezpieczeństwie każdego pojedynczego sojusznika, w gruncie rzeczy mówimy o bezpieczeństwie całego Sojuszu” – stwierdził Rinkēvičs.
Merz zaznaczył ponadto, że z prezydentem Łotwy Edgarem Rinkēvičsem, szefem rządu Estonii Kristenem Michalem i prezydentem Litwy Gitanasem Nausėdą rozmawiał o wzmocnieniu wsparcia dla Ukrainy i że w tej sprawie padły konkretne deklaracje. Dodał również, że Stany Zjednoczone będą nadal wspierać ich wysiłki na rzecz trwałego zakończenia wojny z Iranem.
„Równie poważnie traktujemy rosyjskie zagrożenie i przygotowujemy się na nie: próg 3,5 procent PKB uzgodniony w Hadze osiągniemy już w 2029 roku, a więc wyraźnie przed ustalonym terminem” – powiedział kanclerz. Oprócz celów natowskich podkreślił także niemieckie wsparcie dla Kijowa, zwracając jednak uwagę, że Estończycy, Łotysze i Litwini pomagają więcej w przeliczeniu na jednego mieszkańca. „Państwa bałtyckie już przed laty zobowiązały się przeznaczać 0,25 procent swojego produktu krajowego brutto (PKB) na pomoc dla Ukrainy” – przypomniał Merz, określając tę decyzję jako „wzorcową”. Zakończenie wojny lub wynegocjowanie zawieszenia broni na obecnej linii kontaktu widzi tylko wówczas, gdy zdecydowałby się na to prezydent Rosji Władimir Putin. „Prezydent Putin musi zakończyć tę wojnę, to wyłącznie od niego zależy, czy tak się stanie”. W działania zmierzające do skłonienia Putina do podjęcia negocjacji kanclerz chce „ściśle włączyć” państwa bałtyckie.
Tematem spotkania był również amerykański parasol nuklearny. Nausėda poinformował o porozumieniu partii reprezentowanych w litewskim parlamencie, które z jego inicjatywy uzgodniły plan zniesienia konstytucyjnego zakazu broni jądrowej i zagranicznych baz wojskowych w tym państwie bałtyckim. Zdaniem prezydenta taka zmiana pozwoliłaby Litwie odgrywać większą rolę w nuklearnym odstraszaniu Rosji.
Członkostwo Ukrainy w UE
Merz wspomniał również o przyszłym członkostwie Kijowa w UE i przypomniał swój pomysł „członkostwa stowarzyszonego”. „To – moim zdaniem – bardzo daleko idąca propozycja, jakiej dotąd nie otrzymało żadne państwo kandydujące. Dzięki niej moglibyśmy już dziś przybliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej” – wyjaśnił Merz, przyznając jednocześnie, że taki status nie byłby substytutem, lecz krokiem w stronę pełnego członkostwa, które „jednak zajmie jeszcze trochę czasu”.
Premier Estonii zgodził się z Merzem i stwierdził, że „sprawiedliwy i trwały pokój wymaga również jasnej drogi do UE”. „Ukraina od dawna jest gotowa” – powiedział, dodając, że UE powinna otworzyć dla Kijowa pozostałe klastry negocjacyjne; nie byłby to „uprzejmy gest wobec Ukrainy”, lecz działanie leżące w „strategicznym i gospodarczym interesie” Unii.