W czwartek minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz spotkał się z ministrem obrony Estonii Hanno Pevkurem. Rozmowy były reakcją na ostatnie naruszenia przestrzeni powietrznej Łotwy i Estonii. Oba kraje zapowiedziały zacieśnienie współpracy w zakresie obronności.
„Zrobię wszystko, by polscy piloci stanęli w obronie naszych sąsiadów i przyjaciół – Estonii oraz państw bałtyckich” – zadeklarował podczas spotkania Władysław Kosiniak-Kamysz.
„To nasza odpowiedzialność. Polska jest liderem regionu i dlatego, o ile nie pojawią się żadne przeszkody techniczne, wyślemy naszych pilotów i samoloty, aby chronić przestrzeń powietrzną oraz uzupełnić luki powstałe w systemie nadzoru powietrznego” - dodał.
Spotkanie było odpowiedzią na kolejne naruszenia estońskiej przestrzeni powietrznej. Tylko w 2026 roku odnotowano już dwa takie incydenty – 18 marca i 19 maja. W maju przechwycono ukraińskie drony, które – według dostępnych informacji – zostały zepchnięte z kursu wskutek działań Federacji Rosyjskiej i w efekcie znalazły się nad wschodnią flanką NATO.
Eksperci podkreślają, że podobne zdarzenia mogą stanowić element wojny hybrydowej, mającej na celu destabilizację sytuacji politycznej w Unii Europejskiej i NATO oraz osłabienie poparcia dla Ukrainy.
Jak przypomina Ośrodek Studiów Wschodnich, w latach 2014–2022 Rosja naruszyła przestrzeń powietrzną Estonii aż 44 razy.
Kosiniak-Kamysz: państwa lojalne wobec sojuszu zasługują na wsparcie
Podczas rozmów poruszono kwestie współpracy wojskowej i bezpieczeństwa, w tym ochrony infrastruktury krytycznej oraz wzmacniania odstraszania.
Szef MON odniósł się również do działań administracji Donalda Trumpa, w tym decyzji o wycofaniu z Polski czterech tysięcy amerykańskich żołnierzy. Podkreślił, że Polska wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań sojuszniczych i w obliczu podwyższonej gotowości bojowej oczekuje solidarności ze strony Stanów Zjednoczonych.
„Dzisiejsze rozmowy rozpoczęliśmy od kwestii związanych ze Stanami Zjednoczonymi. Kilkadziesiąt godzin temu rozmawiałem z Pete’em Hegsethem, sekretarzem obrony USA” – powiedział Kosiniak-Kamysz.
„Rozmawialiśmy o relokacji wojsk amerykańskich oraz obecności żołnierzy USA zarówno w Polsce, jak i w Estonii. Państwa, które spełniają oczekiwania Stanów Zjednoczonych – przeznaczają 5 proc. PKB na obronność, inwestują w amerykański sprzęt i uczestniczą w operacjach sojuszniczych – zasługują na pełne wsparcie” - podkreślił.
Jak dodał, kraje regionu mają prawo oczekiwać solidarności od swoich sojuszników i będą konsekwentnie o nią zabiegać.
Ukraińskie drony i rosyjska propaganda
Kosiniak-Kamysz spotkał się również z załogą ORP Kontradmirał Xawery Czernicki, okrętu dowodzenia Marynarki Wojennej RP, podkreślając znaczenie bezpieczeństwa morskiego.
Nawiązując do programu SAFE, wskazał na dwie możliwe ścieżki działania: indywidualne zakupy realizowane do końca maja oraz wspólne zakupy planowane do 2030 roku. Wyraził przy tym nadzieję, że Polska i Estonia zdecydują się na wspólne inwestycje.
W trakcie rozmów poruszono także problem ukraińskich dronów, które trafiały w przestrzeń państw NATO po zakłóceniu sygnału radiowego przez Rosję.
W ostatnich miesiącach ukraińskie bezzałogowce rozbiły się m.in. o komin elektrowni w Estonii, uderzyły w puste zbiorniki paliwa na Łotwie oraz zostały zestrzelone przez rumuńskie myśliwce stacjonujące na Litwie.
„Rosja zawsze będzie próbowała wykorzystywać takie sytuacje, dlatego musimy działać z najwyższą precyzją” – podkreślił minister obrony. „Również Ukraina musi zachować pełną ostrożność. Terytoria państw NATO są nienaruszalne i nie mogą być narażane na zagrożenie” - dodał.
Jak wskazuje portal fact-checkingowy Demagog, przedstawiciele państw bałtyckich podkreślają, że incydenty nie były celowym działaniem Ukrainy, lecz skutkiem rosyjskiej agresji. Narracja sugerująca, że Ukraina próbuje wciągnąć NATO do wojny, jest natomiast jednym z częściej wykorzystywanych elementów propagandy Kremla.
Choć ostatnie incydenty nie doprowadziły do ofiar ani rannych, rosnąca liczba naruszeń przestrzeni powietrznej wywołuje coraz większe napięcia w państwach bałtyckich. Część tamtejszych polityków zaczęła domagać się wyciągnięcia konsekwencji wobec Ukrainy, a sprawa stała się jednym z czynników pogłębiającego się kryzysu politycznego na Łotwie.