Podejrzewa się, że dwaj zaalarmowani funkcjonariusze nie podjęli interwencji po przybyciu na miejsce strzelaniny ulicznej i uciekli z miejsca zdarzenia. Napastnik został ostatecznie zastrzelony w sobotę przez specjalną jednostkę policji.
Dwóch kijowskich policjantów jest ściganych na Ukrainie po tym, jak nagranie z kamery przemysłowej zarejestrowało ich uciekających z miejsca sobotniej strzelaniny ulicznej. Wołodymyr Zełenski poinformował w poniedziałek wieczorem, że patrole zostały zaalarmowane i przybyły na miejsce zdarzenia, jednak nie podjęły interwencji.
W swoim oświadczeniu prezydent Ukrainy przekazał, że jednostka patrolowa została wezwana na miejsce strzelaniny, gdzie zobaczyła rannych, w tym małe dziecko, oraz cywilów. „Powinni byli zrobić wszystko, co w ich mocy, aby powstrzymać zabójcę, ale uciekli. To nie może pozostać bez konsekwencji” – dodał.
Strzelec otworzył ogień do przechodniów w pobliżu budynków mieszkalnych oraz centrum handlowego w ruchliwej dzielnicy Kijowa w sobotnie popołudnie.
Na miejscu zabił pięć osób, a 14 kolejnych zostało rannych. Kilku poszkodowanych było w stanie krytycznym, a jedna z osób zmarła kilka godzin później w szpitalu po przewiezieniu przez ratowników medycznych.
Chwilę później napastnik wszedł do pobliskiego sklepu spożywczego, wziął zakładników i zabarykadował się wewnątrz. Po krótkiej szamotaninie został zastrzelony przez policję.
Mężczyzna miał 58 lat, urodził się w Rosji, ale od dłuższego czasu mieszkał na Ukrainie. Jego tożsamości nie ujawniono, a motyw ataku pozostaje nieznany.