Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Pedro Sánchez przeciwstawia się Trumpowi w ryzykownej rozgrywce

Hiszpański premier Pedro Sánchez przemawia w Kongresie
Hiszpański premier Pedro Sánchez przemawia w Kongresie Prawo autorskie  Copyright 2020 The Associated Press. All rights reserved
Prawo autorskie Copyright 2020 The Associated Press. All rights reserved
Przez Maria Tadeo
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Równie zuchwały, co oportunistyczny, hiszpański premier ściera się z Trumpem, gdy Madryt podtrzymuje swoje stanowisko "nie dla wojny". Ta strategia wiąże się z ryzykiem w bezpieczeństwie i biznesie.

Pedro Sánchez dokładnie wie, co robi.

REKLAMA
REKLAMA

Przeciwstawiając się Donaldowi Trumpowi i podwajając swoje bras de fer z prezydentem USA, hiszpański premier konsoliduje dwojaką strategię.

Z jednej strony stara się zmobilizować swój postępowy elektorat w kraju, wskrzeszając ruch "nie dla wojny", który silnie rezonował wśród hiszpańskich wyborców podczas wojnie prowadzonej przez USA przeciwko Irakowi w 2003 roku. Sánchez ma również nadzieję na moment podobny do tego, który miał Dominique de Villepin: ostrzeżenie Kasandry przed nieuzasadnioną wojną, która przyniesie katastrofalne konsekwencje.

W ten sposób chce skonsolidować swój wizerunek jako jednego z ostatnich silnie postępowych, socjalistycznych przywódców w globalnym środowisku politycznym, które przesuwa się w prawo pod wpływem polityki związanej z ruchem MAGA, a w czasie, gdy partie lewicowe w całej Europie tracą poparcie wyborcze.

Jego strategia, choć odważna, jest również ryzykowna, ponieważ może pozostawić Hiszpanię dyplomatycznie odizolowaną od europejskiego konsensusu i wywołać wojnę handlową, mogącą mieć wpływ na hiszpańskie firmy w USA. Grozi to również zaognieniem napięć w NATO, gdzie Madryt realizuje nieco niezależną linię strategiczną. Wymiana informacji wywiadowczych ma również kluczowe znaczenie i może być zagrożona dla bezpieczeństwa narodowego, jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się ją wykorzystać.

Mimo to, Sánchez podwaja swoje wysiłki.

"W 2003 roku kilku nieodpowiedzialnych przywódców wciągnęło nas w nielegalną wojnę na Bliskim Wschodzie, która przyniosła tylko niepewność i ból" - powiedział w środę Sánchez.

"Nie dla łamania prawa międzynarodowego. Nie dla iluzji, że możemy rozwiązać problemy świata za pomocą bomb. Nie dla powtarzania błędów przeszłości. Nie dla wojny".

Starcie dopracowane do perfekcji

Jego kampania przeciwko amerykańsko-izraelskiej interwencji w Iranie nastąpiła po tym, jak Trump zagroził nałożeniem embarga handlowego na Hiszpanię w odpowiedzi na odmowę Madrytu na wykorzystanie baz wojskowych Waszyngtonu do uderzenia na Iran z jego terytorium.

Hiszpania nalegała, aby wszelkie operacje prowadzone z dwóch baz w Rota i Moron były ograniczone do pomocy humanitarnej, a nie do ataków ofensywnych, a wszystkie działania muszą być zgodne z prawem międzynarodowym. Posunięcie to doprowadziło do wycofania amerykańskich samolotów z baz, zgodnie z informacjami radarowymi.

We wtorek w Gabinecie Owalnym Trump określił Hiszpanię jako "nieprzyjaznego" i "okropnego" sojusznika. Gdy w odpowiedzi zagroził embargiem handlowym, podczas gdy kanclerz Niemiec Friedrich Merz - który odwiedził Biały Dom - milczał, Hiszpania uznała, że nadszedł czas, aby skonfrontować się z najpotężniejszym człowiekiem na świecie i zaczęła przygotowywać swoją odpowiedź.

Źródła bliskie hiszpańskiemu rządowi zaczęły informować późnym popołudniem, że jeśli Waszyngton miałby jednostronnie zerwać więzi handlowe, musiałby to zrobić "zgodnie z prawem międzynarodowym, warunkami handlowymi UE-USA i poszanowaniem prywatnych firm".

Przed godziną 20:00 czasu madryckiego, biuro premiera poinformowało dziennikarzy, że Sánchez wygłosi "declaración institucional" - oświadczenie zwykle zarezerwowane na uroczyste okazje - o 9:00 rano następnego dnia. Ogłoszenie to miało miejsce tuż przed wieczornymi wiadomościami.

Niewiele pozostawiono przypadkowi, odzwierciedlając starannie zarządzaną strategię komunikacyjną Sáncheza, która jest często postrzegana zarówno jako wysoce skuteczna, jak i oportunistyczna.

Według osób zaznajomionych z pałacem Moncloa (XVII-wieczna siedziba premiera), wycofanie się nigdy nie wchodziło w grę.

Zamiast tego Madryt wiedział, że musi zareagować zdecydowanie, podkreślając suwerenność Hiszpanii, spójność jej polityki zagranicznej od Ukrainy po Strefę Gazy oraz pozycję Sáncheza jako jedynego europejskiego przywódcy przeciwstawiającego się Trumpowi.

Hiszpański premier właśnie to zapewnił.

"Nasze stanowisko najlepiej podsumować w czterech słowach: nie dla wojny" - powiedział, dodając, że "23 lata temu inna administracja USA wciągnęła nas w wojnę na Bliskim Wschodzie".

"Powiedziano nam, że zniszczy to broń masowego rażenia, wyeksportuje demokrację i zagwarantuje globalne bezpieczeństwo. Z perspektywy czasu okazało się, że było wręcz przeciwnie. Doprowadziło to do drastycznego wzrostu terroryzmu, poważnego kryzysu migracyjnego w regionie Morza Śródziemnego i droższej energii".

Polityczna ocena hiszpańskiego rządu jest taka, że Europejczycy są zmęczeni uspokajaniem Trumpa, czy to w sporach taryfowych, czy w zobowiązaniach obronnych, takich jak narzucenie celu 5% wydatków, z których duża część przeznaczona jest na zakup amerykańskiej broni.

W rezultacie kandydat, który jest postrzegany jako chętny do obrony europejskich interesów i konfrontacji z Trumpem, może uzyskać silną przewagę wyborczą. Od czasu powrotu Trumpa do Białego Domu w ubiegłym roku, hiszpański rząd nie stronił od prezentowania swojego stanowiska politycznego, ryzykując zantagonizowanie magnata nieruchomości.

Zeszłego lata Madryt odmówił przestrzegania celu 5%, sugerując, że doprowadziłoby to do chaotycznych zakupów broni z półki, a nie wspólnych zakupów europejskich, i zasugerował, że wyniki NATO powinny być mierzone na podstawie zdolności.

Przesłanie jest proste: Hiszpania jest sojusznikiem, ale jest także suwerenna.

Echa Villepina i duch Azorów

W swoim ostatnim posunięciu Sánchez zainspirował się dwoma decydującymi momentami po rozpoczęciu amerykańskiej operacji przeciwko Irakowi w 2003 r. pod rządami prezydenta George'a W. Busha.

Pierwszym z nich było potężne przemówienie wygłoszone w lutym tego roku przez byłego francuskiego ministra spraw zagranicznych Dominique'a de Villepina, który ostrzegł przed Radą Bezpieczeństwa ONZ - której Francja jest stałym członkiem - przed tym, co określił jako potencjalnie katastrofalną inwazję.

De Villepin z pasją odpierał ataki USA, kwestionował działania wojskowe i sugerował, że raporty wywiadowcze nie potwierdzają amerykańskich twierdzeń o powiązaniach między Al-Kaidą, reżimem Saddama Husajna i istnieniem broni masowego rażenia.

Czas pokazał, że Villepin miał rację.

Wojna w Iraku jest szczególnie istotna dla hiszpańskiej opinii publicznej, ponieważ w tym czasie były premier Hiszpanii José María Aznar wraz z byłym premierem Wielkiej Brytanii Tonym Blairem poparli administrację Busha w jej operacji.

W hiszpańskiej prasie trzej przywódcy zostali nazwani "Trío de las Azores" - „Trio Azorów”, a nazwa ta została zainspirowana zdjęciem zrobionym im na portugalskim archipelagu Azorów na Atlantyku. Poparcie Hiszpanii dla wojny wywołało masowy ruch protestacyjny w całym kraju pod hasłem "No a la guerra" ("Nie dla wojny").

Ponad 20 lat później Sánchez przywraca do życia ten ruch, mając nadzieję, że ożywi on jego bazę, zwiększy jego międzynarodowy profil i - podobnie jak w przypadku Dominique'a de Villepina - uwiarygodni jego wybory.

Hiszpański premier stoi w obliczu trudnej kampanii reelekcyjnej, a następne głosowanie odbędzie się w 2027 roku. W Madrycie krążą jednak spekulacje, że może on zwołać przedterminowe wybory, jeśli dostrzeże sprzyjającą okazję i uda mu się zebrać swoją postępową koalicję.

Ale aby przesunąć planowaną datę wyborów, musi mieć przekonujące uzasadnienie lub ryzykować, że będzie postrzegany jako zbyt cyniczny, by być akceptowalnym. Sánchez jest postrzegany przez dużą część hiszpańskiego elektoratu jako osoba pozbawiona moralnego kompasu.

Wojna na Bliskim Wschodzie - i jego twarde stanowisko wobec Donalda Trumpa, które według opozycji grozi izolacją Hiszpanii w UE, NATO i szerszym sojuszu zachodnim - mogą stanowić takie uzasadnienie.

Hiszpański premier zagrał tą kartą już w 2023 r., kiedy określił przedterminowe wybory jako referendum w sprawie swojej polityki. Chociaż konserwatyści zdobyli największą część głosów, hiszpański system parlamentarny umożliwił Sánchezowi zebranie większościowej koalicji i pozostanie u władzy.

Długotrwałe starcie

Pod wieloma względami trudne relacje między Stanami Zjednoczonymi pod rządami Trumpa a hiszpańskim rządem nie są zaskakujące. Obie strony ścierały się we wszystkim, od polityki migracyjnej po wartości społeczne, a każda z nich przyjęła rolę politycznego przeciwieństwa drugiej strony.

Dla Sáncheza - głęboko polaryzującej postaci, która zaprzecza wszelkim wykroczeniom w wielu sprawach sądowych dotyczących członków jego rodziny - scena międzynarodowa oferuje schronienie polityczne, jak to często bywa w przypadku przywódców w kraju. A on celowo kultywuje globalny profil.

Według osoby zaznajomionej z organizatorem, w kwietniu przyszłego roku w Barcelonie odbędzie się międzynarodowa konferencja lewicowych głosów, podczas której omawiane będą tematy demokracji, oligarchów technologicznych i ruchów reakcyjnych. Celem jest zaprezentowanie forum, które może konkurować z CPAC, największym zgromadzeniem konwertytów, tylko tym razem dla postępowców.

W międzyczasie Hiszpanie są coraz bardziej przekonani, że w miarę przedłużania się wojny dołączy do nich coraz więcej europejskich głosów. "Wielu boi się konfrontacji z USA, ale nasze słowa odzwierciedlają to, co myśli duży obóz w Europie" - powiedział hiszpański dyplomata.

W środę prezydent Francji Emmanuel Macron zadzwonił do Sáncheza, aby wyrazić swoją solidarność w obliczu gróźb handlowych Trumpa. To samo zrobili przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa i przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen.

Mimo to jego posunięcia nie pozostały niezauważone przez krytyków, którzy twierdzą, że Madryt stąpa po bardzo cienkiej linii, antagonizując Stany Zjednoczone dla korzyści politycznych, nawet gdy UE stara się zapewnić sprawiedliwe porozumienie pokojowe dla Ukrainy. Ponieważ amerykańska gwarancja bezpieczeństwa jest niezbędna, aby Kijów nie został ponownie zaatakowany przez Rosję, a wkład USA w NATO pozostaje kluczowy dla bezpieczeństwa europejskiego, takie napięcia niosą ze sobą poważne ryzyko.

"Robi to dla polityki krajowej i wie, że UE go poprze, ponieważ solidarność zawsze zwycięża. Ale czy to naprawdę konieczne?" - zapytał dyplomata z innego kraju UE.

Dla Madrytu jest to nie tylko konieczne, ale wręcz niezbędne.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

"Nie dla wojny": Sánchez potwierdza stanowisko Hiszpanii wobec ofensywy Trumpa przeciwko Iranowi

Sánchez ostrzega w Monachium przed zbrojeniami nuklearnymi i wzywa do "moralnych zbrojeń" przeciwko Putinowi

Elon Musk atakuje Pedro Sáncheza na X i nazywa go "tyranem i zdrajcą narodu hiszpańskiego"