Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

„Melania”. Dlaczego film dokumentalny o pani Trump wcale nie jest filmem dokumentalnym?

Melania - film dokumentalny warty obejrzenia?
Melania - film dokumentalny warty obejrzenia? Prawo autorskie  Amazon MGM Studios
Prawo autorskie Amazon MGM Studios
Przez David Mouriquand
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

David Mouriquand z Euronews Culture obejrzał film dokumentalny o Melanii Trump. Ty już nie musisz tego robić.

Na końcu czasów, gdy tkanina przestrzeni i czasu ulegnie załamaniu, pojawi się ostateczny szef poziomu, strażnik, którego puste spojrzenie ostatecznie ujawni, że nie ma życzliwego bóstwa, które wyjaśniłoby wszystko i że za groteskową pantomimą, którą nazywamy życiem, nie kryje się żadna większa prawda. Strażniczką tej kosmicznej harlequinady może być Melania Trump.

Surowe? Nie, jeśli obejrzałeś Melanię, nowy film dokumentalny wyreżyserowany przez hollywoodzkiego wyrzutka Bretta Ratnera, na zakup którego Amazon wydał 40 milionów dolarów - z czego 28 milionów trafiło bezpośrednio do kieszeni pani Trump.

Film śledzi losy przerażająco pozbawionej emocji pierwszej damy USA w ciągu trzech tygodni poprzedzających drugą inaugurację Trumpa, starając się zaoferować rzadki i niefiltrowany dostęp do informacji poufnych na temat tej nieodgadnionej postaci.

"Wszyscy chcą wiedzieć" to pierwsze słowa Melanii.

Dyskusyjne.

Podczas gdy mogła istnieć migocząca nadzieja, że faktycznie możemy dowiedzieć się czegoś o byłej modelce ze Słowenii, która ostatecznie poślubiła najbardziej antyimigranckiego prezydenta, jakiego znały Stany Zjednoczone, stwierdzenie, że Melania jest krótka w treści, jest okrutną zniewagą dla rzeczy, które są krótkie w treści.

Zamiast odrobiny wglądu w rzekomą enigmę ukrywającą się za drogimi designerskimi kapeluszami lub informacji o prawdziwej dynamice jej małżeństwa, widzimy tylko wiecznie skrzywioną postać. Wybiera złote jajka z kawiorem na kolację inauguracyjną. Wybiera "naprawdę ostre" stroje z projektantami mody. Zachwyca nas mdłymi cytatami, które brzmią, jakby zostały dostarczone przez sztuczną inteligencję w celu udowodnienia jej bezduszności - monotonnie wygłaszane aforyzmy, takie jak "wszyscy jesteśmy związani tym samym człowieczeństwem" i "pielęgnuj swoją rodzinę i bliskich".

Dowiadujemy się jednak, że jej ulubionym artystą jest Michael Jackson.

W takim razie było warto.

Melania
Melania Amazon MGM Studios

Jedynym ludzkim momentem w tym samozadowolonym portrecie przywilejów, wyjątkowo niezainteresowanym wydobywaniem czegokolwiek poza powierzchnię, jest Melania dzieląca się tym, że wciąż opłakuje swoją "ukochaną matkę" Amaliję Knavs, która zmarła w styczniu 2024 roku.

To potencjalnie interesujący wgląd, który mógł zapewnić pewną głębię, ale zamiast wstrzyknąć człowieczeństwo, osobisty szczegół tylko podkreśla okrutny brak empatii. Jesteśmy tego świadkami, gdy Melania nie jest w stanie wyczarować najmniejszej odrobiny współczucia na pogrzebie prezydenta Jimmy'ego Cartera. Nie myśli o niedawno zmarłym człowieku ani o smutku odczuwanym przez jego bliskich; dba tylko o swoją narrację.

Nieco przewrotnie - i jest to być może największa sztuczka filmu - brak osobowości pani Trump i ogólna martwota sprawiają, że jej mąż wypada... szeptem... prawie charyzmatycznie. Donald Trump od czasu do czasu pojawia się w Melanii i choć brak afektu między tą dwójką był już od dawna oczywisty, to właśnie on wypada jak powiew świeżego powietrza. Nie lada wyczyn.

Jednak nawet ten zaskakujący domyślny efekt uboczny zostaje podcięty przez Donalda przypominającego widzom, że empatia również nie jest jego mocną stroną. Odnosząc się do śmierci matki swojej żony, bezdusznie mówi: "Ta miała z tym ciężko".

Każdy garnek znajdzie pokrywkę.

Donald Trump i Melania Trump na premierze filmu
Donald Trump i Melania Trump na premierze filmu AP Photo

Wielu szybko oskarżyło Melanię o bycie nikczemnym kawałkiem propagandy jeszcze przed obejrzeniem filmu. Tak jednak nie jest. Propaganda ma swój cel. Siłowe narzędzia nienawiści, takie jak Triumf woli i Narodziny narodu, miały niewątpliwie zły cel.

Melania może być wymieniana w tym samym zdaniu co te filmy, ale pozostaje tylko jako zainscenizowany puff piece - cyniczna próba Jeffa Bezosa, by zaskarbić sobie przychylność Trumpa i anty-dokumentalny cash-grab zaaranżowany przez ludzi, którym zależy tylko na pieniądzach i rozwijaniu pustych mitologii zaprojektowanych w celu karmienia marki Trump. A gdy film kończy się podejrzanie długą listą rzekomych osiągnięć pani Trump jako Pierwszej Damy (z których żadnego tak naprawdę nie dostrzegamy), będziesz zbyt znudzony, by to zauważyć - a tym bardziej nie będziesz chciał maszerować w sprawie Trumpa.

Czym więc jest Melania? Ostatecznie jest to płytki, 104-minutowy projekt próżności.

Melania pojawia się w czasie, gdy działania administracji Trumpa doprowadziły do zastrzelenia niewinnych ludzi, wywołując strach, złość i smutek w całej Ameryce. Obrazy Melanii Trump wybierającej drogie stroje, wygłaszającej "mądrości" na temat wspólnego człowieczeństwa i domagającej się od widzów współczucia dla jej własnego żalu nie wypadają zbyt dobrze w kontekście tragedii.

A na wypadek, gdybyś potrzebował kolejnego powodu, by unikać Melanii, film trafia również do kin, gdy jego reżyser Brett Ratner, już oskarżony o napaść seksualną przez wiele kobiet w 2017 roku (zaprzeczył twierdzeniom, które obejmowały jeden zarzut gwałtu), pojawił się na, niedawno opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości USA, zdjęciach obejmując młodą kobietę wraz z przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem.

Ale podobnie jak niesławna kurtka Pierwszej Damy "I don't really care, do you?", Melania jest ucieleśnieniem tego właśnie sentymentu. Ptaszek odwrócony od tych, którzy dbają tylko o siebie.

Można by się śmiać z tego, jak przejrzyste jest to wszystko, gdyby nie było tak miażdżąco ponure. Kosmiczna harlequinada trwa.

Film Melania jest już dostępny w wybranych kinach, a w nadchodzących tygodniach będzie dostępny w streamingu.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Film tygodnia Euronews Culture: „Marty Supreme”. Wielkie marzenia, wielki stres

"Hamnet" - historia straty, która porusza serca

Dlaczego Elon Musk krytykuje obsadę „Odysei” Christophera Nolana