"Tis the season to be Grinchy"! Netflix opublikował wcześniej świąteczny film. Warto zmarno... poświęcić czas i obejrzeć?
Zbliżamy się do końca roku, co oznacza, że platformy streamingowe dopiero zaczynają swoją coroczną serię szmelcowych filmów świątecznych, w których nie występuje absolutnie nikt, o kim kiedykolwiek słyszałeś.
Nie ma w tym nic nowego, ale jedna z takich cukierkowych komedii romantycznych stała się wczesnym sezonowym sukcesem.
Film "Szampańskie święta" z Minką Kelly i Tomem Wozniczką w rolach głównych pojawił się w serwisie Netflix na początku tego miesiąca. Jego bohaterką jest amerykańska menadżerka i pracoholiczka Sydney Price, która tuż przed Bożym Narodzeniem wylatuje do Paryża, by nabyć prestiżową wytwórnię szampana Château Cassell.
W jedną z niewielu wolnych nocy udaje się do księgarni i spotyka Henriego Cassella, eleganckiego Francuza, którego pomysł na bycie "miejscowym" polega na wyglądaniu elegancko w sklepach i eleganckim spędzaniu czasu przy migoczącej wieży Eiffla pod wyraźnie wygenerowanym efektami spacjalnymi śniegiem.
Tak, to zostało napisane przez Amerykanina.
Oboje spędzają razem magiczny wieczór, a romans zdecydowanie unosi się w powietrzu. Ale moment, z nienacka uderza katastrofa. Okazuje się, że Henri jest w rzeczywistości spadkobiercą Château Cassell i że gardzi firmą, dla której pracuje Sydney, ponieważ ma reputację niszczyciela małych firm.
To właśnie nazywa się w kręgach storytellingu wprowadzeniem konfliktu lub przeszkody narracyjnej, aby utrzymać historię i iść do przodu. No i patrzcie, tytuł filmu ma teraz sens.
Czy iskra między parą przetrwa burzę, czy też będzie to koniec dla Sydney i Henriego?
Chociaż nie ma sensu być Grinchem, jeśli chodzi o przewidywalne i beztroskie uroki mikstur Hallmarku, bo to 90 minut bezmyślnego eskapizmu, dzięki któremu przez chwilę nie myśli się o okropnych problemach tego świata, a to jest zawsze mile widziane.
Zwiastun "Szampańskich świąt" mówi wszystko, co trzeba wiedzieć o tej sztampowej podróbce "Emily w Paryżu", w której to po raz kolejny widzimy kobietę nastawioną na karierę, która rozumie, że wszystkie jej problemy mogą zostać rozwiązane przez mężczyznę i zamiłowanie do dobrych, staromodnych deklaracji romansu. I makaroniki.
Nie wierz nam na słowo. Zapoznaj się z naszą ulubioną recenzją "Szampańskich świąt", która w zwięzły sposób opisuje czekającą cię ucztę:
Ale mimo całego naszego snobizmu, "Szampańskie święta" zdołały zgromadzić oszałamiające 20,5 miliona wyświetleń (a to wciąż rośnie) od debiutu 19 listopada, spychając świąteczną komedię romantyczną na szczyt listy najczęściej oglądanych filmów Netflix.
Chociaż zalecamy spędzanie czasu na Netfliksie oglądając zamiast tego "Frankensteina" Guillermo del Toro - pod warunkiem, że skończyłeś pierwszą połowę Stranger Things sezonu 5 - wiedz, że "Szampańskie święta" okazują się być bardzo popularnym wyborem. I pomimo niesprawiedliwego porównywania ich do "Emily w Paryżu", przynajmniej ta nowa konfekcja Netflixa nie podąża za nieodwracalnie mdłą amerykańską millenialską kopią Carrie Bradshaw, która istnieje tylko po to, by zachwycać urojonych obsesjonatów Instagrama paryskimi gadżetami Disneya i która nie martwi się nauką tego cholernego języka po czterech (wkrótce pięciu) sezonach korodujących zdrowie psychiczne. Więc to już coś.
Wesołych świąt, wszystkim i każdemu z osobna.
"Szampańskie święta" są dostępne na Netfliksie. Piąty sezon "Emily w Paryżu" rozpocznie się 18 grudnia. Nie oglądaj.