Na uroczystości pojawili się serbscy ministrowie, choć obiecywano brak urzędników. Trumna Mladića była okryta flagą, obok leżały jego odznaczenia. UE oświadczyła, że wychwalanie skazanych zbrodniarzy wojennych nie ma miejsca w UE ani krajach kandydujących.
Ratko Mladić, dowódca bośniackich Serbów skazany przez trybunał ONZ za ludobójstwo, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, został w poniedziałek pochowany w Belgradzie przed tłumem liczącym kilka tysięcy osób, mimo ponowionych ostrzeżeń z Brukseli przed jego gloryfikowaniem, które władze Serbii nadal odrzucają.
Przed pogrzebem ciało Mladića od poniedziałkowego poranka było wystawione na widok publiczny w cerkwi prawosławnej św. Łukasza w Belgradzie. Tysiące osób przyszły tam już rano, by oddać mu hołd, mimo że został uznany za winnego najkrwawszej masakry w Europie od zakończenia II wojny światowej.
Na trumnie spoczywały jego oficerska czapka i szabla, po bokach stali mężczyźni w mundurach polowych, a jego odznaczenia wystawiono obok.
Na miejscu zebrali się dawni żołnierze Mladića w wojskowych mundurach oraz młodzi mężczyźni z transparentami z jego wizerunkiem i flagami Serbii oraz zdominowanej przez Serbów bośniackiej Republiki Serbskiej. Do konduktu w drodze na cmentarz w Košutnjaku dołączyły setki kibiców piłkarskich.
Tłum bił brawo, gdy żołnierze nieśli trumnę Mladića. Rozległa się salwa honorowa, grała orkiestra wojskowa.
Zwierzchnik Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, patriarcha Porfirije, który przewodniczył nabożeństwu pogrzebowemu, powiedział, że nazwisko Mladića będzie „głęboko wyryte w pamięci i modlitwach” wiernych serbskiej cerkwi prawosławnej, którzy „czują i pielęgnują wobec niego głęboką wdzięczność”.
Choć wcześniej zapowiadano, że w uroczystości nie wezmą udziału urzędujący przedstawiciele władz, na pogrzeb przybyli ministrowie sprawiedliwości, kultury, obrony oraz inwestycji publicznych Serbii. Obecni byli także ambasador Rosji w Serbii Aleksandr Bocan-Charczenko oraz syn prezydenta Serbii Aleksandara Vučicia, Danilo. Pojawili się również polityczni reprezentanci bośniackich Serbów.
Choć formalnie organizacją pogrzebu zajmowała się rodzina Mladića, serbski rząd wysłał w ubiegłym tygodniu samolot po jego szczątki do Belgradu. Towarzyszył im minister sprawiedliwości Nenad Vujić, który początkowo zapowiedział, że Serbia przyzna Mladićowi „wszystkie wojskowe i państwowe honory”. Później prezydent Aleksandar Vučić złagodził tę decyzję.
Po przylocie żołnierze nieśli trumnę Mladića owiniętą w narodową flagę do nieoznaczonego bordowego furgonu, który następnie ruszył w eskorcie policyjnej główną autostradą Belgradu.
W sobotę w jednym z oficjalnych obiektów armii serbskiej odbyła się uroczystość wojskowa. Rząd poinformował, że zorganizowało ją stowarzyszenie emerytowanych generałów.
Honory czy ich brak?
Władze zapowiadały wcześniej, że Mladić nie zostanie pochowany z wojskowymi ani państwowymi honorami. Nie miało być salw artyleryjskich ani uroczystej obecności wojska, a także pochówku w Alei Wielkich czy Alei Zasłużonych, mimo takich wniosków.
Jednak zdaniem szefa działu badań i rzecznictwa w Inicjatywie Młodych na rzecz Praw Człowieka (YIHR), Marka Milosavljevicia, choć sam pogrzeb jest prywatny i organizuje go rodzina, cała otoczka oraz udział instytucji państwowych i przedstawicieli władz w praktyce oznaczają państwowe honory – co, jak podkreśla, jest sprzeczne z serbskim prawem.
„Po skazaniu stracił stopień wojskowy, a wraz z nim prawo do jakichkolwiek państwowych czy wojskowych honorów” – powiedział Milosavljević w rozmowie z Euronews. „Jak jednak widzimy w praktyce, w Serbii te same zasady nie zawsze obowiązują".
Milosavljević zwrócił uwagę, że jednym z organizatorów pogrzebu Mladića jest Svetozar Andrić, jego współpracownik z czasów wojny, podejrzewany o zbrodnie wojenne i ścigany w kilku postępowaniach karnych, między innymi za wydanie rozkazu wypędzenia Bośniaków ze wschodniej Bośni w 1992 roku.
„Ta fala gloryfikowania Ratko Mladića w pełni utwierdza takich jak on, którzy nadal pozostają na wolności, w przekonaniu, że nigdy nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, mimo istniejących dowodów” – wyjaśnił.
Milosavljević uważa, że poprzez de facto uhonorowanie Mladića Belgrad wystawił się na ryzyko pozwu za naruszenie Konwencji ONZ w sprawie praw człowieka – a podobne sprawy były już wcześniej skutecznie prowadzone w innych krajach.
„Ocalałe osoby oraz rodziny ofiar zbrodni, za które Mladić został skazany, mogłyby pozwać Serbię przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, powołując się na zakaz dyskryminacji. Istnieje już kilka spraw rodzin ofiar w Vukovarze i w Kosowie, które domagały się odszkodowań przed sądami krajowymi w Serbii” – dodał.
„Emocjonalny wybuch”
Serbia, kraj kandydujący do członkostwa w Unii Europejskiej, spotkała się z ostrą krytyką za oddawanie po śmierci honorów Mladićowi.
Komisarz UE ds. rozszerzenia, Marta Kos, odwołała zaplanowaną wizytę w Serbii w geście protestu, uzasadniając, że „gloryfikacja towarzysząca jego śmierci jest niezgodna z wartościami, na których opiera się droga do UE”.
„Każda gloryfikacja zbrodniarzy wojennych, negowanie ludobójstwa czy rewizjonizm stoją w sprzeczności z najbardziej podstawowymi wartościami europejskimi i nie mają miejsca ani w Unii, ani w krajach kandydujących” – przekazał w poniedziałek rzecznik Komisji Europejskiej w oświadczeniu.
„Pojednanie oraz dobre stosunki sąsiedzkie na Bałkanach Zachodnich pozostają kluczowe dla budowy wspólnej przyszłości” – dodano.
Vučić, który nie uczestniczył w pogrzebie, określił go jako „emocjonalny wybuch”.
Belgrad, który podczas wojny w sąsiedniej Bośni wspierał siły bośniackich Serbów, pozostaje nieustępliwy w ocenie swojej roli w konflikcie i wielokrotnie oskarżał Zachód o antyserbskie uprzedzenia.
„Od 30, 40 lat jesteśmy prześladowani i nękani… Zawsze winni, niezależnie od tego, co się dzieje” – stwierdził Vučić. „Ludzie po prostu nie chcą już tego znosić".
Zdaniem Milosavljevicia z YIHR, opisywany przez Vučicia emocjonalny wybuch nie nastąpił przypadkiem.
„Przez ostatnie dekady, zwłaszcza gdy pozostawał na wolności, tworzono mit Mladića jako wielkiego dowódcy wojskowego, ale także jako kogoś, kto uosabia opór wobec hipokrytycznego Zachodu, który sam ma na koncie zbrodnie wojenne” – powiedział Milosavljević.
„Mladić stał się więc figurą sprzeciwu wobec NATO, wobec Unii Europejskiej… użytecznym symbolem, który ma wyrażać zbiorowe traumy.”
Czuwania, murale i race
Blisko czteroletnia wojna w Bośni, która wybuchła w 1992 roku, gdy była republika Jugosławii ogłosiła niepodległość, pochłonęła ponad 100 tys. ofiar śmiertelnych. Około 2 mln osób zostało wypędzonych ze swoich domów i szukało schronienia, zanim konflikt zakończyło porozumienie pokojowe wynegocjowane przez USA w 1995 roku.
Mladić został skazany za zaplanowanie ludobójstwa ponad 8 tys. bośniackich mężczyzn i chłopców w Srebrenicy w lipcu 1995 roku oraz za wieloletnie oblężenie Sarajewa, podczas którego jego oddziały z okolicznych wzgórz prowadziły codzienną kampanię ostrzału artyleryjskiego i ognia snajperskiego wymierzonego w mieszkańców bośniackiej stolicy.
Od ogłoszenia jego śmierci w Hadze 27 sierpnia jego zwolennicy organizują czuwania, malują nowe murale z jego podobizną w Belgradzie i odpalają race na jego cześć.
W niedzielny wieczór kibice Crvenej Zvezdy Belgrad wywiesili na stadionie wielki wizerunek Mladića oraz hasło nawiązujące do rozstrzelania tysięcy ludzi w Srebrenicy, a podczas meczu w serbskiej stolicy skandowali jego imię.
Serbia odmawia uznania, że w Srebrenicy doszło do ludobójstwa, określając rozstrzelanie tysięcy ludzi jedynie jako „przerażającą zbrodnię”.
W ubiegłym roku Belgrad pochował z pełnymi wojskowymi honorami innego skazanego za zbrodnie wojenne, byłego szefa sztabu armii Nebojšę Pavkovicia, na cmentarzu przeznaczonym dla osób zasłużonych.
Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (ICTY) skazał Pavkovicia na 22 lata więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione podczas wojny w Kosowie w latach 1998–1999.