Protest pracowników Yıldızlar SSS Holding o zaległe wypłaty trwa 16. dzień. Górnicy domagają się rozmów, do czasu decyzji nie przerwą akcji. Lider Nowej Partii Özgür Özel wzywa do ustanowienia zarządcy przymusowego.
Protest w Ankarze, rozpoczęty przez setki górników zatrudnionych w Yıldızlar SSS Holding, domagających się wypłaty zaległych należności pracowniczych, we wtorek wszedł w 16. dzień. Przed Ministerstwem Energetyki i Zasobów Naturalnych Turcji zebrani górnicy uderzali kaskami o ziemię i skandowali hasła. Do protestu dołączyły także żony i dzieci górników.
Przedstawiciele pracowników, kierownictwo związku zawodowego Bağımsız Maden-İş oraz prawnik związku spotkali się w 16. dniu protestu z wiceministrem energetyki i zasobów naturalnych, Abdullahem Tancanem.
Górnicy podkreślali, że obietnice złożone przez firmę nie zostały dotrzymane, a należności wskazane w raporcie inspektorów Ministerstwa Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wciąż nie zostały wypłacone.
Po spotkaniu przedstawiciel Bağımsız Maden-İş, Volkan Çetin, poinformował, że zażądali rozpoczęcia rozmów między pracownikami a spółką. „Aby dojść do rozwiązania, chcemy usiąść z firmą do stołu, przy którym ministerstwo będzie także obecne jako arbiter i pomoże stworzyć warunki do porozumienia. Na ten nasz postulat zareagowali przychylnie” – powiedział.
Çetin przekazał, że ministerstwo rozważy możliwość rozmów z firmą w celu stworzenia gruntu pod negocjacje i w możliwie najkrótszym czasie przekaże górnikom odpowiedź. Dodał też, że przedstawiciele resortu zapewnili, iż wobec spółki zastosowano wszystkie możliwe sankcje i że będą one kontynuowane.
Obecny na rozmowach górnik Sinan Koçak zaznaczył natomiast, że spotkanie nie przyniosło jeszcze ostatecznego rezultatu. Zapowiedział, że do czasu uzyskania odpowiedzi w sprawie powołania stołu negocjacyjnego górnicy będą kontynuować oczekiwanie przed ministerstwem oraz dotychczasowy harmonogram protestów.
Przed siedzibę ministerstwa przybyli także lider Nowej Partii, Özgür Özel oraz przewodniczący Tureckiej Partii Pracowniczej (TİP), Erkan Baş, którzy wyrazili solidarność z górnikami. Szef Nowej Partii wezwał do „wyznaczenia zarządcy przymusowego dla spółki”.
Górnicy podtrzymują zamiar marszu na Pałac Prezydencki
Sinan Koçak zapowiedział również, że jeśli nie uda się osiągnąć rezultatu, górnicy nie zrezygnują z decyzji o marszu na prezydencką siedzibę. Wyjaśnił, że chcą dotrzeć do prezydenta, ponieważ – jak twierdzą – firma przekazuje fałszywe informacje opinii publicznej i Kancelarii Prezydenta.
„Naszym celem jest pójść do prezydenta i powiedzieć, że podawane mu informacje są nieprawdziwe – czy przekazała je firma, czy ministerstwa, ktokolwiek je przedstawił” – stwierdził Koçak.
Jak dodał, górnicy mają przy sobie oficjalne dokumenty sporządzone przez Ministerstwo Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, w których wyszczególniono należne im kwoty. Zapowiedział, że chcą przekazać te dokumenty prezydentowi Turcji Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi.
Czego domagają się górnicy?
Pracownicy kopalń Doruk Madencilik i Eti Gümüş domagają się wypłaty nie tylko zaległych pensji od miesięcy, lecz także pełnych kwot odpraw, wynagrodzeń za nadgodziny oraz zaległych składek ubezpieczeniowych.
Górnicy żądają, by Yıldızlar SSS Holding spłacił swoje długi wobec pracowników, a właściwe instytucje publiczne podjęły konkretne kroki na rzecz rozwiązania problemu.
Członkowie związku Bağımsız Maden-İş, którzy pięć razy byli zatrzymywani podczas protestów, zapowiadają, że nie opuszczą Ankary, dopóki ich postulaty nie zostaną spełnione.
Pojechali pod adres do doręczeń pracodawcy
Przed rozpoczęciem akcji przed ministerstwem górnicy udali się pod adres zgłoszony jako domowy adres właściciela holdingu, Sebahattina Yıldıza.
Pracujący w Doruk Madencilik od 15 lat Kamil Tanrısever relacjonował, że pod wskazanym adresem, który – jak usłyszał – został wynajęty wyłącznie do odbierania urzędowych pism, znajdował się jedynie pracownik ochrony.
Tanrısever podkreślił, że Yıldız nie mieszka pod tym adresem i że górnicy nie mogą znaleźć po drugiej stronie żadnego rozmówcy.
Pierwsze oficjalne spotkanie w 16. dniu protestu
Od początku protestu pierwsze oficjalne rozmowy między górnikami a przedstawicielami władz publicznych odbyły się dopiero 16. dnia. Sześcioosobowa delegacja, złożona z czterech górników, prawnika i działacza związkowego, spotkała się z wiceministrem energetyki i zasobów naturalnych, Abdullahem Tancanem.
Przed rozmowami ekspert ds. organizowania w związku Bağımsız Maden-İş, Başaran Aksu, mówił, że dotąd nie widzieli ze strony władz realnej woli wypracowania rozwiązania.
Aksu twierdził, że firma systematycznie spóźnia się z wypłatą należności pracowniczych, traktując je jako sposób gromadzenia kapitału. Dodał, że część ministerstw faktycznie chroni tę praktykę.
Wyraził nadzieję, że rozmowy w ministerstwie przyniosą rezultat, a w razie potrzeby związek będzie się domagał spotkania także z prezydentem Erdoğanem. Związkowcy zapowiedzieli, że jeśli problem nie zostanie rozwiązany dziś, w środę górnicy wyruszą wraz z rodzinami w marszu na Pałac Prezydencki.
Özgür Özel: „Wyznaczcie zarządcę przymusowego dla spółki”
Przemawiając do górników przed ministerstwem, Özel stwierdził, że gdy uwaga opinii publicznej słabnie, właściciele firm zapominają o swoich obietnicach i poprzez takie praktyki jak bezpłatne urlopy pozbawiają pracowników należnych im praw.
Przypomniał, że rząd, gdy uzna to za konieczne, potrafi przejmować firmy lub wyznaczać w nich zarządców przymusowych. Zaapelował, by w celu ściągnięcia należności pracowniczych wyznaczyć zarządcę przymusowego w Yıldızlar SSS Holding lub znacjonalizować przedsiębiorstwo.
„Mamy tu do czynienia z konkretnym faktem. Z naruszeniem praw pracowniczych, wyzyskiem ciężkiej pracy, jawną kradzieżą ludzkiego wysiłku. Ci, którzy przy byle okazji wyznaczają zarządców przymusowych i przejmują firmy, niech wyznaczą jednego także w Yıldızlar SSS Holding, żeby spłacił wszystkie długi wobec pracowników. Jeśli trzeba – znacjonalizujcie ją” - powiedział lider Nowej Partii.
„Powiedzcie: «Jeśli nie wypłacisz tych pieniędzy do dzisiejszego wieczora, jutro w południe wyznaczę do firmy zarządcę przymusowego, a długi spłacimy my». Zobaczycie wtedy, czy zapłacą, czy nie” - podsumował.