Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Obrońcy praw człowieka: w Penzie zmuszają mężczyzn do kontraktów z rosyjskim MON

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Prawo autorskie  AP Photo
Prawo autorskie AP Photo
Przez Mihhail Salenkov
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Obławy na mężczyzn w Penzie wywołały panikę, alarmują obrońcy praw człowieka. Policja zapewnia, że to łapanki na poborowych i grozi karami za „fałszywe informacje”.

Obrońcy praw człowieka alarmują w związku z masowymi zatrzymaniami mężczyzn w obwodzie penzeńskim w Rosji przez policję i pracowników wojskowych komend uzupełnień.

REKLAMA
REKLAMA

Według nich obławy, o których pierwsze doniesienia pojawiły się 17 czerwca, mają zmusić ludzi do podpisania kontraktu z rosyjskim Ministerstwem Obrony i wysłania ich na wojnę przeciwko Ukrainie. Z informacji kilku redakcji wynika, że mężczyzn zatrzymuje się na ulicach, w transporcie publicznym oraz podczas kontroli drogowych.

Komendant wojskowy obwodu, Andriej Surkow, przyznał, że siły bezpieczeństwa prowadzą w regionie takie naloty, ale – jak twierdzi – „w celu poszukiwania obywateli uchylających się od poboru lub rejestracji wojskowej” oraz „tych, którzy samowolnie opuścili jednostkę wojskową”.

Surkow dodał na briefingu 19 czerwca, że te działania mają rzekomo charakter planowy i „prowadzona są wspólnie z policją raz w miesiącu, w wyznaczonym terminie”.

Tymczasem w mediach społecznościowych i różnych redakcjach przybywa relacji świadków oraz bliskich zatrzymanych.

Żona jednego z nich powiedziała „Mediazonie”, że jej mąż jest już w okupowanym przez Rosję Mariupolu. Jak relacjonuje, został siłą zmuszony do podpisania kontraktu.

„Powiedział nam, że wyrobili mu nowy paszport, a stary unieważnili… Bili go, okładali, zmusili do podpisania kontraktu” – cytuje słowa kobiety „Mediazona”.

Rozmówczyni redakcji „Siewier.Realii” opowiedziała, że do Ukrainy wysyłają jej syna.

W ciągu godziny wyrobili wszystkie dokumenty – od paszportu po wojskową książeczkę. Prawdziwe dokumenty zostały w domu, a jego teraz wysyłają do Ukrainy. Zdołał zadzwonić i cicho powiedział: „Wywożą mnie do Ukrainy”.

Projekt „Idite lesom” publikuje w mediach społecznościowych wpisy z ostrzeżeniami przed obławami: „W pracy nawet zamknęli główne wejście do biurowca, kazali wszystkim wychodzić tylnym wyjściem na koniec dnia pracy, a jutro zostać na zdalnej” – czytamy w jednym z nich.

„U nas w mieście zaczęły się obławy na rezerwistów, zabierają wszystkich jak leci, wysyłają do innego miasta i zmuszają do podpisania kontraktu. Bardzo mnie to niepokoi, powiedziałbym, że to straszne, bardzo straszne” – relacjonuje autor kolejnej wiadomości.

„Naloty zmieniły codzienne życie w mieście, zaczęła się masowa panika. Ludzie zastanawiają się, jak nie wychodzić z domu, jak wyjechać z Penzy nocą albo objechać posterunki drogówki, gdzie przeczekać obławy i co robić, jeśli zatrzymają kogoś bliskiego. Mężczyźni wyjeżdżają z obwodu i próbują się ukryć na czas obław” – piszą obrońcy praw człowieka.

Duży oddźwięk w mediach społecznościowych wywołało nagranie sprzed jednego z penzeńskich wojskowych komend uzupełnień: minibus z siedzącymi w środku mężczyznami otoczyły zapłakane kobiety. Gdy pojazd próbuje odjechać, dwie z nich przyciskają się do maski, próbując go zatrzymać.

Regionalna komenda MSW oświadczyła, że doniesienia o masowych nalotach w Penzie, podczas których zatrzymuje się mężczyzn i zmusza do podpisania kontraktów, nie odpowiadają rzeczywistości, a wojskowy komendant obwodu nazwał wspomniane nagranie inscenizacją. „Najprawdopodobniej robią to ci obywatele, którzy dostają donacje od Sił Zbrojnych Ukrainy, od ukraińskich towarzyszy” – wyjaśnił dziennikarzom Andriej Surkow.

Obrońcy praw człowieka twierdzą przy tym, że taka „ukryta mobilizacja” odbywa się nie tylko w tym regionie. Rosyjska armia, która ponosi ciężkie straty, a jej ofensywa w Ukrainie utknęła, odczuwa dotkliwy brak ludzi. Część analityków uważa, że władze przygotowują nową falę mobilizacji tej jesieni.

„Nie umiem wyjaśnić, dlaczego wszystko wypłynęło akurat w Penzie. Nie wierzę, że to ogranicza się tylko do jednego regionu. Najprawdopodobniej będzie się to działo w wielu innych miejscach i nieraz jeszcze spotkamy się z takimi przypadkami” – powiedział w rozmowie z „Meduzą” przedstawiciel projektu „Idite lesom” Iwan Czuwiłajew. „Po prostu nie wszędzie trafia to do przestrzeni publicznej, a w Penzie trafiło”.

Powołując się na tego samego Czuwiłajewa, „Wiorstka” pisze, że do organizacji zgłosiło się już około 40 osób, skarżąc się na przymusowe podpisywanie kontraktu z rosyjskim Ministerstwem Obrony.

Czat z informacjami o nalotach

Regionalne media milczą o obławach – zauważają „Ważne historie”, podkreślając, że mieszkańcy obwodu penzeńskiego w komentarzach pod wpisami lokalnych redakcji w mediach społecznościowych „mówią o 'busyfikacji' [ukraiński neologizm społeczny określający kontrowersyjną i przymusową metodę mobilizacji do wojska - przyp.red.] i oburzają się milczeniem dziennikarzy”.

Kilka dni temu na Telegramie pojawił się kanał „Wiadomości z wydarzeń||Sierdobsk/Penza”, w którym publikowane są informacje o nalotach służb wraz ze zdjęciami i nagraniami wideo. Do poniedziałku kanał zebrał ponad dwa tysiące subskrybentów. Dla mieszkańców utworzono też czat, w którym wymieniają się ostrzeżeniami.

Tymczasem policja w Penzie zagroziła odpowiedzialnością za zamieszczanie informacji o zatrzymaniach w celu wysłania na wojnę przeciwko Ukrainie.

„Wprowadzanie do obiegu informacji o tej sytuacji prowadzi do rozpasania przestępczości i bezkarności” – głosi komunikat regionalnego MSW. „Osoby rozpowszechniające nieprawdziwe informacje zostaną pociągnięte do odpowiedzialności zgodnie z ustawodawstwem Federacji Rosyjskiej”.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Rosja: ukraińskie ataki na rafinerie zakłócają dostawy paliwa w 53 regionach

Rosja twierdzi, że oddała strzały ostrzegawcze do jachtu na kanale La Manche

Ukraina i Rosja wymieniają ataki, a Kijów zbliża się do członkostwa w UE