Do Teheranu przybył dowódca armii Pakistanu Asim Munir, by uczestniczyć w kolejnej rundzie rozmów mających zakończyć amerykańsko-izraelski konflikt z Iranem. Choć Waszyngton sygnalizuje „ostrożny postęp” w negocjacjach, Teheran studzi nastroje, podkreślając, że strony wciąż dzielą głębokie różnice.
Dowódca armii Pakistanu przybył do Teheranu na kolejną rundę rozmów pokojowych, których celem jest zakończenie amerykańsko-izraelskiego konfliktu z Iranem. Wizyta odbywa się zaledwie kilka godzin po tym, jak sekretarz stanu USA Marco Rubio zasugerował, że negocjacje przyniosły „pewien postęp”.
Marszałek polny Asim Munir został powitany przez irańskiego ministra spraw wewnętrznych Eskandara Momeniego oraz pakistańskiego ministra Mohsina Naqviego. Ten ostatni w ciągu minionego tygodnia dwukrotnie odwiedził Teheran, spotykając się zarówno z prezydentem Iranu, jak i szefem irańskiej dyplomacji.
Mimo to rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baqaei podkreślił, że sama wizyta nie oznacza przełomu ani osiągnięcia decydującego momentu w rozmowach. Jak zaznaczył, między stronami nadal utrzymują się „głębokie i rozległe” różnice – poinformowała irańska agencja ISNA.
Podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych NATO w Szwecji Marco Rubio zaznaczył, że nie chce przeceniać dotychczasowych rezultatów negocjacji, choć przyznał, że doszło do „niewielkiego kroku naprzód”, co uznał za pozytywny sygnał.
Komentarze Rubio pojawiły się po deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa, który stwierdził, że na razie wstrzymuje decyzję o ewentualnym uderzeniu militarnym na Iran z uwagi na trwające „poważne negocjacje”.
Od kilku tygodni Trump ostrzegał, że zawarty w połowie kwietnia rozejm może zostać zerwany, jeśli Teheran nie zgodzi się na porozumienie, jednocześnie wielokrotnie zmieniając warunki jego osiągnięcia.
Sam prezydent określił prowadzone w tym tygodniu, wielokrotnie przerywane rozmowy jako balansujące na „granicy” między zawarciem porozumienia a wznowieniem działań zbrojnych.
„Mamy do czynienia z bardzo trudnymi partnerami. A jeśli sytuacja się nie zmieni, prezydent jasno dał do zrozumienia, że rozważa również inne opcje” – powiedział Rubio.
Szef irańskiej dyplomacji Abbas Araghchi oświadczył z kolei, że Teheran kontynuuje udział w procesie dyplomatycznym mimo – jak to określił – „powtarzających się zdrad dyplomacji” ze strony Stanów Zjednoczonych oraz „agresji militarnej wobec Iranu”, o czym poinformowała agencja Tasnim.
„Pomimo głębokiej nieufności wobec Stanów Zjednoczonych Islamska Republika Iranu uczestniczy w tym procesie w sposób odpowiedzialny i z pełną powagą, dążąc do osiągnięcia rozsądnego i sprawiedliwego porozumienia” – podkreślił Araghchi.
Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym punktem sporu
Esmaeil Baqaei poinformował, że rozmowy obejmują również kwestię statusu cieśniny Ormuz oraz amerykańskiej blokady irańskich portów.
Przyszłość tego strategicznego szlaku morskiego pozostaje jednym z najważniejszych punktów spornych. Wraz z wyczerpywaniem się zapasów ropy zgromadzonych przed wybuchem konfliktu rosną obawy, że skutki wojny mogą coraz mocniej odbić się na światowej gospodarce.
Iran faktycznie zamknął cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków transportowych dla ropy, gazu, nawozów i innych produktów naftowych. Z kolei Stany Zjednoczone prowadzą blokadę irańskich portów. Jak podało Centralne Dowództwo USA, od połowy kwietnia przekierowano już 94 statki handlowe, a cztery kolejne zostały unieruchomione.
Podczas rozmów NATO w Szwecji Rubio przyznał, że temat ponownego otwarcia cieśniny był omawiany z ministrami spraw zagranicznych innych państw. Według niego konieczne jest przygotowanie „planu B” na wypadek fiaska negocjacji między Waszyngtonem a Teheranem.
„Ktoś będzie musiał coś z tym zrobić, prawda?” – powiedział Rubio, dodając, że Iran nie zamierza „dobrowolnie otworzyć” cieśniny.
W piątek Unia Europejska rozszerzyła obowiązujący reżim sankcyjny wobec Iranu, obejmując nim także osoby zaangażowane w zamknięcie cieśniny Ormuz. Bruksela uznała irańską blokadę za działanie „sprzeczne z prawem międzynarodowym”.