Polska będzie gościem szczytu G20 w Miami w 2026 roku. Formalne zaproszenie otrzymał od prezydenta USA Donalda Trumpa podczas swojej wizyty w Białym Domu prezydent Karol Nawrocki. To pierwsze spotkanie grupy, w którym Polska weźmie udział w pełnym wymiarze.
Szczyt przywódców państw Grupy Dwudziestu, czyli G20, odbędzie się w grudniu w Miami w Stanach Zjednoczonych, które będą gospodarzem spotkania.
Grupa nie jest formalną organizacją ze statutem i strukturą, nie ma także stałego sekretariatu. Decyzje podejmowane na szczytach mają charakter otwartych deklaracji i zobowiązań, nie mają mocy prawnej.
G20 zrzesza obecnie dziewiętnaście państw z największymi gospodarkami na świecie oraz dwie organizacje międzynarodowe - Unię Europejską i Unię Afrykańską. Łącznie jest to więc 21. członków, w tym USA, Kanada, Indie, Wielka Brytania, Indie, Arabia Saudyjska, jest także Rosja.
G20. Polskie marzenie
Finał wieloletnich starań i zabiegów, nie tylko zgodnie całej polskiej klasy politycznej, ale też zagranicznych organizacji i sojuszniczych państw, będzie miał miejsce pod koniec tego roku.
Przedstawiciele władz polskich zasiądą przy wspólnym stole, na razie jako gość. Formalne zaproszenie na szczyt przekazał prezydentowi Karolowi Nawrockiemu podczas jego wizyty z Białym Domu prezydent Donald Trump.
Wcześniej zapowiedzi takie składał sekretarz stanu USA, Marco Rubio, o czym informował szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Rubio argumentował to faktem przekroczenia przez Polskę progu 1 bln dolarów amerykańskich wartości gospodarki nad Wisłą.
Zajęło to ponad 20 lat. G20 w myśli polskiej polityki pojawiła się pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku. Wówczas polskie władze podkreślając rozwój gospodarczy i wzrost wartości naszej gospodarki zgłaszały aspiracje, by wejść do grona największych gospodarek świata.
Namacalne efekty to dopiero rok 2017, kiedy ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki znalazł się na spotkaniu ministrów finansów G20. W kolejnych latach przedstawiciele władz w Warszawie uczestniczyli w różnych formatach spotkań niższego szczebla w ramach państw Grupy Dwudziestu.
- To jest taka organizacja, która raczej jest nieformalna. Więc tutaj ojców i matek, można powiedzieć, tego sukcesu mamy tyle, ilu mamy tak naprawdę Polaków. Nie tyle starania polityczne bym podkreśliła, co po prostu to, że polskie społeczeństwo po zakończeniu zimnej wojny pracowało przez te ostatnie trzydzieści parę lat na ogromny sukces gospodarczy - wyjaśniała w rozmowie z Euronews profesor Monika Sus z Hertie School of Governance i Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.
Przyznała, że zgodnie kolejne "ekipy rządzące poprzez prowadzenie odpowiedniej polityki gospodarczej w pewnym sensie wspomagały ten rozwój. Tutaj absolutnie nie chcę tego nie doceniać. Natomiast i to też jest, mam wrażenie, dosyć zgodna sprawa, którą podkreśla wielu ekspertów, najbardziej istotne były jednak działania samych Polaków, czyli ta przedsiębiorczość, podejmowanie ryzyka i bardzo intensywna i bardzo czasochłonna również praca na rzecz tego".
- Wydaje mi się, że tutaj nie przypisywałabym konkretnej ekipy rządzącej czy poprzedniej, czy obecnej tego, nazwijmy to, sukcesu, co bardziej po prostu wszystkim ekipom, które od momentu zakończenia zimnej wojny transformowały polską gospodarkę w taki sposób, jaki to robiły - oceniła.
Ale sukces nigdy nie jest osamotniony. Wielu ma ojców. Ponieważ "to, że Polska dołącza do tego grona najbogatszych gospodarek świata jest na pewno politycznie absolutnie dla Polski bardzo ważne i powiedziałabym nawet kluczowe".
Wreszcie jedziemy! Ale kto prowadzi?
Szczyty G20 odbywają się w formule spotkania przywódców lub głów państw oraz szefów resortów finansów i prezesów banków centralnych krajów uczestniczących w spotkaniach. W przypadku Unii Europejskiej i Unii Afrykańskiej, są to analogicznie, odpowiednie osoby w tych strukturach.
- Najczęściej na takich szczytach są reprezentanci zarówno polityczni i właśnie tu w Polsce będziemy mieć pierwsze wyzwanie. Czy pojedzie prezydent Nawrocki, czy pojedzie premier Donald Tusk, czy pojadą oboje, co obecnie trudno mi sobie wyobrazić, ale może też nie wykluczałabym tego od razu - mówiła prof. Monika Sus.
Delegacja to mniej sporna kwestia. - Oczywiście powinien pojechać jak najbardziej minister finansów Andrzej Domański, prezes banku centralnego [w przypadku Polski: Narodowego Banku Polskiego, prof. Adam Glapiński - przyp. red.] i generalnie, pewnie można by się spotkać z większą reprezentacją tutaj ze strony właśnie polskiego sektora powiedzmy rządowego - wyjaśniała.
- Ta decyzja będzie podejmowana prawdopodobnie, ale musi być podejmowana, w jakimś konsensusie między Pałacem Prezydenckim a obozem rządzącym i to nie będzie łatwa decyzja, to od razu wiemy - dodała, odnosząc się do animozji pomiędzy prezydentem i kierownictwem jego kancelarii a premierem i rządem.
Bliskość kolejnej kampanii wyborczej przed wyborami do Sejmu i Senatu w 2027 roku nie rokuje pozytywnie. - Nie zakładam żadnego przełomu, ja raczej oczekiwałabym, że te relacje między Pałacem Prezydenckim a rządem, nazwijmy to szeroko, będą gorsze niż teraz są, czyli raczej oczekiwałabym eskalacji niestety przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku niż jakiegoś tutaj dojścia do konsensusu długofalowego - przekonywała Sus.
- W zależności od tego, jak ten szczyt G20 będzie organizowany, kto te zaproszenia będzie wystosowywał do Polski, natomiast na pewno zarówno strona rządu, jak i prezydent Nawrocki, który wiemy, że już powiedział zdaje się nieraz, że tak naprawdę to zaproszenie Polska zawdzięcza jego dobrym relacjom z administracją Donalda Trumpa, więc na pewno obie strony tego sporu w Polsce będą starały się tak ten temat przedstawić społeczeństwu, jakby to właśnie była zasługa tylko jednej strony - tłumaczyła politolożka.
I będzie tylko gorzej. - Ja się spodziewam walki o to, kto tam poleci, jak będzie Polska reprezentowana. Nie uważam, żeby to tutaj odbyło się w sposób, nazwijmy to, pełen konsensusu i dobrej woli niestety - podkreśliła.
Polskie piekiełko wcale nie takie wyjątkowe
Spór o to kto ma być na świeczniku odżywa w Polsce co jakiś czas. Prawie zawsze, gdy prezydent i rząd są z innych opcji politycznych. Ale nie tylko władze w Warszawie nie umieją się porozumieć.
- To nie jest też sytuacja, która jest pewnie unikatowa na skalę G20, bo na pewno były już takie sytuacje, kiedy z innych krajów również reprezentanci mieli problem, żeby się dogadać, kto reprezentuje kraj - przyznała Sus.
Ale "można wrócić do tego, jak nasza Konstytucja jest skonstruowana w tym nieszczęsnym właśnie zapisie o kohabitacji, czyli o wspólne tak naprawdę branie odpowiedzialności za kształtowanie polityki zagranicznej i reprezentowanie tej polityki zagranicznej, mamy z tym problem".
- Ja mogę sobie wyobrazić również sytuację, w której jadą dwie delegacje, ale to będzie sytuacja, która nie będzie sytuacją pozytywną, ani nie jest to pożądane rozwiązanie, ponieważ wszystkie takie tutaj wewnętrzne zawirowania osłabiają nasze znaczenie i osłabiają rolę Polski na arenie międzynarodowej. I tutaj G20 nie będzie niczym innym, jak właśnie również pewnego rodzaju areną do prowadzenia takich sporów, czyli do wynoszenia sporów wewnętrznych na arenę międzynarodową. To nigdy nie jest dobry pomysł - podkreślała.
G20 - prestiż i order w klapie czy rzeczywista korzyść?
Trochę jednego i drugiego, ocenia w rozmowie z Euronews doktor Łukasz Bernatowicz Związku Pracodawców Business Centre Club.
- Oczywiście jest to bardziej prestiż dla kraju i dla jego gospodarki, że się do tego klubu załapał. Natomiast gospodarka jest jako całość postrzegana w związku z tym jako bardziej solidna, jako bardziej wiarygodna, przewidywalna - tłumaczył.
Członkostwo w G20 potwierdza, że gospodarka polska jest w dobrej kondycji. - To powoduje, że łatwiej uzyskiwać kredyty, pozyskiwać pożyczki - podkreślił Bernatowicz.
Natomiast przedsiębiorcy wyraźnie i bezpośrednio tego nie odczują. - Poszczególne firmy nie są jakimiś szczególnymi beneficjentami, to nie jest tak, że czerpią z tego jakieś korzyści - wyjaśniał.
Ale w przyrodzie nic nie ginie. - Polska gospodarka funkcjonuje na wzór organizmu. Jeżeli organizm się dobrze czuje, jest w dobrej formie, to wszystkie jego części składowe również mają się dobrze. To system naczyń połączonych - zapewniał, że choć nie bezpośrednio, to pośrednio pozytywny wpływ z obecności Polski w G20 dotrze też i do przedsiębiorców, którzy przecież, sukces gospodarczy wypracowali.
I to wypracowali na poziomie rekordowym i zauważalnym. - Myśmy dołączyli do G20 nie dlatego, że ubiegaliśmy się o to i ktoś pozytywnie rozpatrzył nasz wniosek, tylko po prostu metodą faktów dokonanych. Twarda statystyka wskazuje, że wyprzedziliśmy te kraje, które były na miejscu dziewiętnastym, dwudziestym - podkreślał Bernatowicz.
- To jest jak ranking FIFA, po prostu obiektywne przesłanki za tym stoją - przyznał.
Wiadomo, że bardziej od deklaracji przekonują fakty. Są one takie, że rozwój polskiej gospodarki może powodować, że napłynie więcej inwestycji. - Jeżeli ktoś się zastanawia, gdzie ulokować swoje środki, to widzi, że to jest dobry rynek, już nie wschodzący, lecz rozwinięty z mocnymi podstawami i z dobrymi perspektywami - dodał prezes ZP BCC.
Rosnące zadłużenie, choć niepokojące nie powinno mocno rzutować na naszą renomę. - Jesteśmy transparentni - mówi Bernatowicz, dodając, że choć dług rośnie, inwestorów i światowe rynki to nie odstrasza. Ponieważ nadmiarowe wydatki są zasadne.
- Oprócz, co zawsze powtarzamy, zbyt rozbudowanych wydatków socjalnych, ale to już jest kwestia polityczna, a nie gospodarcza, to co powoduje zwiększające się zadłużenie to są wydatki zbrojeniowe i to jest postrzegane jako coś obiektywnie niezbędnego, więc to nie budzi jakichś wielkich emocji po stronie inwestorów czy rynków finansowych - wskazał.
Przykładowo "środki z SAFE trafią do naszej gospodarki, co też ją napędzi, a poza tym w którymś momencie, jak doświadczenie uczy, Komisja Europejska zapewne przynajmniej część tego długu umorzy".
"Głównie to tylko polityka, ale..."
- Dla mnie ma to wymiar głównie polityczny, jest to pewnego rodzaju koordynacja stanowisk między dwudziestoma najbogatszymi gospodarkami świata - oceniła Sus.
Ale! jest jedno istotne "ale". - Wiemy od czasów wojny na Ukrainie, tej pełnoskalowej wojny, że G20 ma też wymiar bardziej, nazwijmy to, ekonomiczny, czyli na przykład, właśnie tak jak grupa G7, mogła nałożyć sankcje, wprowadzić politykę zamrożenia aktywów, także ta grupa miałaby taki potencjał - dodała.
Zgoda byłaby trudniejsza, bo państw do przekonania byłoby więcej. - Natomiast ta grupa jest dużo mniej spójna politycznie niż G7, tutaj to też jest istotne, bo to jest jednak dużo większa grupa, ale potencjalnie oczywiście taki wymiar ekonomiczny ta grupa także posiada - podsumowała.
Balsam na kompleks biednej Polski?
Eksperci zgodnie mówię Euronews, że nie. Polska nie jest już postrzegana jako państwo drugiej kategorii.
- Jesteśmy postrzegani jako lider rozwoju w Unii Europejskiej z solidnymi podstawami wzrostu. Mamy swoje mankamenty, rosnące zadłużenie, które nie powinno być tak wysokie, ale niech te minusy nie przysłonią nam plusów, parafrazując klasyka - tłumaczył Bernatowicz.
Jego zdaniem nad Wisłą " jest dobrze i my już nie jesteśmy tym rynkiem takim atrakcyjnym ze względu na swoją nowość, obarczonym dużym ryzykiem, ale obiecującym duże zyski za to ryzyko. Można nam pożyczać znacznie śmielej niż innym krajom. Czasy kiedy graliśmy w drugiej lidze się skończyły".