Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Miasto bez murów nad brzegiem Bejrutu: przymusowe wysiedlenie bez perspektyw, odroczony powrót

Przesiedleńcy na nabrzeżu Bejrutu
Przesiedleńcy na nabrzeżu Bejrutu Prawo autorskie  Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Ali Hamdan & يورونيوز
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

W miarę upływu tygodni wysiedlenie zmieniło się z sytuacji kryzysowej w codzienną rzeczywistość oczekiwania, z przesiedleńcami mieszkającymi na molo, czekającymi na koniec wojny przed wyraźną perspektywą powrotu.

Wzdłuż nabrzeża w dzielnicy Bial w Bejrucie kształtuje się miasto niewidoczne na mapach. Miasto z tkanin, plastiku i wilgotnych koców, opierające się o kamienny chodnik i wychodzące na morze, które nie jest już atrakcją turystyczną, ale niemym świadkiem jednej z najbardziej brutalnych fal wysiedleń w Libanie od lat.

REKLAMA
REKLAMA

Tutaj odległości nie mierzy się w metrach, ale w liczbie nocy, które ludzie przespali poza swoimi domami. Czasu nie mierzy się w godzinach, ale w liczbie dni, które minęły bez wyraźnych wiadomości o powrocie.

W tej wąskiej przestrzeni otwartej na wiatr zapach deszczu miesza się z zapachem mokrego drewna opałowego, a szum fal miesza się z odgłosami dzieci próbujących zrobić zabawki z niczego. Życie jest tymczasowe, ale ciągnie się dzień za dniem, bardziej jak długi test cierpliwości niż przelotny przystanek w drodze powrotnej.

Tymczasowe miasto zrodzone na chodniku

Nocą namioty ustawione wzdłuż morza wyglądają jak krucha linia obrony przed zimą. Przylegające do siebie rzędy tkanin w różnych kolorach i rozmiarach, zabezpieczone kamieniami, linami lub prostymi narzędziami, próbują chronić wnętrze przed wiatrem i wilgocią.

Kamera Euronews udała się do tego "tymczasowego miasta", które zostało stworzone bez planowania, bez usług i bez pewności co do jego przyszłości. Mieszkają tu tysiące przesiedleńców, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich rodzinnych miast, gdy starcia między Hezbollahem a Izraelem nasiliły się, a naloty uderzyły w duże obszary przygranicznych wiosek i miast, rozciągając się na południowe przedmieścia Bejrutu, stolicy i obszarów w północnym i wschodnim Libanie.

Przesiedleńcy na molo w Bejrucie
Przesiedleńcy na molo w Bejrucie Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.

Wewnątrz namiotów rodziny są stłoczone w przestrzeniach, w których nie ma nawet wystarczająco dużo miejsca do spania. Na zewnątrz ubrania wiszą na linach rozciągniętych między metalowymi słupami, a małe kąty stają się prowizorycznymi kuchniami, w których ostrożnie rozpalane są ogniska.

Niektóre rodziny zdecydowały się nie występować przed kamerą, wyrażając jedynie głęboki niepokój o przyszłość. Skala zniszczeń spowodowanych przez izraelskie ataki, według ich relacji, sprawia, że sama idea powrotu jest niejasna. Jeden z nich mówi niskim głosem: "Nawet jeśli wojna się skończy ... Gdzie mielibyśmy wrócić?

"Państwo istnieje... ale jest nieobecne"

Mohammed Daghman, przesiedleniec z Nabatiyeh, podsumowuje nastroje, które powtarza tu wielu. Stojąc w pobliżu wejścia do swojego namiotu, mówi: "Urzędnicy słyszą, widzą i wiedzą, ale zasłaniają uszy, by nie słyszeć, zasłaniają oczy czarną zasłoną i milczą".

Kontynuuje spokojnym tonem, który skrywa wyraźny gniew: "Chciałbym jako obywatel, aby spojrzeli na rzeczywistość, aby zobaczyli skalę cierpienia. Istnieje państwo. Ale go nie ma. Jest silne tylko wobec słabych i biednych".

Słowa Daghmana nie wydają się wyjątkowe w tym miejscu. Ogólne odczucie wśród przesiedleńców jest takie, że oficjalna reakcja pozostaje poniżej poziomu kryzysu, a większość wsparcia pochodzi z indywidualnych inicjatyw lub kampanii społecznych.

Nieprzygotowane wysiedlenie, lęk przed chorobami

Mahdi Omar, przesiedleniec z południowych przedmieść Bejrutu, wspomina moment opuszczenia domu tak, jakby wydarzyło się to zaledwie kilka godzin wcześniej: "Nikt nie był w stanie przygotować swojego dobytku ani zabrać go ze sobą. Zapanowała panika, gdy tylko rozpoczął się ostrzał południowych przedmieść, więc opuściliśmy je w pośpiechu".

Powiedział, że podstawowe potrzeby wykraczają poza żywność i koce: "Potrzebujemy żywności, środków czystości i urządzeń sanitarnych. Jeśli sytuacja się utrzyma, mogą pojawić się przypadki świerzbu, a wszy mogą rozprzestrzenić się wśród dzieci".

W wielu namiotach te obawy już się spełniają. Brak czystej wody, nieodpowiednie warunki sanitarne i ciągła wilgoć sprawiają, że codzienne życie przypomina otwarte wyzwanie zdrowotne.

Kiedy inicjatywy oddolne biorą górę nad państwowymi

Mustafa Atoui, przesiedleniec z południowego miasta Siddiqin, uważa, że to, co dzieje się w al-Bial, ujawnia inną stronę libańskiego społeczeństwa: "Zadania, które powinny być wykonywane przez państwo, są teraz wykonywane przez samych ludzi, ponieważ wszyscy stoją obok siebie, niezależnie od ich przynależności sekciarskiej".

Przesiedleńcy na molo w Bejrucie
Przesiedleńcy na molo w Bejrucie Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.

Dodaje, że wiele osób nie było w stanie zabrać ze sobą żadnych rzeczy podczas wysiedlenia: "Ludzie nie byli w stanie zabrać ze sobą swoich rzeczy, ponieważ zostali wysiedleni w pośpiechu, a schroniska są pełne, ponieważ większość ludzi z południa i Doliny Bekaa została zmuszona do ucieczki".

W rzeczywistości, zeznania wskazują, że większość pomocy docierającej do przesiedleńców pochodzi z indywidualnych inicjatyw lub małych lokalnych stowarzyszeń, podczas gdy oficjalne wsparcie pozostaje ograniczone w porównaniu do skali i zasięgu geograficznego kryzysu.

Mijają tygodnie, ale nie ma daty powrotu

W miarę upływu tygodni wysiedlenie nie jest już wydarzeniem nadzwyczajnym, jak to było na początku, ale raczej długoterminowym, tymczasowym stylem życia. Wiele rodzin nie pyta już, kiedy wojna się skończy, ale kiedy w ogóle będzie możliwy powrót.

Uszkodzone domy, częściowo lub całkowicie zniszczone wioski i zdewastowana infrastruktura sprawiają, że pomysł powrotu jest skomplikowany, nawet jeśli walki ustaną.

Tutaj, na molo, priorytety ludzi stopniowo się zmieniają: od czekania na ustanie bombardowań, do szukania edukacji dla swoich dzieci, potem tymczasowej pracy, a następnie sposobu na przetrwanie jeszcze jednego dnia.

Zachód słońca na skraju oczekiwania

O zachodzie słońca niektórzy z przesiedleńców siadają na kamiennej półce z widokiem na morze. Obserwują horyzont w długiej ciszy, jakby szukając drogi powrotnej lub znaku, że ten etap nie jest trwałym przeznaczeniem.

W tych chwilach namioty nie są tylko tymczasowym schronieniem, ale ciężkim znakiem trudnego okresu dla ludzi z południa. Czasu, w którym wojna przeplata się z zimą, niepokój z oczekiwaniem, a nadzieja z rzeczywistością, która wciąż jest otwarta na wszystkie możliwości.

Do tego czasu molo Beyal pozostaje tymczasową przestrzenią życiową... Dla ludzi, którzy czekają przede wszystkim na koniec wojny.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Bejrut: izraelski nalot zniszczył blok mieszkalny, co najmniej sześć ofiar

Liban: izraelskie naloty na południowe przedmieścia Bejrutu

Tysiące ulotek nad Bejrutem wzywają do rozbrojenia Hezbollahu