Stosowanie przez USA bazy Lajes na Azorach wywołało napięcia między Portugalią a Iranem. Teheran krytykuje brak reakcji Lizbony na oficjalną notę dyplomatyczną.
Wykorzystanie przez Stany Zjednoczone bazy wojskowej Lajes na Azorach w okresie poprzedzającym konflikt na Bliskim Wschodzie, który rozpoczął się w ubiegłą sobotę, wywołało kontrowersje w Portugalii.
Sprawa stała się źródłem napięć między władzami portugalskimi a przedstawicielstwem dyplomatycznym Iranu w Lizbonie.
Portugalski minister spraw zagranicznych Paulo Rangel, wyjaśnił, że przed rozpoczęciem ofensywy obowiązywał reżim stałej rocznej autoryzacji, a po interwencji wojskowej Waszyngton mógł nadal korzystać z azorskich obiektów, lecz tylko na określonych warunkach.
W odpowiedzi na pytania Euronews minister podkreślił, że dalsze zezwolenie na wykorzystanie bazy było warunkowe.
Mogło ono dotyczyć wyłącznie działań proporcjonalnych, odpowiadających na atak i skierowanych na cele wojskowe.
Ambasador Iranu w Portugalii Majid Tafreshi skrytykował "niespójność i dwuznaczność" stanowiska Lizbony. Zaznaczył, że nie otrzymał odpowiedzi na oficjalną notę dyplomatyczną, którą wysłał do rządu portugalskiego.
Ambasador ostrzegł, że Europa ryzykuje utratę "wiarygodności", jeśli będzie wspierać zewnętrzne interwencje w Iranie.
Jednocześnie podkreślił, że Teheran będzie korzystał ze swojego prawa do samoobrony aż do zakończenia konfliktu. Według Tafreshiego sytuacja dotycząca bazy Lajes jest jasna.
Państwa przyjęły ponad dwadzieścia lat temu zasady odpowiedzialności międzynarodowej, w tym artykuł 16 dotyczący odpowiedzialności za pomoc, wiedzę, zamiar lub cel działań.
Wielu ekspertów uważa, że Portugalia powinna traktować tę kwestię zgodnie z międzynarodowym prawem państwowym.
Ambasador podkreślił, że wcześniejsze publiczne wypowiedzi ministra spraw zagranicznych sugerowały możliwość pośredniego wykorzystania bazy przeciwko Iranowi, podczas gdy po atakach rząd Portugalii zaprzeczał jakiejkolwiek współodpowiedzialności.
Tafreshi uznał taką niespójność za poważny problem prawny.
Na pytanie, czy portugalski minister spraw zagranicznych kontaktował się w tej sprawie, ambasador odpowiedział, że Iran formalnie zgłosił obawy poprzez oficjalną notę dyplomatyczną, ale do tej pory nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
Odnosząc się do przyszłości relacji, podkreślił, że Portugalię i Iran łączy ponad pięć wieków stosunków historycznych.
Zaznaczył, że dziedzictwo to należy chronić poprzez wzajemny szacunek, przestrzeganie prawa międzynarodowego i uznanie praw narodów.
Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych stwierdził, że każda europejska interwencja w tym konflikcie zostanie uznana za "akt wojny" i spotka się z odpowiedzią na europejskie miasta.
Już teraz Wielka Brytania, Francja, Grecja, Włochy, Hiszpania i Holandia wysłały sprzęt wojskowy na Cypr w celu ochrony przed dronami. Tafreshi podkreślił, że kraje europejskie powinny koncentrować się na negocjacjach i mediacji, a nie na eskalacji konfliktu.
Irański ambasador skomentował również stanowisko Unii Europejskiej.
Wezwanie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen do zmiany reżimu w Iranie, według Tafreshiego, odzwierciedla zmianę polityki, która może podważać wiarygodność Europy.
Dodał, że ostatecznie wola obywateli Iranu, wyrażona w procesach demokratycznych, będzie decydować o przyszłości kraju.
W odniesieniu do ataków izraelsko-amerykańskich, Tafreshi podkreślił, że działania te nie osłabiły determinacji Iranu ani jego zdolności do obrony.
Iran odrzuca ingerencję zewnętrzną i powtarza, że korzysta wyłącznie z prawa do samoobrony.
Ambasador ostrzegł, że wspieranie zbrojnych grup separatystycznych w regionie nie przyniosło dotąd pozytywnych rezultatów i może prowadzić jedynie do dalszych cykli przemocy.
Tafreshi zakończył podkreśleniem, że potępienie agresji jest zarówno obowiązkiem prawnym, jak i moralnym.
Wiele państw już to zrobiło, a jego zdaniem kraje europejskie powinny dołączyć do tego grona, jednoznacznie odrzucając działania wojskowe wymierzone w Iran.