Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Portugalczycy na Bliskim Wschodzie: "stabilna" sytuacja w scenariuszu, który "wciąż budzi strach"

Doha
Doha Prawo autorskie  Fotografia de Doha enviada à Euronews por um português residente na capital do Qatar
Prawo autorskie Fotografia de Doha enviada à Euronews por um português residente na capital do Qatar
Przez João Azevedo
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Euronews rozmawiał z Portugalczykami mieszkającymi w Dubaju i Doha, którzy są zaniepokojeni słyszanymi przez nich eksplozjami, ale twierdzą, że nie zostali trafieni odłamkami zestrzelonych pocisków ani nie musieli schodzić do schronów. Od soboty całe życie, w tym praca, odbywa się w domu.

Marco Duarte mieszka w Dubaju od kilku lat i w ostatnią sobotę zaczynał dzień na plaży z rodziną na wyspie Al Marjan w Ras Al-Chajma w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, kiedy zobaczył w telewizji wiadomość, że Iran atakuje sąsiednie kraje na Bliskim Wschodzie w odwecie za izraelsko-amerykańską ofensywę na irańskiej ziemi.

REKLAMA
REKLAMA

Plany na relaksujący weekend nad morzem w jednym z najbardziej wyrafinowanych miejsc w regionie musiały zostać anulowane, a Marco wrócił do Dubaju po obiedzie. W niedzielę otrzymał pierwsze ostrzeżenia od władz Emiratów przez telefon komórkowy.

"Z niedzieli na poniedziałek mieliśmy bardzo spokojną noc, ale dziś rano, kiedy się obudziliśmy, usłyszeliśmy trzy lub cztery bardzo głośne eksplozje" - powiedział Euronews Portugalczyk, który mieszka z żoną i dziesięcioletnim synem.

W sobotę Marco udał się do supermarketu w pobliżu swojego domu, aby zaopatrzyć się w niezbędne produkty i od tego czasu, zgodnie z instrukcjami rządu ZEA i ambasady Portugalii w tym kraju, pozostał w domu, nawet do pracy.

"Szkoły są zamknięte do środy. Moje biura również są zamknięte do czasu poprawy sytuacji", mówi Marco Duarte, dyrektor generalny spółki zależnej niemieckiej grupy Ebm-papst, wiodącego na świecie producenta wentylatorów.

W niedzielę Ministerstwo Obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich poinformowało, że było już celem 541 irańskich dronów przenoszących bomby, z których 506 zostało przechwyconych. Pozostałe trafiły w popularne lokalizacje w Dubaju, wywołując pożary w luksusowym hotelu na słynnej sztucznej wyspie Palm Jumeirah, w porcie Jebel Ali, głównym terminalu morskim miasta lub na międzynarodowym lotnisku, a odłamki wystrzelone przez przechwycone drony zabiły trzy osoby i raniły 58.

Mimo to Marco Duarte czuje się bezpiecznie i opisuje sytuację jako "stabilną, pod kontrolą". "To oczywiście generuje pewne napięcie, ale systemy obronne działają bardzo skutecznie. Życie toczy się dalej z kilkoma dodatkowymi środkami ostrożności" - podkreśla.

Rozmowy z grupami Portugalczyków na WhatsAppsłużą wymianie informacji i uspokojeniu nastrojów. "Jesteśmy w stałym kontakcie, aby sprawdzić, czy ktoś czegoś nie potrzebuje, uspokoić wszystkich, żartując tu i tam. Wszystko jest w porządku", mówi Marco, który jest również w grupie WhatsApp z ambasadą Portugalii, aby być na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami.

Dodaje, że największe obawy mają turyści lub osoby, które mieszkają w kraju od niedawna. "To, co widzimy na miejscu, jako mieszkańcy, to organizacja, szybka reakcja i całkowite skupienie się na ochronie ludzi. Mamy duże zaufanie do zdolności władz do reagowania i to pomaga nam zachować spokój" - podkreśla.

"Problemem w tej chwili jest radzenie sobie z niepokojem"

Podobnie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, w którym znajduje się największa amerykańska baza wojskowa na Bliskim Wschodzie, wciąż znajduje się pod obserwacją Teheranu i trzeci dzień z rzędu zmaga się z eksplozjami.

W wywiadzie dla CNN minister spraw zagranicznych Kataru powiedział, że ponad 100 pocisków rakietowych i "dziesiątki" dronów zostało wystrzelonych przeciwko krajowi, celując "nie tylko w siły USA", ale także w infrastrukturę handlową, cywilną i wojskową, w tym międzynarodowe lotnisko. Mimo to, tylko kilkadziesiąt osób zostało rannych, większość z nich lekko.

Ana Sena, twórczyni treści dla muzeów i wystaw, mieszka w regionie od ponad dziesięciu lat i wróciła do Doha w grudniu po półtorarocznym pobycie w Abu Zabi. Menedżerka kultury ufa w gotowość katarskich władz, ale nie ukrywa swoich obaw przed Euronews.

"To nie tylko rakiety, są też drony. Odłamki mogą spaść w wyniku przechwycenia, a niektóre mogą spowodować pożar. To wciąż przerażające. Nie da się tego zignorować, ale staramy się zachować jak największy spokój" - mówi.

Inny Portugalczyk mieszkający w Doha, który nie chciał zostać zidentyfikowany ze względów zawodowych, powiedział Euronews, że w ciągu ostatnich dwóch dni obudził go błysk światła spowodowany eksplozjami.

Mieszkańcy Kataru otrzymują również wiadomości na telefony komórkowe ostrzegające o możliwości nalotów.

Ostrzeżenie o nalotach wysłane do ludności przez władze Kataru
Ostrzeżenie o nalotach wysłane do ludności przez władze Kataru Zrzut z ekranu przesłany Euronews przez Portugalczyka mieszkającego w Dosze

Przy zamkniętych szkołach i wysokim ryzyku eksplozji, ludność stara się w miarę możliwości prowadzić normalne życie, ale ulice miasta Doha, wschodzącego centrum finansowego na Bliskim Wschodzie z ponad milionem mieszkańców, są znacznie pustsze i cichsze niż zwykle.

Ana Sena nie musiała jeszcze schronić się w podziemnych schronach, choć przyznaje, że jest przygotowana na ekstremalne scenariusze.

"Mam przy drzwiach plecak z paszportem, kilkoma dokumentami osobistymi i ubraniem na zmianę, na wypadek gdybym musiała szybko wyjść i udać się do garażu" - mówi.

Inny Portugalczyk, który rozmawiał z Euronews, również ma w swoim samochodzie zestaw awaryjny na wypadek, gdyby irańskie ataki stały się częstsze i bardziej agresywne."Problemem w tej chwili jest radzenie sobie z lękiem. Niektórzy ludzie nie są przygotowani na taką sytuację" - mówi.

W obliczu obowiązujących ograniczeń i biorąc pod uwagę oficjalne zalecenia dotyczące unikania podróży, ludzie korzystają internetu, aby zamawiać produkty w supermarketach, które w Katarze są otwarte 24 godziny na dobę.

"Zamówiłem przez internet, robią dostawy. Ale udało mi się też pójść do supermarketu całkiem niedaleko i kupiłem więcej artykułów spożywczych niż zwykle, zwłaszcza wody, ponieważ woda z kranu nie nadaje się tutaj do picia. Widać to [w supermarketach], jest trochę mniej wody i konserw", mówi Ana Sena, która na razie żyje z dnia na dzień, nie poświęcając zbyt wiele czasu na rozważanie ewentualnego powrotu do Portugalii.

"Oczywiście wszyscy o tym myśleliśmy, ale w tej chwili nie możemy nawet wyjść z domu, a lotniska są zamknięte", wspomina.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

„Naprzeciwko mojego hotelu zbombardowano budynek”. Turyści uwięzieni na Bliskim Wschodzie

Trump mówi, że wojna w Iranie może potrwać "cztery tygodnie lub krócej"

Wojna na Bliskim Wschodzie. Katar przechwytuje irańskie pociski rakietowe