Członkostwo w Radzie Pokoju Donalda Trumpa kosztuje miliard dolarów, a do udziału zaproszono 60 państw. Około połowa przyjęła już wstępnie zaproszenie, w tym Władimir Putin i Aleksandr Łukaszenka. Karol Nawrocki na razie odmówił, powołując się na Konstytucję.
Rada Pokoju, organ powołany przez Trumpa, który pierwotnie miał zajmować się wyłącznie procesem pokojowym w Strefie Gazy, ma w przyszłości rozszerzyć swoją działalność także na inne konflikty. Paradoksalnie, jak ustalili dziennikarze "Times of Israel", w samym statucie Rady Pokoju nie ma ani słowa o Gazie. Zaproszenia do dołączenia otrzymało kilkadziesiąt państw, w tym prezydent Polski Karol Nawrocki. Odmówił m.in. prezydent Francji, któremu w odwecie Trump zagroził 200-procentowymi cłami, a także Szwecja i Norwegia. Prezydent Polski na razie nie mówi twardego „nie”, ale - jak przekazał w rozmowie z TV Republika - nie złoży w czwartek podpisu z uwagi na kwestie konstytucyjne.
Polska zainteresowana, ale bez podpisu
W wywiadzie prezydent podkreślił, że udział Polski w takiej inicjatywie wymaga zgody wszystkich konstytucyjnych organów władzy – parlamentu, rządu i prezydenta. To samo stanowisko powtórzył w Davos szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
„W związku z tym jasnym jest, że na jutrzejszym spotkaniu, na które prezydent otrzymał zaproszenie i potwierdził swoją obecność, do złożenia podpisu w sensie prawnym i faktycznym, nie dojdzie” - stwierdził.
Jak jednak powiedział, Polska wyraża „obiektywne zainteresowanie dalszym rozwojem sytuacji wokół Rady Pokoju, dalszą współpracą ze Stanami Zjednoczonymi”.
Na czym dokładnie polega wspomniana przez Karola Nawrockiego trudność? Jak potwierdziło we wtorek Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zgodnie z ustawą o umowach międzynarodowych, podpisanie umowy międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów w formie uchwały.
Eksperci wskazują jednak przede wszystkim na kwestie dyplomatyczne, a dokładniej skład Rady, w której mogą znaleźć się takie indywidua, jak Władimir Putin. W rozmowie z "Wprost", prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista, powiedział, że jest to sprawa trudna pod względem dyplomatycznym. „To bardzo trudny moment. Z jednej strony ciężko odrzucić jednoznacznie zaproszenie od Trumpa, ale z drugiej widzimy, jakie towarzystwo miałoby się w tej radzie znaleźć. Nie powinniśmy siedzieć przy tym samym stole i rozmawiać z Władimirem Putinem”.
Netanjahu, Putin i Łukaszenka
Rada Pokoju budzi kontrowersje od samego początku. Choć miała zarządzać procesem pokojowym i odbudową Strefy Gazy, w jej statucie nie ma ani słowa o tym terytorium. Dodatkowo, członkostwo jest płatne – by zostać stałym członkiem, trzeba zapłacić miliard dolarów.
Ta kwota nie zraziła postaci, które uznawane są przez europejskich przywódców co najmniej za kontrowersyjne. Zaproszenie od Donalda Trumpa przyjęli m.in. Benjamin Netanjahu oraz Aleksander Łukaszenka. Ten ostatni poinformował na Telegramie: „W imieniu Republiki Białorusi Prezydent podpisał dokument o przystąpieniu Białorusi do Rady Pokoju i wdrożeniu postanowień Karty Rady Pokoju. Jest to w pełni zgodne z ustaloną procedurą, określoną w liście prezydenta USA Donalda Trumpa”.
Duże kontrowersje wzbudza także przyjęcie zaproszenia przez Władimira Putina. Jak podaje Reuters, Kreml szybko skomentował, że zaproszenie wciąż jest rozpatrywane.
Jak przekazują media, zaproszenie przyjęli przywódcy m.in. Maroka, Wietnamu, Węgier, Białorusi, Argentyny, Egiptu, Izraela, Turcji, Pakistanu, Azerbejdżanu i Bahrajnu.
Donald Trump ma być głową całego projektu – w statucie figuruje jako inauguracyjny prezes Rady, a wybór ewentualnego zastępcy pozostaje w jego gestii.
Trump: "Tutaj naprawdę lubię wszystkich"
Na przemówieniu Donald Trump powiedział m.in. że pracuje on nad pokojem w Ukrainie.
„Gdybym ja był prezydentem, to nigdy by do tej wojny nie doszło” - stwierdził.
Powiedział też, że przywódcy, którzy zasiądą w Radzie, dążą do pokoju.
"To są moi przyjaciele" - mówił, wskazując, na przedstawicieli państw. - "Muszę się jeszcze raz przyjrzeć Zwykle mam dwóch lub trzech, których nie znoszę. Ale tutaj naprawdę lubię wszystkich".
Trump pochwalił się także schwytaniem Maduro oraz osiągnięciem "sukcesu w Strefie Gazy". Wskazał również, że "ONZ ma olbrzymi potencjał, ale go nie wykorzystuje". Po zakończonym przemówienie złożył podpis pod dokumentem założycielskim.