Minister spraw zagranicznych Iranu nie weźmie udziału w szwajcarskim szczycie w Davos w tym tygodniu, jak poinformowało w poniedziałek Światowe Forum Ekonomiczne. Araghchi miał pojawić się na scenie Davos we wtorek.
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi nie weźmie udziału w szwajcarskim szczycie w Davos w tym tygodniu, poinformowało w poniedziałek Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). Podkreślono, że jego udział nie byłby "właściwy" po niedawnym śmiertelnym stłumieniu demonstracji.
Araghchi miał przemawiać w Davos we wtorek w porze lunchu, w osobistej rozmowie jeden na jednego.
"Irański minister spraw zagranicznych nie weźmie udziału w Davos" - podało WEF w poście na X. "Chociaż został zaproszony jesienią ubiegłego roku, tragiczna śmierć cywilów w Iranie w ciągu ostatnich kilku tygodni oznacza, że irański rząd nie powinien być reprezentowany w Davos w tym roku" - dodali organizatorzy szczytu.
Dyrektor zarządzający WEF Mirek Dušek potwierdził Euronews w poniedziałek, że Araghchi został zaproszony "jakiś czas temu".
Dušek powiedział we flagowym porannym programie Euronews Europe Today, że od poniedziałku rano WEF "nie miał sesji z nim w programie".
Amerykański senator Lindsey Graham był jednym z kilku głosów, które skrytykowały możliwość udziału irańskiego ministra spraw zagranicznych w dorocznym spotkaniu WEF.
"Do osób odpowiedzialnych za te programy, co wy sobie do cholery myślicie? Nie przychodzi mi do głowy gorsza wiadomość dla protestujących" - napisał Graham w poście na X.
"Jestem pewien, że zaproszenie irańskiego ministra spraw zagranicznych do udziału w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos podniesie morale protestujących, którzy umierają na ulicach, aby uzyskać wolności i swobody, które Europa uważa za oczywiste - a może nie" - podkreślił.
"Zaproszenie irańskiego ministra spraw zagranicznych na przemówienie byłoby podobne do zaproszenia Hitlera na światowe wydarzenie po Nocy Kryształowej. Ta decyzja nadaje głuchemu tonowi nowe znaczenie. Niech Bóg błogosławi protestujących. Niech protestują dalej. Niech Iran znów będzie wielki".
Tymczasem oczekuje się, że prezydent USA Donald Trump pojawi się w Davos po raz pierwszy od sześciu lat, zabierając ze sobą największą w historii delegację Waszyngtonu na wydarzenie w szwajcarskich Alpach.
Amerykańska agencja Human Rights Activists News Agency podała w niedzielę liczbę ofiar śmiertelnych na około 3919 osób i ostrzega jednocześnie, że prawdopodobnie będzie ona wyższa.
Liczba ofiar śmiertelnych przewyższa liczbę ofiar jakichkolwiek innych protestów lub niepokojów w Iranie od dziesięcioleci i przypomina chaos towarzyszący rewolucji islamskiej z 1979 roku.
Osoby z Iranu powiedziały Euronews, że utrzymują się obawy, iż liczba ofiar śmiertelnych może sięgnąć nawet 15 tysięcy osób.
Wszystkie oczy na Iran
W weekend Trump wezwał do zakończenia 37-letnich rządów ajatollaha Alego Chameneiego w Iranie.
"Nadszedł czas, aby poszukać nowego przywództwa w Iranie" - powiedział Trump wśród spekulacji na temat możliwej operacji wojskowej w regionie z udziałem sił USA i Izraela.
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian zareagował, mówiąc, że jakikolwiek atak na najwyższego przywódcę kraju oznaczałby wypowiedzenie wojny.
"Atak na wielkiego przywódcę naszego kraju jest równoznaczny z wojną na pełną skalę z narodem irańskim" - przekazał Pezeszkian w poście na X.
Trump ogłosił również 25-procentowe cło na kraje prowadzące interesy z Teheranem, w szczególności wymierzone w partnerów handlowych Republiki Islamskiej, oprócz istniejących sankcji.
Prezydent USA nie podjął jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej interwencji wojskowej.
W ubiegłym tygodniu Trump wielokrotnie groził Teheranowi interwencją wojskową, obiecując pomoc i wsparcie protestującym.
W zeszły wtorek wezwał ludzi do kontynuowania protestów i "przejęcia instytucji", mówiąc, że "pomoc jest w drodze".
Chociaż amerykański personel został przeniesiony z baz lotniczych w regionie w związku z obawami o bezpośrednią konfrontację między USA a Iranem, Trump nie przystąpił do interwencji wojskowej, mówiąc, że został poinformowany, że zabójstwa ustały.
Chamenei wielokrotnie oskarżał Trumpa i Waszyngton o podsycanie niepokojów w Iranie w stale zaostrzającej się wojnie słownej.