Śledczy nadal identyfikują ofiary śmiertelnego pożaru w barze Le Constellation w Crans-Montana, w którym zginęło co najmniej 40 osób, a 115 zostało rannych podczas obchodów Nowego Roku.
Śledczy kontynuowali w piątek swoje wysiłki w celu zidentyfikowania ofiar pożaru, który wybuchł w barze w szwajcarskim alpejskim mieście Crans-Montana, zamieniając obchody Nowego Roku w jedną z największych tragedii w kraju.
Nie jest jeszcze jasne, co wywołało pożar w Le Constellation, który zabił co najmniej 40 osób i ranił około 115 innych.
Prezydent Szwajcarii Guy Parmelin, który przejął władzę w czwartek, nazwał pożar "katastrofą o bezprecedensowych, przerażających rozmiarach" i ogłosił, że flagi będą powiewać do połowy masztu przez pięć dni.
"Za tymi liczbami kryją się twarze, nazwiska, rodziny, życie brutalnie skrócone, całkowicie przerwane lub na zawsze zmienione" - powiedział Parmelin na konferencji prasowej.
Szwajcarskie władze ostrzegły, że zidentyfikowanie wszystkich, którzy zginęli, może zająć kilka dni, a nawet tygodni, co będzie ciężkie dla rodzin i przyjaciół.
"Biorąc pod uwagę międzynarodowy charakter kurortu Crans, możemy spodziewać się, że wśród ofiar będą obcokrajowcy" - powiedział komendant lokalnej policji Frederic Gisler.
Dokładna liczba osób, które znajdowały się w barze, gdy stanął on w płomieniach, pozostaje niejasna, a policja nie określiła, ile osób nadal uznaje się za zaginione.
Le Constellation mógł pomieścić 300 osób, plus kolejne 40 osób na tarasie, według strony internetowej Crans-Montana.
"Próbowaliśmy dotrzeć do naszych przyjaciół. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć i opublikowaliśmy je na Instagramie, Facebooku, wszystkich możliwych portalach społecznościowych, aby spróbować ich znaleźć", powiedziała Eleonore, 17 lat. "Ale nic się nie dzieje. Żadnej odpowiedzi".
"Nawet rodzice [nic - red.] nie wiedzą" - dodała.
Wyrazy współczucia dla rodzin i bliskich ofiar złożył we wpisie na X w piątek Donald Tusk. Premier zapewnił, że "Szwajcaria i kanton Valais mogą liczyć na polską solidarność" oraz zaoferował opiekę medyczną poszkodowanym, w polskich szpitalach.
Władze nie chcą spekulacji na temat przyczyny pożaru
Pożar wybuchł około 1:30 w czwartek w Le Constellation, barze popularnym wśród młodych turystów.
"Myśleliśmy, że to tylko mały pożar - ale kiedy tam dotarliśmy, to była wojna" - powiedział Mathys z sąsiedniego Chermignon-d'en-Bas. "To jedyne słowo, jakiego mogę użyć, by to opisać: apokalipsa".
Nathan, który był w barze przed wybuchem pożaru, widział poparzonych ludzi wychodzących z budynku.
"Prosili o pomoc, wołali o pomoc" - powiedział.
Władze odmówiły spekulacji na temat przyczyn tragedii, mówiąc jedynie, że nie był to atak.
Kilka relacji świadków, nadawanych przez szwajcarskie, francuskie i włoskie media, wskazywało na iskierki najwyraźniej zamontowane na butelkach szampana i trzymane w górze przez personel restauracji w ramach regularnego "pokazu" dla klientów, którzy składali specjalne zamówienia przy swoich stolikach.
Były tam "kelnerki z butelkami szampana i małymi zimnymi ogniami. Podeszły zbyt blisko sufitu i nagle wszystko się zapaliło", powiedział Axel, świadek zdarzenia, włoskim mediom Local Team.
Główna prokurator kantonu Beatrice Pilloud powiedziała, że śledczy zbadają, czy bar spełniał normy bezpieczeństwa i miał wymaganą liczbę wyjść.
Kraje sąsiednie oferują pomoc
Czerwono-biała taśma ostrzegawcza, kwiaty i znicze ozdobiły ulicę, na której doszło do tragedii, a policja osłoniła miejsce białymi parawanami.
Po zapełnieniu się oddziałów ratunkowych w lokalnych szpitalach, wielu rannych zostało przetransportowanych przez Szwajcarię i do sąsiednich krajów.
Unia Europejska poinformowała, że jest w kontakcie z władzami Szwajcarii w sprawie zapewnienia pomocy medycznej, podczas gdy prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że niektórzy ranni są pod opieką francuskich szpitali.
Włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani powiedział włoskiemu nadawcy Rete 4, że około 15 Włochów zostało rannych w pożarze, a podobna liczba pozostaje zaginiona.
Francuskie ministerstwo spraw zagranicznych podało, że wśród rannych znalazło się dziewięciu obywateli Francji, a ośmiu innych pozostaje nieznanych.
Wiele źródeł poinformowało media, że właściciele baru to obywatele Francji: para pochodząca z Korsyki, która ma być bezpieczna, ale od czasu tragedii jest nieosiągalna.