Wybory do czeskiego Senatu przyniosły Andrejowi Babišowi pierwsze ostrzeżenie od powrotu do władzy. Choć ANO pozostaje najpopularniejszym ugrupowaniem, żaden z jego kandydatów nie zdobył mandatu w pierwszej turze. O wszystkim rozstrzygnie druga runda.
Ruch ANO premiera Czech Andreja Babiša stanął w weekend przed poważnym sprawdzianem. Pierwsza tura wyborów do Senatu oraz wybory samorządowe były postrzegane jako test popularności szefa rządu i jego ugrupowania.
Czesi głosowali w piątek i sobotę, wybierając przedstawicieli władz lokalnych oraz jedną trzecią składu Senatu. Jak poinformował Czeski Urząd Statystyczny, o 27 mandatów senatorskich ubiegało się 154 kandydatów.
"W pierwszej turze wybrano pięciu senatorów, co oznacza wyrównanie historycznego rekordu z 2024 roku" – poinformowała pierwsza zastępczyni szefowej urzędu Eva Krumpová.
Żaden z pięciu kandydatów, którzy zdobyli mandat już w pierwszej turze, nie reprezentował jednak ruchu ANO.
W drugiej turze do obsadzenia pozostają 22 mandaty senatorskie. Do dogrywki zakwalifikowało się 13 kandydatów ANO, którzy zmierzą się z 26 rywalami reprezentującymi partie i komitety prozachodniej opozycji. W wielu okręgach ugrupowania opozycyjne połączyły siły, tworząc szerokie koalicje.
W wyborach samorządowych, zgodnie z przewidywaniami, większość mandatów zdobywali kandydaci niezależni oraz komitety wyborcze. ANO zwyciężyło w sześciu stolicach regionów.
Andrej Babiš, który po raz pierwszy pełnił funkcję premiera w latach 2017–2021, powrócił do władzy po zdecydowanym zwycięstwie ANO w wyborach parlamentarnych w październiku 2025 roku. Ugrupowanie, które wciąż pozostaje najpopularniejszą partią w kraju, utworzyło nacjonalistyczną koalicję rządową z partiami Kierowcy Sami Sobie (AUTO) oraz Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD).
Babiš, miliarder i populistyczny polityk, założyciel koncernu spożywczo-chemicznego Agrofert, od objęcia urzędu ograniczył zaangażowanie swojego rządu w pomoc dla Ukrainy. ANO prowadziło kampanię pod hasłem skupienia się przede wszystkim na problemach wewnętrznych, takich jak ceny energii, emerytury i mieszkalnictwo. Ugrupowanie liczyło na niezadowolenie wyborców przekonanych, że na pomoc dla Kijowa przeznaczane jest zbyt dużo publicznych pieniędzy.
Prezydent Czech Petr Pavel pozostaje jednak zdecydowanym zwolennikiem dalszego wspierania Ukrainy, podobnie jak partie opozycyjne.
Na początku października Babiš przetrwał również głosowanie nad wotum nieufności dla jego rządu, związane m.in. z rosnącym deficytem budżetowym kraju.