Co najmniej cztery osoby zginęły, setki tysięcy odbiorców straciły prąd, a silny wiatr zrywał dachy i powalał drzewa. Huragan Isaias, który osłabł już do poziomu cyklonu pozatropikalnego, przyniósł na południowy wschód USA ulewne deszcze, powodzie i zagrożenie tornadami.
Co najmniej cztery osoby zginęły od piątku, kiedy huragan Isaias uderzył w ląd jako huragan 2. kategorii – poinformowały władze. Synoptycy ostrzegają przed powodziami i tornadami, ponieważ żywioł przesuwa się dalej w głąb kraju.
Isaias, który osłabł już do poziomu pozatropikalnego cyklonu, dotarł w piątkowy wieczór w rejon miasta Destin na Florydzie. Przyniósł wiatr wiejący z prędkością do 105 mil na godzinę (około 169 km/h), uderzając w tzw. panhandle, czyli północno-zachodnią część stanu.
Dotychczas potwierdzono cztery zgony związane z przejściem burzy – dwa w hrabstwie Escambia na Florydzie oraz dwa w Alabamie – podały amerykańskie media.
Krajowe Centrum ds. Huraganów (NHC) poinformowało w sobotę wieczorem, że w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych w nocy nadal spodziewane są intensywne opady deszczu. Ostrzegło również przed możliwością wystąpienia gwałtownych powodzi, w tym powodzi miejskich, oraz silnego wiatru.
„Fale wywołane przez Isaiasa w ten weekend nadal będą uderzać w znaczną część wybrzeża Zatoki Meksykańskiej w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i zachodniej Kubie” – napisano w komunikacie. „Fale te mogą powodować zagrażające życiu wysokie fale przybojowe oraz silne prądy wsteczne”.
Centrum ostrzegło także przed możliwością wystąpienia tornad we wschodniej Georgii oraz w Karolinie Północnej i Karolinie Południowej.
Gubernator Florydy Ron DeSantis poinformował w sobotę, że ponad 430 tys. odbiorców w stanie nadal pozostaje bez prądu.
Według danych serwisu PowerOutage.com we wczesnych godzinach porannych w niedzielę liczba ta spadła do około 323 tys. Przerwy w dostawach energii dotknęły również mieszkańców innych stanów – ponad 80 tys. odbiorców w Alabamie, ponad 11 tys. w Georgii i około 11 tys. w Karolinie Północnej.
DeSantis podkreślił, że na Florydzie największe szkody spowodował silny wiatr. Powalał drzewa, uszkadzał budynki i rozrzucał gruzy.
W mediach społecznościowych pojawiają się nagrania pokazujące ulewne deszcze oraz rozległe zniszczenia. Na części uszkodzonych budynków wiatr zerwał dachy.