Iran odrzuca możliwość, by USA narzucały warunki zakończenia konfliktu. Teheran podkreśla, że przyszłe decyzje podejmie samodzielnie, mimo trwających wysiłków dyplomatycznych.
Iran zapowiedział, że nie pozwoli Stanom Zjednoczonym samodzielnie decydować o przebiegu konfliktu - od momentu rozpoczęcia działań wojennych po ewentualne zawarcie pokoju.
Deklaracja Teheranu pojawiła się w czasie, gdy cztery kolejne noce bez nowych starć zwiększyły nadzieje na utrzymanie tymczasowego porozumienia wypracowywanego przy udziale Kataru i Pakistanu.
"Nie pozwolimy Stanom Zjednoczonym decydować o tym, kiedy będzie wojna, a kiedy pokój" - powiedział rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmaeil Baghaei podczas poniedziałkowego briefingu.
Przedstawiciel irańskich władz podkreślił, że wszelkie decyzje dotyczące przyszłych rozmów będą podejmowane wyłącznie zgodnie z interesem narodowym Iranu.
Zapowiedział również, że Teheran będzie kontynuował działania obronne "tak długo, jak będzie to konieczne".
Baghaei w rozmowie z austriacką telewizją ORF przyznał, że kanały komunikacji między Iranem a USA nadal funkcjonują.
Jego zdaniem amerykańskie działania wojskowe doprowadziły jednak do zniszczenia warunków, które mogłyby umożliwić prowadzenie poważnych negocjacji.
Według Teheranu najważniejszym zadaniem pozostaje obecnie ochrona suwerenności państwa oraz jego integralności terytorialnej.
Trump twierdzi, że Iran chce rozmów
Prezydent USA Donald Trump przekazał, że Iran miał zwrócić się o rozpoczęcie rozmów zarówno poprzez pośredników, jak i bezpośrednimi kanałami.
Jego zdaniem presja militarna skłoniła Teheran do ponownego rozważenia stanowiska.
"Prowadzimy z Iranem głębokie rozmowy. Jeżeli zakończą się fiaskiem, wrócimy do szeroko zakrojonej operacji wojskowej" - powiedział Trump.
Amerykański przywódca zaznaczył, że zgodził się na dalsze działania dyplomatyczne po apelach mediatorów, jednak nie zamierza prowadzić negocjacji bezterminowo.
"Mam mnóstwo czasu" - stwierdził Trump, dodając, że Iran "dostał mocno po głowie" w ostatnich dwóch tygodniach.
Ormuz pozostaje kluczowym punktem konfliktu
Największym wyzwaniem dla dyplomacji pozostaje kwestia cieśniny Ormuz - jednego z najważniejszych szlaków transportu energii na świecie.
Iran poinformował, że prowadzi rozmowy z Omanem dotyczące zasad funkcjonowania tego akwenu.
Teheran podkreśla jednak, że negocjacje mają charakter wyłącznie dwustronny i nie obejmują Stanów Zjednoczonych.
"Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta" – oświadczył Baghaei.
Irańskie władze utrzymują, że mają prawo kontrolować ruch w cieśninie i określać zasady tranzytu.
Stany Zjednoczone oraz państwa Zatoki Perskiej odrzucają tę interpretację, wskazując na przepisy międzynarodowego prawa morskiego zawarte w Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS).
Iran podpisał konwencję, ale nigdy nie zakończył procesu jej ratyfikacji.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował, że przechwycił sześć jednostek próbujących przepłynąć trasami, które nie zostały zaakceptowane przez irańskie władze.
Według komunikatu statki zawrócono po oddaniu przez irańskie siły strzałów ostrzegawczych.
Irańskie Centralne Dowództwo Khatam al-Anbiya oskarżyło USA o prowadzenie nielegalnej blokady morskiej i wywieranie presji na statki handlowe oraz tankowce znajdujące się w rejonie irańskich wód terytorialnych.
Strona amerykańska przedstawiła inną wersję wydarzeń.
CENTCOM poinformował, że 17 statków handlowych skierowano na alternatywne trasy, dwie jednostki zatrzymano, a na pokład kolejnych dwóch przeprowadzono wejścia kontrolne w związku z obowiązującymi ograniczeniami żeglugowymi.
Rynki reagują na ograniczenie walk
Zmniejszenie intensywności działań wojskowych szybko znalazło odzwierciedlenie na światowych rynkach energii.
Ceny ropy Brent spadły po wcześniejszych wzrostach, gdy inwestorzy obawiali się zakłóceń dostaw przez Zatokę Perską.
Przez cieśninę Ormuz przed jej faktycznym zamknięciem po rozpoczęciu wojny 28 lutego przepływała około jedna piąta światowego handlu ropą i gazem.
Z tego powodu każdy kryzys wokół tego akwenu natychmiast wpływa na globalne ceny energii.
Iran mierzy się z kryzysem gospodarczym
Pomimo ograniczenia działań wojennych sytuacja wewnętrzna Iranu pozostaje trudna.
Kraj zmaga się z wysoką inflacją, problemami z dostawami energii elektrycznej, zakłóceniami w dystrybucji paliw oraz spadkiem poziomu życia mieszkańców.
Materiały przygotowane przez Euronews po persku pokazują, że wzrost cen zmusza wiele rodzin do rezygnacji z części podstawowych wydatków.
Leila, 42-letnia tłumaczka mieszkająca w zachodnim Teheranie wraz z matką, powiedziała, że coraz więcej gospodarstw domowych ogranicza zakup produktów, które wcześniej były częścią codziennej diety.
"Rzeczywistość jest taka, że dochody wielu rodzin nie nadążają za inflacją. Po opłaceniu czynszu, chleba, ryżu, mięsa i nabiału jesteśmy zmuszeni ograniczać zakup takich produktów jak owoce, choć są one ważne" - powiedziała.
Emerytowany mieszkaniec Teheranu Mohammad Bagher ocenił, że jego rodzina kupuje obecnie około 70 procent mniej owoców niż w poprzednich latach, mimo że otrzymuje stosunkowo wysokie świadczenie emerytalne.
Huti rozszerzają napięcia w regionie
Kryzys irańsko-amerykański wpływa również na sytuację na Bliskim Wschodzie.
Wspierany przez Iran ruch Huti zwiększył liczbę ataków na saudyjską infrastrukturę naftową oraz statki przepływające przez Morze Czerwone.
Najnowsze uderzenia miały dotyczyć obiektów w rejonach Dżizanu i Janbu.
Arabia Saudyjska odpowiedziała nalotami na cele w Jemenie.
Ruch statków przez cieśninę Bab al-Mandeb, przez którą przepływa około 12 procent światowego handlu morskiego, wyraźnie spowolnił.
Armatorzy i ubezpieczyciele ponownie oceniają ryzyko związane z transportem w tym regionie.
Napięcia utrzymują się mimo porozumienia USA z Hutimi z maja 2025 roku, które zakładało zaprzestanie ataków na jednostki powiązane ze Stanami Zjednoczonymi.
Ustalenia te nie zatrzymały jednak działań wymierzonych w cele saudyjskie oraz obiekty innych państw Zatoki Perskiej.
Donald Trump poinformował, że USA obecnie nie prowadzą operacji przeciwko Hutim. Ostrzegł jednak, że Waszyngton może odpowiedzieć, jeśli ugrupowanie ponownie stanie się "problemem".