Prezydent USA Donald Trump zarządził blokadę morską cieśniny Ormuz po tym, jak rozmowy z Iranem w Islamabadzie zakończyły się bez porozumienia. Posunięcie to zwiększa presję, ponieważ obie strony obwiniają się nawzajem. Tymczasem Pakistan wzywa do powściągliwości.
Długi dzień dyplomacji zakończył się gwałtownym zwrotem wydarzeń.
Zaledwie kilka godzin po załamaniu rozmów w Islamabadzie prezydent USA Donald Trump ogłosił, że amerykańska marynarka wojenna „natychmiast” rozpocznie blokadę cieśniny Ormuz - jednego z najważniejszych szlaków żeglugowych na świecie.
„Poinstruowałem naszą marynarkę wojenną, aby identyfikowała i zatrzymywała każdy statek na wodach międzynarodowych, który uiścił opłatę na rzecz Iranu” - napisał Trump w serwisie Truth Social. - „Nikt, kto płaci nielegalne myto, nie będzie miał zapewnionego bezpiecznego przejścia” - dodał.
Zaznaczył również, że Stany Zjednoczone są gotowe na dalszą eskalację, jeśli zajdzie taka potrzeba, mówiąc o gotowości do działania „we właściwym momencie”. Ponownie wskazał przy tym na irańskie ambicje nuklearne jako główne źródło napięć.
Świat uważnie śledził rozmowy, jednak w Islamabadzie nie udało się osiągnąć przełomu. Mimo braku porozumienia nie doszło jednak do całkowitego załamania negocjacji.
Po 21 godzinach rozmów na wysokim szczeblu delegacje Stanów Zjednoczonych i Iranu opuściły stół negocjacyjny bez konkretnych rezultatów. Przedstawiciele wszystkich stron szybko zaczęli kształtować narrację i sygnalizować możliwe dalsze kroki.
Wiceprezydent USA J.D. Vance ocenił wynik jako dowód na to, że Iran nie spełnił jasno określonych warunków.
„Zła wiadomość jest taka, że nie osiągnęliśmy porozumienia” - powiedział. - „Przedstawiliśmy bardzo jasno nasze czerwone linie, a oni zdecydowali się nie zaakceptować naszych warunków” - dodał.
Jak podkreślił, kluczową kwestią pozostaje dla Waszyngtonu uzyskanie długoterminowej gwarancji, że Iran nie będzie dążył do pozyskania broni jądrowej.
„Musimy zobaczyć zobowiązanie, że Iran nie będzie dążył do posiadania broni nuklearnej. Tego jeszcze nie widzieliśmy” - zaznaczył.
Vance dodał również, że Stany Zjednoczone przedstawiły swoją „ostateczną i najlepszą ofertę”, pozostawiając Teheranowi decyzję o jej przyjęciu. Publiczna reakcja Iranu była przy tym bardziej złożona i wielowarstwowa.
Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Esmail Baghaei, przyznał, że w części obszarów udało się osiągnąć postęp, jednocześnie wskazując na nadal istniejące rozbieżności.
„W niektórych kwestiach faktycznie osiągnęliśmy wzajemne zrozumienie, ale w dwóch lub trzech istotnych sprawach pozostała luka i ostatecznie rozmowy nie zakończyły się porozumieniem” - powiedział.
Dodał, że negocjacje stały się bardziej złożone wraz z pojawieniem się nowych tematów, w tym kwestii cieśniny Ormuz oraz szerszej dynamiki regionalnej.
Bardziej stanowcze przesłanie polityczne przedstawił jednak Mohammad Bagher Ghalibaf, który przewodził irańskiej delegacji negocjacyjnej.
W serii wpisów na platformie X Mohammad Bagher Ghalibaf podkreślił, że Iran przystąpił do rozmów „w dobrej wierze i z wolą porozumienia”, jednocześnie obciążając Stany Zjednoczone odpowiedzialnością za brak zaufania między stronami.
„Nadszedł czas, aby USA zdecydowały, czy mogą zdobyć nasze zaufanie, czy nie” - napisał.
Nie wdawał się w szczegóły, ale irańskie media państwowe wskazały na znane punkty sporne, w tym program nuklearny Teheranu i kontrolę nad tranzytem przez cieśninę Ormuz.
Komentarze podkreślają kluczową dynamikę. Iran nie tylko negocjuje warunki. Kwestionuje również intencje.
Pakistan, który był gospodarzem rozmów, wezwał obie strony do kontynuowania zaangażowania i utrzymania dialogu.
„Konieczne jest, aby strony nadal podtrzymywały swoje zobowiązanie do zawieszenia broni” - powiedział wicepremier i minister spraw zagranicznych Pakistanu Ishaq Dar.
„Pakistan będzie nadal ułatwiać dialog i zaangażowanie w nadchodzących dniach” - zapewnił.