Tuż przed wyborami landowymi w Saksonii-Anhalcie AfD zabiega o głosy. Zwolennicy liczą na zwrot polityczny, przeciwnicy ostrzegają przed skutkami jej sukcesu. Na wieczór wyborczy zapowiedziano protesty.
Na Starym Rynku w Magdeburgu zgromadził się spory tłum. Około 20 działaczy partii i osób zainteresowanych rozmawia przy stoisku o skrajnie prawicowej AfD w Saksonii-Anhalcie. Rozdawane są ulotki, długopisy i gazety.
Jedni od dawna są głęboko przekonani do programu politycznego partii. Widzą w niej swego rodzaju zbawienie dla kraju związkowego i całych Niemiec. Dla innych to tylko jedna z wielu opcji na karcie do głosowania: około 26 proc. wyborców w Saksonii-Anhalcie wciąż nie wie, przy kim dziś postawi krzyżyk. Pokazuje to najnowszy sondaż ZDF-Politbarometer.
Od kwietnia Ramona Vogel jest członkinią AfD, „z przekonania dla Niemiec”. Pochodzi z Uckermarku w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, ale od dawna mieszka w Saksonii-Anhalcie. Jest przekonana, że AfD poprawi tu jakość życia – przede wszystkim „zadba o to, by więcej robić dla naszych emerytów, dla naszej młodzieży”. „Kocham Niemcy” – mówi Vogel.
Inny członek partii, związany z nią już od 2014 roku, mówi Euronews: „Chodzi po prostu o to, że ci ludzie, którzy gwałcą kobiety albo dokonują zamachów, muszą stąd wyjechać. Wiemy, że pojawią się problemy prawne, ale na pewno znajdziemy na to rozwiązanie” – twierdzi mężczyzna. „Jeśli wynik wyborów będzie korzystny dla innych, przeniesiemy się do innego kraju związkowego”. Nie chce podać nazwiska, podobnie jak wielu zwolenników AfD, z którymi rozmawiamy w Magdeburgu.
Do stoiska wyborczego przyjechali nawet ludzie z Nadrenii Północnej-Westfalii. Żadna droga nie jest dla nich za długa, by wesprzeć swoją partię. Na miejscu promowanych jest kilku polityków, w tym Christian Mertens. AfD-owski poseł do landtagu z Magdeburga stara się przy stoisku pokazać, że jest blisko obywateli. Na ostatniej prostej chce tu jeszcze przekonać wyborców do swojego programu.
Specjalne klasy dla dzieci uchodźców, koniec inkluzji
„W gruncie rzeczy chodzi o to, by znów skierować państwo we właściwą stronę” – wyjaśnia Mertens w rozmowie z Euronews. Państwo ma móc zadbać o swoich obywateli, a jednocześnie nie być zbyt opresyjne. Przy rządzie landowym AfD policja miałaby „świadomość, że ma polityczne wsparcie dla działań, które czasem są po prostu konieczne”. Partia chce też przyjrzeć się obsadzie stanowisk sędziowskich.
W programie na wybory do landtagu AfD zapowiada ponadto „rozpoczęcie ofensywy deportacyjnej i remigracyjnej”. Ma być ona „absolutnie konieczna”.
W perspektywie AfD planuje gruntowną przebudowę systemu edukacji w Saksonii-Anhalcie. Dla dzieci uchodźców miałyby powstać „specjalne klasy”, także dla tych, których rodzice nie mają obowiązku wyjazdu z Niemiec. Uczyć mieliby je „w miarę możliwości również nauczyciele wywodzący się ze środowiska uchodźców”. W ten sposób „nasze dzieci” miałyby być wolne „od rozmaitych obciążeń, jakie pojawiają się przy wspólnej nauce z dziećmi z zupełnie obcych kultur”.
Edukację włączającą, czyli możliwość nauki dzieci z niepełnosprawnościami w zwykłych szkołach, partia określa w swoim programie jako „nieudany eksperyment, który trzeba zakończyć”. Mertens w pełni to popiera. Według niego najlepiej wspierać uczniów tam, „gdzie klasy są możliwie homogeniczne”, czyli jak najbardziej jednolite. „Im bardziej są zróżnicowane, tym trudniej utrzymać postępy w nauce.” Obecnie około 5000 dzieci z niepełnosprawnościami uczy się w Saksonii-Anhalcie w szkołach ogólnodostępnych.
Zdaniem AfD w przyszłości powinny być nauczane wyłącznie w szkołach specjalnych. To postulaty, które eksperci, tacy jak Conny Melzer, oceniają krytycznie. Melzer jest profesorką edukacji włączającej na Uniwersytecie w Lipsku. „Powinniśmy się zastanowić, co właściwie jeszcze przemawia za szkołami specjalnymi” – powiedziała w rozmowie z MDR. Oprócz obowiązku prawnego istnieją, wynikające z Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, jednoznaczne dane naukowe, które przemawiają za edukacją włączającą.
Mertens nie wyobraża sobie też „mieszania” w innym miejscu – w rządzie landowym. Jak mówi poseł do landtagu, AfD nie może tworzyć koalicji z żadną inną partią. Inaczej doszłoby do rozwodnienia jej programu. Zasada brzmi: lepiej w opozycji niż w koalicji.
Od 2021 roku aż do jej rozwiązania Mertens był przewodniczącym Młodej Alternatywy Saksonia-Anhalt – młodzieżówki AfD, którą landowy Urząd Ochrony Konstytucji, podlegający kierowanemu przez CDU ministerstwu spraw wewnętrznych, uznał za jednoznacznie skrajnie prawicową. Niedawno pojawił się w mediach, ponieważ razem z posłem AfD do landtagu Janem Moldenhauerem miał prowadzić rzekome biuro okręgowe, które jednak w ogóle nie było wykorzystywane – wynika z ustaleń „Tagesschau”.
„Upadek Niemiec”?
Kilkaset metrów dalej wszystko to budzi poważny niepokój. Od ponad 20 dni Bernhard Weitzel pojawia się w różnych miastach Saksonii-Anhalt. Dziś stoi w centrum Magdeburga. Emerytowany nauczyciel z Kolonii wydrukował na dużej tablicy długą listę wypowiedzi współprzewodniczącej AfD Alice Weidel. Obok umieścił własny komentarz – pod nagłówkiem „Upadek Niemiec”. Stara się rozmawiać z sympatykami AfD i wyborcami niezdecydowanymi.
„To nie jest tak, że ktoś mówi: właśnie mnie pan przekonał, jeszcze dziesięć minut temu głosowałem na AfD, a teraz wybiorę Zielonych albo Lewicę” – opowiada Weitzel. „Ale mam jednak wrażenie, że niektórzy zaczynają się zastanawiać. Dlatego uważam, że to ma sens. Chodzi też o przełamanie monopolu na opinię, który kształtuje się w przestrzeni publicznej.” Jest przekonany, że partia jest „absolutną katastrofą dla naszego kraju”.
Zainteresowanie jest duże. Co chwilę podchodzą do Weitzela przechodnie – kobiety i mężczyźni, akademicy, młodsi i starsi. Jedni okazują mu poparcie, inni chcą dyskutować. Tak jak młody mężczyzna, który prosi o zachowanie anonimowości. „Liczyłbym na to, że AfD zdobędzie większość. Także po to, by mogła wreszcie pokazać, czy naprawdę potrafi rządzić”.
Obecnie poparcie dla AfD w Saksonii-Anhalcie sięga 41 proc. To jeden z najwyższych wyników sondażowych tej partii w Niemczech. CDU ma 23 proc., a Lewica 11,5 proc.
Możliwe protesty i zamieszki
Niezdecydowani wyborcy mogą w Saksonii-Anhalcie przechylić szalę. Politolog Werner Krause tłumaczył ostatnio w „Tagesspiegelu”: „Aktualne wyniki sondaży AfD mogą dać niezdecydowanym sygnał: możecie sprawić, że ta partia osiągnie historyczny rezultat. Równie dobrze może zadziałać mechanizm odwrotny – ludzie podejmą decyzję na rzecz konkretnej partii właśnie po to, by temu wynikowi zapobiec”.
Policja w Saksonii-Anhalcie przygotowuje się na poważne zamieszki w związku z wyborami do landtagu. Wynika to z poufnych dokumentów, do których dotarła „Die Welt”. Zgodnie z nimi w razie zwycięstwa AfD władze liczą się z lewicowymi, skrajnie radykalnymi protestami, włącznie z ewentualnym szturmem na landtag w Magdeburgu.
Jeśli poparcie dla AfD okaże się niższe od oczekiwań, zgodnie z tymi materiałami może dojść do zgromadzeń skrajnie prawicowych ugrupowań, które mogą próbować zajmować budynki państwowe lub biura partyjne.
Szczególną uwagę służby kierują na Magdeburg, Halle, Dessau-Roßlau oraz Halberstadt. Na miejscu działają oddziały specjalne, pirotechnicy i jednostki odpowiedzialne za zwalczanie dronów.