Loader
Śledź nas
Reklama

770 mln euro znika z unijnej puli dla Rumunii. Partie nie zdążyły z reformą

Ilie Bolojan jest pełniącym obowiązki premiera Rumunii od maja 2026 roku, po upadku jego rządu.
Ilie Bolojan od maja 2026 jest tymczasowym premierem Rumunii, po upadku swojego rządu. Prawo autorskie  Copyright 2025 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2025 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Vincenzo Genovese
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Rumunia może stracić co najmniej 770 mln euro z funduszy UE. Powód? Polityczny impas, przez który Bukareszt nie zdołał na czas przyjąć kluczowej reformy wynagrodzeń w sektorze publicznym. To kolejny cios w unijne pieniądze dla kraju.

Główne partie polityczne nie zdołały porozumieć się w sprawie nowej ustawy o wynagrodzeniach w sektorze publicznym przed upływem terminu 31 sierpnia na zakończenie reform powiązanych z Krajowym Planem Odbudowy i Zwiększania Odporności.

REKLAMA
REKLAMA

Według źródeł unijnych niedotrzymanie terminu będzie kosztować Rumunię około 770 mln euro. Kwota ta zostanie potrącona z 8,44 mld euro funduszy unijnych, które wciąż pozostają do wypłaty w ramach rumuńskiego planu. Oznacza to utratę około 40 proc. z pozostałej puli środków, przy całkowitej wartości planu wynoszącej 21,41 mld euro.

Ostateczna wysokość straty zostanie ustalona podczas oceny przez Komisję Europejską ostatniego wniosku Rumunii o wypłatę środków. Bukareszt musi złożyć go do końca września.

Prezydent Rumunii Nicușor Dan powiedział w ubiegłym tygodniu, że prace nad ustawą są technicznie niemal zakończone i że nadal możliwe jest jej przyjęcie do końca roku. Określił reformę jako „skomplikowane zagadnienie o poważnych konsekwencjach społecznych i gospodarczych”, nad którym debatowano „pod ogromną presją czasu”.

To właśnie brak ukończenia reformy systemu wynagrodzeń w sektorze publicznym jest głównym powodem utraty części unijnych środków. Nie udało się również zrealizować kilku mniejszych celów, w tym reform związanych z dekarbonizacją.

Rumuńskie związki zawodowe stanowczo sprzeciwiły się projektowi ustawy. Ich zdaniem nowe przepisy mogłyby doprowadzić do obniżenia wynagrodzeń części pracowników sektora publicznego, a proponowane podwyżki powiązane z inflacją byłyby niewystarczające.

Spór doprowadził również do protestów. Kilka federacji związkowych demonstrowało 25 sierpnia przed siedzibą ministerstwa pracy, domagając się podniesienia płacy minimalnej oraz wznowienia negocjacji zbiorowych.

Polityczny impas wywołał ostrą wymianę oskarżeń między ugrupowaniami tworzącymi wcześniej koalicję rządzącą, na czele której stał centroprawicowy premier Ilie Bolojan.

Pełniący obowiązki ministra pracy Dragoș Pîslaru obwinił za fiasko Socjaldemokratyczną Partię Rumunii (PSD), zarzucając jej blokowanie reformy oraz składanie związkom zawodowym obietnic, których nie można spełnić przy obecnych ograniczeniach finansowych państwa. Pîslaru stwierdził również, że PSD przez lata, gdy kontrolowała ministerstwo pracy, nie przygotowała odpowiednich przepisów.

PSD odrzuciła te zarzuty i z kolei obarczyła odpowiedzialnością za niepowodzenie reformy Narodowo-Liberalną Partię (PNL), Bolojana oraz Pîslaru. Partia twierdzi, że ukrywali projekt ustawy przed opinią publiczną i nie byli w stanie osiągnąć porozumienia ze związkami zawodowymi.

Rząd Bolojana upadł w maju po wotum nieufności popartym przez PSD oraz skrajnie prawicowy Sojusz na rzecz Zjednoczenia Rumunów (AUR). Głosowanie doprowadziło do rozpadu proeuropejskiej koalicji rządzącej i jeszcze bardziej zwiększyło polityczną niepewność w kraju.

PSD i AUR mogą teraz pójść o krok dalej i stworzyć nową koalicję, być może wspólnie ze skrajnie prawicową partią SOS Romania. Taka większość oznaczałaby jednak poważne odejście od dotychczasowego, proeuropejskiego kierunku rządzenia Rumunią.

Realizacja takiego scenariusza mogłaby jeszcze bardziej podzielić proeuropejski obóz polityczny, który po upadku rządu wydaje się coraz trudniejszy do ponownego zjednoczenia.

W ubiegłym tygodniu wybuchł również inny spór polityczny związany z unijnymi funduszami — tym razem wokół ustawy dotyczącej konfliktu interesów wśród urzędników publicznych.

Tak zwana ustawa o integralności została ostatecznie przyjęta, wraz z kontrowersyjną poprawką przewidującą odwołanie lidera liberalnej partii, Dominica Fritza, z funkcji burmistrza Timișoary.

Europejska Partia Ludowa oraz grupa Odnowić Europę w Parlamencie Europejskim skrytykowały ustawę i wezwały przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen do wywarcia presji na rumuński parlament w sprawie jej zmian.

Liberałowie i konserwatyści argumentowali, że przepisy działające wstecz zostały zaprojektowane w taki sposób, by uderzyć w Fritza. Ostrzegali, że może to przyczynić się do „podkopywania demokracji w Rumunii”.

Choć ustawa została przyjęta przed wyznaczonym terminem, związana z nią wypłata środków może zostać zamrożona, jeśli Komisja Europejska uzna, że nowe przepisy nie spełniają unijnych standardów praworządności. W efekcie pula funduszy unijnych dostępnych dla Rumunii mogłaby zostać dodatkowo zmniejszona.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Rumunii grozi utrata 770 mln euro? Powód może zaskakiwać

Rumunia traci tempo w wyścigu o OZE: czy uratuje ją największa farma słoneczna w UE?

Von der Leyen ostrzega: Europa musi być gotowa na wiele kryzysów jednocześnie