4 sierpnia portal Euronews został wpisany przez białoruskie władze na krajową listę materiałów ekstremistycznych. Decyzja oznacza blokadę medium oraz ryzyko represji dla odbiorców. „Nie wykluczam, że to przygotowanie do operacji Rosji” – mówi prezes Domu Białoruskiego w Warszawie Aleś Zarembiuk.
Kanał telewizyjny Euronews został usunięty z listy dozwolonych zagranicznych kanałów na Białorusi w 2021 roku, kiedy Ministerstwo Informacji zakazało jego nadawania. Teraz władze uznały, że „ekstremistyczne” są także internetowe materiały Euronews. To kolejny zagraniczny podmiot medialny objęty restrykcjami – wcześniej na listę materiałów ekstremistycznych trafiły m.in. Polska Agencja Prasowa, Polskie Radio dla Zagranicy czy Biełsat TV.
Jak mówi w rozmowie z Euronews Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, nie ma nic zaskakującego w tym, że medium zostało uznane za ekstremistyczne. – Jestem tylko zaskoczona, że tak późno – ocenia ekspertka. Dziennikarz i prezes Fundacji „Dom Białoruski” Aleś Zarembiuk mówi z kolei o możliwych represjach wobec osób korzystających z medium na terenie Białorusi.
Zarembiuk o Euronews: „Masowe ograniczenie korzystania ze wszystkich mediów zagranicznych”
- Tydzień temu Polska Agencja Prasowa, a teraz Euronews – mówi Aleś Zarembiuk w rozmowie z Euronews. Jego zdaniem wpisanie portalu na listę materiałów ekstremistycznych jest kolejnym krokiem władz w kierunku ograniczania przestrzeni informacyjnej.
– Jest to masowe ograniczenie korzystania ze wszystkich mediów zagranicznych. Czyli Białorusini, którzy mogą czytać Euroactiv czy Euronews w języku angielskim czy innym języku europejskim, nie będą mogli tego robić, ponieważ narażają się na odpowiedzialność karną – mówi opozycjonista. – To przede wszystkim skierowane jest do społeczeństwa białoruskiego.
Jak dodaje, dostęp do informacji z Europy i świata już wcześniej był na Białorusi utrudniony, a osoby szukające niezależnych źródeł informacji często korzystały z VPN. Teraz za korzystanie z serwisu mogą grozić represje, a w niektórych przypadkach nawet kara więzienia.
– Jeżeli taką osobę ktoś albo policja, po prostu białoruska milicja zastopuje na ulicy i sprawdzi dokumenty, i zażąda okazania telefonu, wtedy narażasz się na areszt administracyjny i w ciągu 15 dób będą ciebie torturować, rozpracowywać w łukaszenkowskim więzieniu, w areszcie śledczym.
Zdaniem Zarembiuka wpisanie Euronews na listę materiałów ekstremistycznych ma przede wszystkim wywołać efekt odstraszający i jeszcze bardziej ograniczyć Białorusinom dostęp do niezależnych źródeł informacji. Jak podkreśla, konsekwencje mogą dotknąć również osoby współpracujące z redakcją lub rozpowszechniające jej materiały.
– Może grozić nawet kilka lat więzienia. Tutaj nie ma zmiłuj. Władze robią to specjalnie, żeby siać strach w społeczeństwie białoruskim, które i tak od siedmiu lat żyje w warunkach totalnych represji – mówi.
Euronews na Białorusi. Przygotowanie przestrzeni informacyjnej
Jak dodaje Aleś Zarembiuk, decyzja ma również wymiar symboliczny, ponieważ Euronews przez lata cieszył się na Białorusi dużą popularnością.
– Euronews od dekad było na Białorusi bardzo popularną telewizją. Kanał był dostępny w telewizji kablowej, a wiele osób regularnie oglądało jego rosyjskojęzyczną wersję. W języku rosyjskim to leciało wszędzie. Było naprawdę bardzo, bardzo masowe. No i teraz już nie będą mogli oglądać. No jest ta telewizja od lat zablokowana.
Rozmówca nie wyklucza, że decyzja może wpisywać się w szersze działania władz Białorusi związane z przygotowaniem społeczeństwa na dalszą eskalację napięć z Zachodem.
– Nie wykluczam, że to, co dzieje się teraz i w tak szybkim tempie, jest przygotowaniem przestrzeni informacyjnej i społeczeństwa białoruskiego do przyszłego ataku na państwa NATO z wykorzystaniem terytorium Białorusi. Oczywiście taki atak byłby zorganizowany przez Rosję, ale bez użycia terytorium Białorusi byłby niemożliwy – ocenia.
Jak mówi, portale informujące o tym, co dzieje się na Zachodzie zagrażają interesom zarówno Białorusi, jak i Rosji.
- Po prostu wiesz co się dzieje, co piszą w Brukseli. Także ja naprawdę nie wykluczam, że to jest przygotowanie do tej operacji Rosji przeciwko członkowskim NATO, która może być już tej jesieni po wyborach do rosyjskiej Dumy, do rosyjskiego parlamentu.
Zwrot retoryczny u Aleksandra Łukaszenki
Zdaniem Anny Marii Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych decyzja o wpisaniu kanału na listę wpisuje się w konsekwentnie prowadzoną przez białoruskie władze politykę ograniczania dostępu obywateli do niezależnych źródeł informacji. Mimo represji wobec krajowych redakcji Białorusini nadal korzystają z mediów działających na emigracji oraz międzynarodowych serwisów informacyjnych.
– Po wyborach 2020 roku na Białorusi reżim w zasadzie rozprawił się ze wszystkimi przejawami wolności słowa w tym kraju, które jeszcze funkcjonowały wcześniej. Z tamtego czasu nie ma wolnych mediów funkcjonujących na samej Białorusi – mówi ekspertka.
To, co zdaniem Dyner zwraca uwagę, to moment podjęcia decyzji. Jak ocenia, wpływ na nią mogła mieć sytuacja związana z wojną w Ukrainie i stanowisko Mińska wobec Zachodu.
– W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy widzimy wyraźnie taki zwrot retoryczny u Aleksandra Łukaszenki, który bardzo mocno zaczął krytykować państwa europejskie, bardzo mocno zaczął krytykować Unię Europejską, również jako – jego zdaniem – głównego hamulcowego procesu pokojowego w Ukrainie. Sądzę, że wszystko to razem wzięte spowodowało taką, a nie inną decyzję białoruskich władz – ocenia ekspertka.
Media wpisane na listę materiałów ekstremistycznych
Jak zauważa ekspertka, wiele zagranicznych mediów już wcześniej zostało uznanych przez białoruskie władze za ekstremistyczne. Wpisanie Euronews na listę postrzega jako kolejny element demonstracji niezależności Mińska wobec Zachodu. Na liście znalazły się wcześniej m.in. Radio Wolna Europa/Radio Swaboda, EuvsDisinfo czy Deutsche Welle, a z polskich podmiotów m.in. Polska Agencja Prasowa, Polskie Radio dla Zagranicy oraz Biełsat TV.
– Jestem zaskoczona, że stało się to tak późno – mówi ekspertka o decyzji białoruskich władz wobec Euronews. – Bardzo wiele mediów międzynarodowych dostało już wcześniej tego typu – powiedziałabym – odznakę jakości. Być może ze strony białoruskich władz jest to kolejny element pokazywania państwom europejskim, że mogą działać niezależnie od wszystkich. Jeżeli coś im się nie podoba, po prostu podejmują takie, a nie takie decyzje – mówi.
Euronews nie prowadzi kanału w języku białoruskim, ale posiada stronę rosyjskojęzyczną. Jak podkreśla ekspertka, dla białoruskich odbiorców to właśnie ten język ma największe znaczenie.
– Białoruś jest rosyjskojęzyczna. Z perspektywy docierania do przeciętnego odbiorcy dużo ważniejsze jest nadawanie w języku rosyjskim. Dlatego zupełnie mnie nie dziwi, że Euronews jest traktowany przez białoruskie władze jako podmiot wrogi, mimo że nie ma redakcji białoruskojęzycznej – wyjaśnia.
Dodaje, że najbardziej odczuwalne skutki decyzji mogą dotknąć osoby współpracujące z Euronews na Białorusi.
– Dla dziennikarzy czy współpracowników Euronews z Białorusi mogą to być bardzo poważne konsekwencje. Mogą się spodziewać postępowań, a nawet zarzutów związanych z działalnością ekstremistyczną – podkreśla.