Loader
Śledź nas
Reklama

"Rozdzierająca serce sytuacja": Ceuta sparaliżowana przez tysiące migrantów

Migranci wracają do Maroka z hiszpańskiej enklawy Ceuta, 31 lipca 2026 r.
Migranci wracają do Maroka z hiszpańskiej enklawy Ceuta, 31 lipca 2026 roku. Prawo autorskie  Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Rafael Salido z AFP
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Sklepy zamknięte, brakuje chleba, odwołano święta patronalne po napływie migrantów z Maroka; źródła „Euronews” i AFP mówią o strachu i niepewności.

Autonomiczne miasto Ceuta praktycznie stanęło w miejscu po masowym napływie migrantów z Maroka. W piątek większość sklepów pozostawała zamknięta, zaczyna brakować chleba, a rząd Ceuty zdecydował się odwołać święto patronalne zaplanowane na ten weekend, a służby próbują odzyskać kontrolę nad sytuacją.

REKLAMA
REKLAMA

Jak relacjonuje AFP, na zwykle tętniącej życiem głównej ulicy Real ruch zastąpiły grupy migrantów, którzy pozostają na ulicach, a wiele lokali trzyma rolety opuszczone. W centrum miasta, gdzie mieszka ok. 84 tys. osób, otwarte były jedynie niektóre apteki oraz restauracja znanej sieci.

Przedstawiciele służby zdrowia, z którymi rozmawiała „Euronews”, potwierdzają, że wiele oddziałów jest przeciążonych, mimo skierowania dodatkowego personelu. Wśród najczęściej leczonych dolegliwości są hipotermia, ataki paniki i złamania – ale nie rany kłute – zarówno u Marokańczyków, jak i mieszkańców Ceuty.

Konfederacja Przedsiębiorców Ceuty zaleciła sklepom i innym punktom usługowym, aby nie otwierały się ponownie „dopóki nie będzie można zagwarantować bezpieczeństwa”, w atmosferze niepewności i rozmieszczeniu sił bezpieczeństwa.

„Kończy nam się chleb. Dziś nie było świeżego pieczywa, bo piekarnie są zamknięte” – powiedział AFP Miguel Ángel Campana, zamiatacz ulic zatrudniony przez miasto. Dodał, że część mieszkańców boi się, iż migranci spróbują wejść do mieszkań, „prosząc o wodę i inne rzeczy”, i zaapelował do ludzi, by „pilnowali balkonów”. W mieście widać migrantów zatrzymujących pojazdy, żeby poprosić o jedzenie, pieniądze lub możliwość skorzystania z telefonu komórkowego, by skontaktować się z rodziną.

Migranci odpoczywają przed Tymczasowym Ośrodkiem dla Imigrantów (CETI) po przekroczeniu granicy z Maroka do hiszpańskiej enklawy Ceuta, 31 lipca 2026 r.
Migranci odpoczywają przed Tymczasowym Ośrodkiem dla Imigrantów (CETI) po przekroczeniu granicy z Maroka do hiszpańskiej enklawy Ceuta, 31 lipca 2026 r. Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.

Władze lokalne szacują, że od czwartkowego świtu około 60 tys. osób nielegalnie przedostało się z Maroka do Ceuty, wiele z nich płynąc wpław wzdłuż granicznego falochronu. Rząd Hiszpanii zapewnia jednak, że ponad 37,5 tys. osób już wróciło do sąsiedniego kraju.

Policja kieruje wielu migrantów, w większości młodych, w stronę przejścia granicznego, aby ułatwić im powrót. Tymczasem kryzys wywołał gwałtowną reakcję polityczną i dyplomatyczną, do Ceuty wysłano wojsko, a kilka państw europejskich krytykuje sposób zarządzania kryzysem.

Jedna z mieszkanek Ceuty, z którą rozmawiała „Euronews”, z własnego doświadczenia mówi, że w czwartek wieczorem wróciła do domu bez żadnych incydentów, mimo że mijała liczne grupy migrantów w swojej dzielnicy. Opowiada, że jeden z nich poprosił ją tylko o suche ubranie i że był bardzo wdzięczny, gdy je otrzymał.

„To nie zmienia faktu, że wciąż jest to wstrząsająca sytuacja z humanitarnego punktu widzenia: widzi się tyle osób bez miejsca do spania, bez jedzenia, bez picia, bo nieliczne punkty pomocy są całkowicie przepełnione i nie mają już możliwości przyjmowania kolejnych osób” – dodaje.

Wśród mieszkańców dominuje jednak niepokój. Mohammed, taksówkarz i mieszkaniec Ceuty, uważa, że wielu migrantów zdecydowało się wrócić do Maroka po tym, jak zobaczyli warunki, jakie czekałyby ich w mieście.

„Myśleli, że wiedzą, co tu zastaną, a zderzyli się z rzeczywistością” – powiedział AFP. Jak relacjonuje, część z nich przyznała mu, że wraca „bo nie ma jedzenia”. „Tutaj nie ma nic. My, którzy jesteśmy stąd, walczymy, żeby jakoś się utrzymać. Jest nam bardzo ciężko” – dodał.

Taksówkarz opowiada też, że on sam i inni mieszkańcy nie spali do późnych godzin nocnych z obawy przed możliwymi kradzieżami. „Mam siostrzenice, które się boją” – zaznacza.

Ten niepokój podziela także 56-letnia Yolanda Moreno, która przyznaje, że czuła „strach od samego początku” kryzysu migracyjnego. „Było jak w czasie pandemii: wrażenie, że lepiej zostać w domu niż wyjść na ulicę” – powiedziała AFP.

„Dziś rano zdziwiło mnie, że ludzie stąd, z naszej dzielnicy, mieli przy sobie sporo broni białej”
Vecina de Ceuta

Ta sama mieszkanka, z którą rozmawiała „Euronews”, wyraziła obawę, że może dojść do wybuchów przemocy i podkreśla, że „ludzie czują się niepewnie”. W jej ocenie zagrożenie może pochodzić od mieszkańców, którzy zdecydują się wziąć sprawy w swoje ręce.

„Dziś rano zdziwiło mnie, gdy zobaczyłam ludzi stąd, z naszej dzielnicy, z dużą ilością broni białej, próbujących wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę” – mówi. „Widziałam tylko chłopaka z kataną biegnącego za chłopakiem z Maroka, nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje”.

Podkreślając wyjątkowość sytuacji, rząd Ceuty odwołał święto patronalne, które miało rozpocząć się w sobotę. Na terenie wesołego miasteczka atrakcje stoją przykryte plandekami i nie działają, co jest symbolem miasta, które zatrzymało swój zwykły rytm, próbując zmierzyć się z jednym z największych napływów migrantów w swojej historii.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Suwerenność, sarkazm, oskarżenia: jak Afryka Północna reaguje na kryzys w Ceucie

Sánchez o kryzysie migracyjnym w Ceucie: „To naruszenie integralności terytorialnej”

UE zarzuca platformie Temu utrudnianie kontroli w Irlandii