Loader
Śledź nas
Reklama

Prawo do naprawy: ceny części i usług zniechęcają Europejczyków do naprawy sprzętu

Kawiarnie naprawcze Be Well
Be Well – kawiarnie naprawcze Prawo autorskie  AP Photo
Prawo autorskie AP Photo
Przez Evi Kiorri
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Unijna dyrektywa w sprawie prawa do naprawy już obowiązuje, ale dla wielu konsumentów naprawa zepsutego sprzętu czy smartfona wciąż jest droższa niż zakup nowego.

Unijna dyrektywa o prawie do naprawy obowiązuje w pełni od 31 lipca 2026 roku, a przepaść między tym, co obiecuje prawo, a rzeczywistością, z którą mierzą się konsumenci, wciąż nie została zasypana.

REKLAMA
REKLAMA

Części zamienne bardzo często kosztują więcej, niż wynosi próg opłacalności naprawy uszkodzonego sprzętu. Nawet gdy część jest tania, samo zlecenie jej wymiany potrafi być droższe niż całe urządzenie.

Części, których nie da się nawet wycenić

Zanim jednak pojawia się kwestia ceny, problemem bywa w ogóle dostępność, i to bardzo nierówna. Wspólny audyt oficjalnego rejestru produktów Unii Europejskiej, przeprowadzony przez koalicję Right to Repair Europe i iFixit, przeanalizował ponad 7 tys. wpisów i ocenił poziom zgodności jako „opłakany”.

W 80 proc. wpisów dotyczących smartfonów brakowało użytecznych instrukcji naprawy lub informacji o cenach części zamiennych, a niemal połowa nie zawierała żadnych danych. Połowa sprawdzonych modeli suszarek bębnowych również była niezgodna z przepisami. Część producentów odsyłała klientów na platformy takie jak Temu czy AliExpress zamiast do oficjalnych kanałów sprzedaży części, a 8 proc. wpisywało jedynie „zobacz w instrukcji”, nie podając żadnego odnośnika.

Kontrola rynku przeprowadzona w czerwcu 2026 roku przez organizację konsumencką BEUC, która sprawdzała ceny oficjalnych części zamiennych do smartfonów i odkurzaczy akumulatorowych w sześciu krajach Unii Europejskiej, wykazała, że najdroższa bateria do odkurzacza kosztowała 281 euro – 56 proc. pierwotnej ceny urządzenia. Najdroższa część zamienna sięgała 240 euro, czyli 37 proc. wartości produktu. Ekrany flagowych smartfonów przekraczały 400 euro, czyli ok. 30 proc. ceny detalicznej telefonu, i to bez doliczania robocizny czy dostawy.

Z przytoczonego przez BEUC przykładu badania z 2025 roku, przygotowanego przez francuską agencję środowiskową ADEME, wynika, że ludzie decydują się na naprawę zazwyczaj tylko wtedy, gdy łączny koszt mieści się w 20–30 proc. pierwotnej ceny produktu. Powyżej tego progu większość wybiera zakup nowego sprzętu.

Serwis naprawczy też nie jest tani

To jednak przede wszystkim robocizna, a nie części, winduje rachunki. Z badań Unii Europejskiej dotyczących napraw ekspresów do kawy wynika, że typowa usługa kosztowała 83 euro – z czego 68 euro stanowiła robocizna, a tylko 15 euro sama część. Według badania Consumer Conditions z 2025 roku 61 proc. osób, które zrezygnowały z naprawy tuż po zakończeniu gwarancji, tłumaczyło to zbyt wysokim kosztem.

Alex Bunodiere, badacz w grupie Life Cycle Engineering na uniwersytecie KU Leuven, dostrzega podobną arytmetykę w przypadku małych urządzeń. W Belgii minimalna opłata za przyjazd serwisanta to ok. 100 euro, podczas gdy mediana ceny zakupu małego urządzenia wynosi ok. 160 euro. „Przy cenie 160 euro kto wyda 100 euro na naprawę?” – mówi. „Proporcja między ceną zakupu a kosztem naprawy wciąż jest za wysoka”. Z jego badań wynika, że we Francji naprawia się tylko 17 proc. małych urządzeń, mimo ogólnokrajowego bonusu, który przy większych zleceniach obniża rachunek nawet o 60 euro.

Oboje ekspertów odrzuca tezę, że głównym wąskim gardłem w branży jest samo znalezienie serwisanta. Tę lukę ma docelowo wypełnić unijna platforma kojarząca klientów z punktami napraw, której uruchomienie planowane jest dopiero na lata 2027–2028. „Nie uważam dostępu do usług naprawczych za główne wąskie gardło” – mówi Bunodiere. „To jest bariera, ale moim zdaniem podstawową pozostaje cena”.

René Repasi, sprawozdawca Parlamentu Europejskiego w tej sprawie, zgadza się, że taka platforma „byłaby pomocna, ale nie jest warunkiem działania prawa do naprawy”. Jak dodał, w miastach wyszukiwarka internetowa zazwyczaj bez trudu podsuwa pobliski serwis, choć „w obszarach wiejskich” jest to „znacznie trudniejsze”.

Prawo bez ceny?

Dyrektywa wymaga, by części zamienne i usługi naprawcze były oferowane po „rozsądnej” cenie, ale nie określa żadnego wzoru, limitu ani punktu odniesienia, co to w praktyce znaczy. Repasi podkreśla, że ta niejasność zostawia pole do nadużyć: plastikowa część, której produkcja kosztuje „dziesięć centów”, sprzedawana za 350 euro jest „w oczywisty sposób nierozsądna”, ale bez definicji prawnej „niektórzy nieodpowiedzialni producenci dalej będą grać w tę grę, po prostu licząc na to, że konsumenci nie wiedzą”, że mogą się temu sprzeciwić.

Egzekwowanie przepisów też jest nierówne. Tylko kilka państw członkowskich dotrzymało terminu 31 lipca 2026 roku na wdrożenie dyrektywy, a tam, gdzie implementacji brakuje, konsumenci nie mogą powoływać się na nią bezpośrednio wobec producentów, lecz jedynie dochodzić odszkodowania od własnego państwa. To – jak mówi Repasi – oznacza „różną jakość praw w zależności od kraju, w którym ludzie mieszkają”.

Jak producenci wciąż kierują klientów ku „nowemu”

Jak zauważa Bunodiere, producenci zazwyczaj osiągają większy zysk ze sprzedaży nowego urządzenia niż z naprawy, co „daje im bodziec, by sprzedawać nowe produkty zamiast je naprawiać”. Wyłączenie dotyczące własności intelektualnej w dyrektywie wciąż pozwala firmom ograniczać stosowanie kompatybilnych lub zamiennych części, powołując się na patenty.

Oprogramowanie do tzw. „parowania części” może uniemożliwić działanie wymienionego komponentu do czasu, aż producent zdalnie go autoryzuje. Deklarowane przez producentów wskaźniki naprawialności w dużej mierze pozostają poza kontrolą organów publicznych.

Organizacje rzecznicze, w tym Right to Repair Europe, proponują, by cena najdroższej części zamiennej nie przekraczała 15–20 proc. ceny detalicznej produktu. Francuski znak trwałości LONGTIME już dziś skłania producentów takich jak Fairphone i Whirlpool do przyjmowania dobrowolnego limitu, zazwyczaj na poziomie 25 proc., co sugeruje, że takie rozwiązanie jest wykonalne biznesowo. Dopóki podobne wymogi nie zostaną wpisane do prawa Unii Europejskiej, termin „rozsądny” – jak podkreślają eksperci – nadal będzie oznaczał dokładnie tyle, ile producent zdoła obronić.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Moda nie do wyśledzenia. Powstały ubrania chroniące przed kamerami AI

Naprawa i ponowne użycie: europejski rynek odnowionej technologii

Ten system robotów opracowany przez właściciela TikToka, firmę ByteDance, ppotrafi składać ubrania i sprzątać ze stołu dzięki AI