Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, do którego doszło w czwartek 30 lipca ujawniło nieprawidłowości w sposobie funkcjonowania władz lokalnych i systemów alarmowania obywateli.
Do kwestii braku odpowiedniego reagowania na naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę Ch-101 odniosły się w poniedziałek władze lokalne województwa lubelskiego. Zwrócono uwagę, że "procesy psychologiczne takie jak zawahanie się, dodatkowa konsultacja" mogły opóźnić czas reakcji.
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski oraz wicewojewodowie Wojciech Wołoch i Andrzej Maj wydali oświadczenie i odpowiadali na pytania o komplikacje w zarządzaniu kryzysowym do których doszło w trakcie incydentu w Tarnawie-Kolonii.
Wojewoda wskazywał, że jednymi z głównych problemów pozostały szybkość reakcji, zbyt długa ścieżka decyzyjna oraz czas do fizycznego włączenia alarmów.
Mieszkańcy Lubelszczyzny nie otrzymali SMS-ów z alertem RCB na swoje telefony a na 17 powiatów, które objęto alarmem tylko w siedmiu włączono syreny alarmowe. Do dziesięciu, które proces opóźniły lub go nie zrealizowały, wojewoda zwrócił się o wyjaśnienia.
Jednym z powiatów w których syreny zawiodły było miejsce w którym spadła rakieta.
"Zdajemy sobie sprawę, że jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania i ostrzegania, nie wszystko zadziałało tak, jak powinno. W piątek poprosiliśmy samorządy o wyjaśnienia - wszystkie już do nas spłynęły" - zapewniał wojewoda Krzysztof Komorski.
Około godz. 3.40, 30 lipca w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt, do którego przechwycenia wysłano myśliwiec F-16. Obiekt, który później okazał się rosyjską rakietą wkrótce zniknął z radarów, a miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Już następnego dnia po uderzeniu rakiety rozpoczęto weryfikację, dlaczego system alarmowania nie zadziałał natychmiast. Wojewoda przedstawił szereg rozwiązań, które mają zapobiec temu w przyszłości:
"Rządowe Centrum Bezpieczeństwa po każdym odwołaniu alarmu będzie wysyłało dodatkową informację drogą SMS-ową do każdego obywatela. Skrócimy też czas reakcji: część decyzyjności w kontekście włączania alarmu przeniesiemy na poziom wojewódzki. Po trzecie, zwiększymy liczbę syren – jeszcze w tym roku będzie to dodatkowe 200 sztuk" - zapewniał na konferencji.
O konieczności informowania o odwołaniu alarmu, które przedstawił Komorski, mówił na konferencji prasowej bezpośrednio po wydarzeniu również premier Donald Tusk.
Jak zapewniał Komorski, będzie "namawiał" starostów aby kierownicy powiatowych centrów zarzadzania kryzysowego dostali upoważnienia stałe do podejmowania decyzji o włączeniu alarmu.