Loader
Śledź nas
Reklama

Euroviews. Cyfrowa gospodarka Europy: jak uniknąć cyfrowej katastrofy kolejowej?

Zdjęcie ilustracyjne: ramy zarządzania bezpieczeństwem informacji i ryzykiem (fot. BAE Systems, Inc.)
Zdjęcie ilustracyjne: ramy bezpieczeństwa informacji i zarządzania ryzykiem (Photo: BAE Systems, Inc.) Prawo autorskie  AP Photo
Prawo autorskie AP Photo
Przez Andrea Giuricin is adj. professor in Transport Economics and Logistic at University Milano Bicocca in Italy
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button
Opinie wyrażone w tym artykule są poglądami autora i w żaden sposób nie odzwierciedlają stanowiska redakcji Euronews.

Europa ogromnie zyskała na otwartych rynkach, lecz dziś zmieniona geopolityka wymaga współpracy tylko z zaufanymi partnerami, pisze ekspert ekonomiki transportu i logistyki Andrea Giuricin na łamach Euronews.

Gdy pociąg z dużą prędkością wjeżdża do tunelu, pasażerowie nie myślą o urządzeniach sygnalizacyjnych, sieciach łączności ani systemach kontroli, które go prowadzą. Po prostu ufają, że ktoś gdzieś dopilnował, by te systemy były bezpieczne. To właśnie sprawia, że założenie, które okazuje się błędne, jest tak niebezpieczne.

REKLAMA
REKLAMA

Jako ekonomista transportu sporą część kariery poświęciłem badaniu infrastruktury, która umożliwia przemieszczanie się ludzi i towarów. Jedna z lekcji ma zastosowanie daleko poza transportem: sieć jest tak silna, jak kluczowe systemy, na których się opiera.

Niewidzialna infrastruktura

Cyfrowa infrastruktura Europy nie różni się pod tym względem. Za każdym razem, gdy szpital sięga po kartę pacjenta, port obsługuje ładunek, fabryka koordynuje produkcję albo zarządca kolei steruje ruchem, działa niewidzialny cyfrowy łańcuch. Sieci łączności, centra danych, usługi chmurowe i oprogramowanie stanowią dziś fundament niemal każdej kluczowej aktywności w naszym społeczeństwie.

Jeśli te systemy zostaną naruszone, skutki nie pozostają w świecie cyfrowym. Pociągi mogą stanąć. Płatności mogą przestać działać. Usługi publiczne mogą stać się niedostępne. Firmy mogą utracić wrażliwe informacje. Gdy szwedzki rząd potwierdził na początku roku, że cyberatak na ciepłownię przeprowadziła prorosyjska grupa powiązana z rosyjskim wywiadem, a skoordynowany atak na polską sieć energetyczną w grudniu ubiegłego roku uszkodził kluczowe systemy sterowania, przekaz był jednoznaczny: cyfrowe zagrożenia już sięgają świata fizycznego.

Koniec niewinności

Przez dekady polityka europejska opierała się na rozsądnym założeniu: większa współzależność gospodarcza przyniesie dobrobyt i stabilność. Europa ogromnie skorzystała na otwartych rynkach i globalnym handlu. Nie powinniśmy tych osiągnięć przekreślać. Ale otoczenie geopolityczne się zmieniło.

Wojna Rosji przeciwko Ukrainie boleśnie uświadomiła Europie, że strategiczne zależności mogą zostać wykorzystane. Kierunek rozwoju Chin jest mniej ostentacyjny, ale wymaga równie uważnej obserwacji: tamtejsze firmy działają w oparciu o przepisy, które nakazują współpracę ze służbami wywiadowczymi na żądanie, bez prawa odmowy i bez niezależnej kontroli sądowej. Wspierane przez państwo chińskie grupy prowadziły udokumentowane kampanie przeciw europejskim ministerstwom spraw zagranicznych, infrastrukturze chmurowej i systemom krytycznym, w operacjach, które wyglądają na przygotowywanie sobie dostępu na przyszłość.

Wniosek nie jest taki, że handel międzynarodowy jest niebezpieczny. Chodzi o to, że nie każda zależność jest neutralna z punktu widzenia bezpieczeństwa i biznesu.

Nie każdy dostawca niesie takie samo ryzyko

Dostawca mebli biurowych i dostawca kontrolujący kluczowe elementy sieci komórkowej nie generują takiego samego ryzyka. W wrażliwych systemach cyfrowych znaczenie mają własność dostawcy, otoczenie prawne, sposób zarządzania oraz podatność na naciski władz. Liczy się także jego możliwość zdalnego dostępu do danych, wprowadzania aktualizacji oprogramowania czy wpływania na działanie sprzętu po instalacji.

Europa musi przestać udawać, że te czynniki są bez znaczenia przy zamówieniach publicznych. Zaufanie do dostawcy nie jest kwestią marki czy sympatii dyplomatycznych. Coraz częściej staje się wymogiem bezpieczeństwa.

Trzy sprawdziany dla Europy

Przegląd aktu o cyberbezpieczeństwie UE, zaproponowany przez Komisję Europejską na początku tego roku, jest właściwym narzędziem do zajęcia się bezpieczeństwem cyfrowych łańcuchów dostaw. Teraz do działania przystąpić muszą Parlament Europejski i Rada Europejska. Trzy zasady powinny kierować ich pracami legislacyjnymi.

Po pierwsze, Europa potrzebuje spójności. Cyberzagrożenia nie zatrzymują się na granicach wewnątrz UE, a decyzja o budowie europejskich sieci telekomunikacyjnych z udziałem dostawców wysokiego ryzyka z Chin wciąż należy do każdego państwa członkowskiego z osobna. Osłabia to bezpieczeństwo i szkodzi Jednolitemu Rynkowi. Słabość dopuszczona w jednym państwie członkowskim może mieć konsekwencje dla innych.

Po drugie, ramy regulacyjne muszą być proporcjonalne. Oznacza to, że europejskie sieci cyfrowe powinny być najściślej chronione tam, gdzie ich awaria przyniosłaby największe szkody. Podstawowa infrastruktura łączności zasługuje na szczególnie rygorystyczną ochronę, bo każda inna kluczowa dziedzina jest od niej zależna. Mówiąc oględnie: lepiej nie opierać działania naszych szpitali i elektrowni jądrowych na sieciach od dostawców, którym nie możemy zaufać w stu procentach.

Po trzecie, Europa musi działać szybko. Ramy prawne, których wdrożenie zajmie lata, nie nadążą za rozwojem technologii i zmieniającą się sytuacją. Choć nie jest to mocna strona Europy, firmy potrzebują pewności prawa, by inwestować i wymieniać sprzęt. Rządy natomiast potrzebują wiążących terminów realizacji.

Bezpieczeństwo to nie protekcjonizm

Europa powinna pozostać otwarta na inwestycje i współpracę międzynarodową, ale tylko z wiarygodnymi partnerami. Amerykańskie i chińskie firmy nie są strategicznie równoważne: przedsiębiorstwa z USA są prawnie oddzielone od rządu i mogą kwestionować decyzje państwa, podczas gdy chińskie firmy mogą zostać zmuszone do realizowania celów partii-państwa bez niezależnej ochrony sądowej.

Europa powinna zarządzać swoim uzależnieniem od amerykańskich technologii, nie mylić go z zależnością od chińskich dostawców wysokiego ryzyka. To rozróżnienie ma znaczenie, bo Europa nie może odizolować się jednocześnie od wszystkich partnerów handlowych. Celem nie jest rezygnacja z otwartości, lecz uczynienie jej bezpieczną.

W transporcie normy bezpieczeństwa nie powstrzymują pociągów przed przekraczaniem granic; sprawiają, że mogą robić to bezpiecznie. Cyfrowa gospodarka Europy powinna funkcjonować na tej samej zasadzie: otwarte szlaki, wspólne zabezpieczenia i tylko zaufani operatorzy w centrum sterowania.

Bezpieczny jednolity rynek musi być na tyle duży, by przyciągać inwestycje, a jednocześnie na tyle dobrze chroniony, by zapewnić długoterminowy rozwój.

Andrea Giuricin jest adiunktem ekonomii transportu na Uniwersytecie w Mediolanie Bicocca i prezesem TRA Consulting. Doradza Bankowi Światowemu oraz Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Pociąg zamiast samolotu: europejskie trasy, gdzie koleją jest szybciej

UE i Wielka Brytania nakładają sankcje na Rosję za cyberataki

Cyberzagrożenie ze strony AI: miesięcy, nie lat, ostrzegają zachodnie wywiady