Parlament przyjął wszystkie kluczowe propozycje partii TISZA, by szybciej odblokować fundusze UE. Jednym z tematów były media publiczne.
Parlament przyjął zgłoszoną przez posłów TISZY, Istvána Hantosiego, Mártóna Melléthei-Barna i Krisztiána Kulcsára, ustawę większością głosów 145 za, 39 przeciw. Mi Hazánk poparła projekt, natomiast Fidesz–KDNP jednomyślnie go odrzucił.
Celem ustawy jest rozmontowanie struktury instytucjonalnej, którą – zdaniem Partii TISZA – poprzedni rząd stworzył, aby utrzymać swoje polityczne wpływy. Nowe przepisy kończą kadencje kilku kluczowych szefów mediów i członków organów nadzoru, w tym członków Médiatanács przy Nemzeti Média- és Hírközlési Hatóság, członków rady kuratorów Közszolgálati Közalapítvány, a także wymuszają odejście kierownictwa Duna Médiaszolgáltató i MTVA.
Pełna reorganizacja struktur publicznych mediów
Jednym z najważniejszych elementów reformy jest zastąpienie obecnego systemu organizacyjnego mediów publicznych nową strukturą. Médiaszolgáltatás-támogató és Vagyonkezelő Alap (MTVA) zostanie włączony do spółki Duna Médiaszolgáltató Nonprofit Zrt., a powstały podmiot będzie nosił nazwę Magyar Rádió és Televízió Nonprofit Zrt. To właśnie ta spółka przejmie zadania publiczne w zakresie radia, telewizji, usług audiowizualnych, cyfrowych i produkcji programów.
Przywrócona zostanie samodzielność krajowej agencji prasowej, powstanie Magyar Távirati Iroda Nonprofit Zrt., która będzie działać w ramach odrębnej części budżetu. Do jej zadań należeć będzie dostarczanie wiadomości, pisemnych i wideo relacji, fotografii, materiałów analitycznych, grafik oraz danych dokumentacyjnych o wydarzeniach w kraju i za granicą. Zgodnie z ustawą MTI ma informować o parlamentarnych partiach, innych ugrupowaniach politycznych, organizacjach społecznych, rządzie, organach administracji, samorządach, sądach i prokuraturze. Ma też utrzymywać sieć korespondentów w całym kraju – w Budapeszcie i poszczególnych komitatach – w regionach zamieszkanych przez Węgrów w Kotlinie Karpackiej oraz za granicą, zgodnie z międzynarodowymi powiązaniami państwa.
Ustawa wprowadza także nowy mechanizm wyboru kierownictwa. W przyszłości najważniejsze stanowiska w mediach publicznych i organach regulacyjnych mają być obsadzane w drodze otwartych konkursów. Według rządu ma to podnieść poziom profesjonalizmu, jednak krytycy podkreślają, że samo wprowadzenie konkursów nie gwarantuje końca politycznych wpływów.
W ramach zmian powstanie nowy organ nadzoru, Független Közmédia Testület. Będzie on kontrolował funkcjonowanie mediów publicznych, ich gospodarkę finansową oraz niezależność redakcyjną. Ma też współdecydować o zatwierdzaniu umów o dużej wartości. Skład gremium ułożono tak, aby przedstawicieli mogły delegować zarówno ugrupowania rządzące, opozycja, jak i organizacje branżowe, co – zdaniem autorów ustawy – ma zapewnić bardziej zrównoważony nadzór.
Podstawowe zasady działania mediów publicznych ma w przyszłości opisywać Közszolgálati Charta, którą opracuje Közszolgálati Tanács. Ta społeczna rada nadzorcza, licząca osiemnaście osób, ma co roku oceniać sprawozdania nadawcy publicznego i MTI. Jeśli ich nie zatwierdzi, będzie mogła zaproponować rozwiązanie umowy z odpowiednim dyrektorem generalnym.
Kolejnym elementem pakietu reform jest utworzenie Sajtóalap. Nowy fundusz ma wspierać niezależnych uczestników rynku medialnego, a jego obsługą zajmie się NMHH.
Informacja czy propaganda?
Podczas debaty parlamentarnej doszło do ostrego starcia politycznego wokół funkcjonowania mediów publicznych w ostatnich piętnastu latach. Posłowie Partii TISZA twierdzili, że za rządów Fideszu media publiczne utraciły niezależność i działały tak, jak w systemach autorytarnych. Według wielu krytyków z obozu rządowego dobór informacji był podporządkowany kryteriom politycznym, a część uczestników życia publicznego praktycznie zniknęła z ekranów.
Fidesz odrzucił jednak te zarzuty. Przedstawiciele partii rządzącej argumentowali, że działalność mediów publicznych nie ogranicza się do politycznych serwisów informacyjnych, lecz obejmuje szeroką ofertę programów kulturalnych, edukacyjnych i rozrywkowych. Ich zdaniem wielu widzów i słuchaczy szczególnie ceni te audycje, dlatego całkowita likwidacja obecnego systemu byłaby nieuzasadniona.
Zabrakło szerokich konsultacji społecznych
Ustawa spotkała się z krytyką nie tylko ze strony polityków, ale także środowisk zawodowych. Politycy Fideszu oraz część powiązanych z nimi podmiotów medialnych zarzucali, że reformę poprzedził brak szerokich konsultacji społecznych. Zdaniem Magyar Nemzeti Médiaszövetség tak dalece idącym zmianom powinna towarzyszyć dłuższa faza przygotowań, zwłaszcza po to, aby uporządkować kwestie prawa pracy i struktury organizacyjnej.
Podobne zastrzeżenia zgłosiła Magyar Újságírók Országos Szövetsége. Jej kierownictwo uważa, że realną niezależność mediów publicznych może zapewnić nie tylko udział organizacji branżowych w nowym systemie nadzoru, lecz przede wszystkim przyznanie im faktycznej większości w procesie decyzyjnym.
Ze strony rządu na krytykę odpowiedziała Grósz Judit, pełnomocniczka ministra odpowiedzialna za reformę mediów publicznych. Podkreśliła, że przyjęta właśnie ustawa jest przede wszystkim pilną interwencją instytucjonalną, którą mają uzupełnić dalsze konsultacje. Gabinet zapowiada na kolejne miesiące konsultacje zawodowe i społeczne, a jesienią pod obrady może trafić także kompleksowa rewizja całej ustawy medialnej.
Obecna reforma jest ściśle powiązana z jedną z najbardziej znanych wyborczych obietnic Pétera Magyara. Lider Partii TISZA w kampanii wielokrotnie zapowiadał, że po dojściu do władzy zawiesi serwisy informacyjne mediów publicznych do czasu, aż będzie można zagwarantować bezstronne i zrównoważone informowanie. Po wyborczym zwycięstwie nie zdecydował się jednak na taki krok.
Rząd zadziałał po raz pierwszy w maju, kiedy zarządził pełny audyt mediów publicznych. Niemal równocześnie właściwa komisja parlamentu nie zatwierdziła budżetu tej instytucji. Niedługo potem ze stanowiska odszedł Papp Dániel, dyrektor generalny MTVA. Według oficjalnego uzasadnienia jego rezygnacja wiązała się z tym, że nowy rząd zamierza gruntownie przebudować system mediów publicznych.
Przyjęta właśnie ustawa oznacza więc nie tylko zmiany organizacyjne, lecz także otwarcie nowego rozdziału trwającego od ponad piętnastu lat sporu politycznego. W najbliższych miesiącach okaże się, czy reforma rzeczywiście wzmocni niezależność i wiarygodność mediów publicznych, czy też stworzy jedynie nową tubę propagandową nowej epoki politycznej.
Koniec kampanii nienawiści
Fałszywe wiadomości mają zniknąć nie tylko z ekranów telewizorów, lecz także z billboardów. Zgłoszona przez trzech posłów TISZY inicjatywa, jako uzupełnienie ustawy z 2010 roku o wolności prasy i podstawowych zasadach treści medialnych, zakazuje rozpowszechniania reklam politycznych, które "naruszają lub negują zasadę równej godności człowieka, obrażają lub zaprzeczają godności jakiegokolwiek narodu albo wspólnoty narodowej, etnicznej, rasowej czy religijnej, przypisują jakiejkolwiek grupie zbiorową winę lub w jakikolwiek sposób zmierzają do stworzenia społecznego obrazu wroga sprzyjającego podżeganiu do nienawiści".
W przyszłości nie będzie też można przedstawiać wizerunku osób w sposób fałszywy lub wprowadzający w błąd. Oznacza to między innymi, że sztuczna inteligencja nie będzie mogła montować twarzy Gyurcsánya Ferenca, Ursuli von der Leyen czy Pétera Magyara na ciałach klauna, kury czy lokaja ani umieszczać ich przy złotej muszli klozetowej.
Ta sama zasada dotyczy plakatów wyborczych, których odtąd nie będzie można umieszczać na słupach oświetleniowych, energetycznych i telefonicznych, na znakach drogowych ani na drzewach.