Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

„Żyjemy w trakcie największego kryzysu w historii”. Jak miasta przygotowują się na zmiany klimatu?

Przyroda i miasto
Przyroda i miasto Prawo autorskie  fot. Michał Kopaniszyn, prawo autorskie Investeko
Prawo autorskie fot. Michał Kopaniszyn, prawo autorskie Investeko
Przez Katarzyna Kubacka
Opublikowano dnia Zaktualizowano
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

18 sierpnia 2024 r. weszło w życie unijne rozporządzenie Nature Restoration Law. Polska ma czas do 1 września na przygotowanie planu odbudowy ekosystemów. Jak mówi Euronews twórca projektu LIFE Archiclima Łukasz Łapiński dostosowanie miast do zmian klimatu staje się koniecznością.

Okresy suszy przeplatane falami upałów oraz coraz częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe to jedne z najbardziej odczuwalnych skutków zmian klimatu. Lasy płoną, a Europa coraz częściej zmaga się z intensywnymi powodziami.

REKLAMA
REKLAMA

W krajach takich jak Hiszpania, Portugalia, Francja czy Włochy miasta, które nie były projektowane z myślą o skrajnych temperaturach, tworzą specjalne „schroniska klimatyczne”.

W całej Europie rośnie znaczenie dostosowywania przestrzeni miejskich do nowych warunków klimatycznych. Zgodnie z nowym rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych, miasta mają nie tylko „zazieleniać” przestrzeń, ale także odbudowywać bioróżnorodność.

O tym, jakie strategie adaptacji przyjmują metropolie, będą rozmawiać przedstawiciele polskich miast podczas spotkania w Katowicach 24 czerwca. Dyskusja dotyczyć będzie regeneracji przyrody w systemach miejskich oraz rozwiązań opartych na naturze.

Jak przekazuje w rozmowie z Euronews Łukasz Łapiński - ekolog i twórca projektu LIFE Archiclima - rozwiązania oparte na przyrodzie nie są w miastach niczym nowym, ale dziś ich znaczenie wyraźnie rośnie.

Zwraca jednak uwagę, że coraz częściej są one traktowane w sposób czysto funkcjonalny - jako narzędzie do chłodzenia miast czy poprawy mikroklimatu.

„To jest dość narzędziowa perspektywa patrzenia na przyrodę, trochę instrumentalna, na zasadzie: jakie usługi dla nas jest w stanie pełnić przyroda” - mówi.

Jednocześnie podkreśla, że prawdziwe pytanie dotyczące regeneracji miast jest znacznie szersze i dotyczy samej relacji człowieka z przyrodą: „Czy w ogóle miasto jako takie może być miejscem aktywnej naprawy relacji pomiędzy człowiekiem i przyrodą?”

Zmiany klimatu: „Największy kryzys w historii ludzkości”

Ekspert podkreśla, że obecnie znajdujemy się w „największym kryzysie w historii ludzkości” związanym z klimatem. W jego opinii oznacza to konieczność odejścia od podejścia polegającego jedynie na minimalizowaniu szkód i przejście do aktywnego odbudowywania systemów przyrodniczych.

„Jest takie coś, jak ruch głębokiej adaptacji” - mówi. „I on zakłada, że zmian klimatu i kryzysu nie da się powstrzymać. Jedyne, co można zrobić, to przystosować się do życia takiego, jakby ta katastrofa klimatyczna już była. Żeby na co dzień postępować tak, jakby świat już przeszedł tę katastrofę” - tłumaczy.

Łapiński zwraca uwagę, że odporność miast na skutki zmian klimatu to nie tylko kwestia infrastruktury, ale także relacji społecznych.

„To na przykład świadomość, że w sytuacji kryzysowej twój 90-letni sąsiad wie, że gdyby przyszła powódź, to może na ciebie liczyć, że się nim zaopiekujesz. Czyli nie zostawisz go po prostu samego” - wyjaśnia.

Jak dodaje, taki sposób myślenia oznacza powrót do bardziej wspólnotowego podejścia, które we współczesnych społeczeństwach staje się coraz rzadsze. A właśnie ono może okazać się kluczowe w świecie mierzącym się z konsekwencjami kryzysu klimatycznego.

„W moim odczuciu pojęcia takie jak zrównoważony rozwój albo neutralność klimatyczna powinny odejść do lamusa, bo one są z perspektywy minimalizowania szkód. Natomiast regeneracja oznacza w szczególności odbudowę funkcji ekosystemów w miastach” - podkreśla.

Ropucha z doliny Dixie widziana na mokradłach zasilanych gorącymi źródłami w dolinie Dixie w Fallon w stanie Nevada, w środę, 4 maja 2022 r.
Ropucha z doliny Dixie widziana na mokradłach zasilanych gorącymi źródłami w dolinie Dixie w Fallon w stanie Nevada, w środę, 4 maja 2022 r. Salwan Georges/The Washington Post via AP

Pozwolić przyrodzie działać

„W Polsce nadal pokutuje archetyp ‘dobrego gospodarza’” - mówi Łapiński. „Takiego, który ma zaopiekowany cały trawnik i całą sobotę kosi trawę. A chodzi o to, żeby tej przyrodzie faktycznie pozwalać działać, wspierać ją i na przykład usuwać gatunki inwazyjne, które są dziś dużym problemem w miastach” - dodaje.

Jak podkreśla, wciąż problematyczne są także inwestycje deweloperskie, w których przyroda traktowana jest wyłącznie użytkowo, co często prowadzi do degradacji całych ekosystemów.

Przykładem są Wilcze Doły w Gliwicach - dawniej naturalna dolina rzeczna, dziś przekształcona w teren rekreacyjny.

„To był półnaturalny system i było tam ponad 700 starych drzew, które świetnie funkcjonowały. Ale kilka lat temu zapadła decyzja, żeby ‘w ramach zabezpieczenia miasta przed powodzią’ wyciąć te drzewa i zbudować tam zbiornik retencyjny. Dziś po latach już jest dla wszystkich oczywiste, że chodziło o przygotowanie kolejnych terenów pod inwestycje” - mówi.

Łapiński podkreśla, że pierwszym krokiem adaptacji miast powinno być zachowanie tego, co już istnieje. Gatunki rodzime najlepiej funkcjonują w znanych sobie warunkach, dlatego kluczowe jest umożliwienie im dalszego rozwoju.

Kosztowne drzewa

Ukłon w stronę rodzimych gatunków może oznaczać również niższe koszty utrzymania zieleni miejskiej. Jak zauważa ekspert, część działań określanych jako „zazielenianie” w praktyce może generować dodatkowe koszty i obciążenia środowiskowe. Jak mówi, takie realizacje często wymagają rozbudowanej infrastruktury utrzymaniowej, w tym systemów nawadniania i intensywnej pielęgnacji.

„Może się wydawać, że to dobre rozwiązanie, natomiast nie wzięto pod uwagę, że ślad środowiskowy produkcji takich sadzonek jest duży, wykorzystuje się torf i wymaga to intensywnego podlewania wodą wodociągową” - mówi. W efekcie takie rozwiązania mają często charakter dekoracyjny, a nie adaptacyjny.

W efekcie – jak podkreśla – kluczowe jest nie tylko samo sadzenie drzew, ale także dobór takich rozwiązań, które w dłuższej perspektywie są stabilne, mniej wymagające i lepiej dostosowane do lokalnych warunków.

„Najlepszą retencję ma las” - dodaje. „Ten deszcz, który spada do lasu, zostaje w lesie. I właśnie do tego dążymy” - zaznacza.

Przyroda i miasto - przykłady realizacji
Przyroda i miasto - przykłady realizacji fot. Michał Kopaniszyn, prawo autorskie Investeko

Miasto, które zatrzymuje deszcz

Czy przyroda i człowiek mogą współistnieć bez nadmiernej ingerencji i jednoczesnej destrukcji środowiska? Jednym z pozytywnych przykładów, na które wskazuje Łukasz Łapiński, jest choćby osiedle Zielony Południk w Gdańsku, które zaprojektowano w taki sposób, by od początku uwzględniało gospodarowanie wodami opadowymi – m.in. poprzez ogrody deszczowe i rozwiązania retencyjne.

Na terenie osiedla znajdują się niecki chłonne oraz przestrzenie wspólne, które pozwalają na zatrzymanie i wykorzystanie deszczówki. Mieszkańcy mają też możliwość korzystania z ogrodów społecznych, w których można sadzić własne zioła. Jak podkreśla Łapiński, inwestycja została zaplanowana tak, by maksymalnie ograniczyć odpływ wód opadowych i zatrzymywać je lokalnie.

„Inwestorzy mieli obawy, czy przy placu zabaw może być w ogóle ogród deszczowy, czyli niecka zagłębiona do 20 cm, bo co jak tam dziecko wpadnie. A tam są normalnie przy samych placach zabaw ogrody deszczowe, dzieci się tam w tej wodzie bawią, rzucają kamieniami i mieszkańcy są zachwyceni” - mówi Łapiński.

Kwestia wody i jej odprowadzania jest dziś szczególnie ważna. Obecne prawo, jak mówi Łapiński, nie nadąża za tym, co dziś wiemy o klimacie. Przykładem jest budowa domów na terenach, które fizycznie należą jeszcze do rzeki.

„Na pewnym etapie, zwłaszcza w czasach komunizmu, był dosyć silny ruch na rzecz regulacji rzeki, traktowania rzeki jako infrastruktury. Do dzisiaj Wody Polskie są pod Ministerstwem Infrastruktury, a nie pod Ministerstwem Środowiska” - mówi. „Potem okazuje się, że ludzie mają wybudowane domy w miejscach, które są jeszcze rzeką, bo rzeka to nie tylko koryto, więc z tym się wiąże to ryzyko” - dodaje.

W wielu krajach Europy – m.in. w Danii i Austrii – rozwija się koncepcja skwerów i placów wielofunkcyjnych, które na co dzień pełnią funkcje użytkowe, a podczas intensywnych opadów przejmują rolę czasowych zbiorników retencyjnych. W praktyce oznacza to, że przestrzeń miejska może na krótko „oddawać miejsce” wodzie, ograniczając ryzyko podtopień i przeciążenia kanalizacji.

„Wydaje mi się, że miasto może stać się po prostu miejscem takiej intensywnej naprawy relacji między systemem społecznym i systemem ekologicznym” – puentuje ekolog.

„Co prawda, obserwując to, co się dzieje na świecie, że niektórzy przywódcy starają się wiązać zmiany klimatu z jakimiś politycznymi decyzjami, to nie napawa mnie to dużym optymizmem. Natomiast ja całym sobą głęboko wierzę w adaptację miast i ich drogę w stronę odporności i regeneracji, bo mamy dziś realną szansę zwiększenia zdolności ekosystemów do retencji wody, chłodzenia i wspierania bioróżnorodności” - podsumowuje.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Zmiana klimatu: jak fale upałów wpływają na ciążę w Europie?

„Widząc usychające drzewa, ludzie odczuwają żałobę jak po stracie”. Emocje i zmiana klimatu

„Żyjemy w trakcie największego kryzysu w historii”. Jak miasta przygotowują się na zmiany klimatu?