W świecie pełnym problemów, konfliktów i przemocy, instytucje kultury nie mogą tracić roli eksperta, ale bez elitaryzmu - mówi w programie Euronews "12 Minut" Natalia Sielewicz, kuratorka w Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MSN) w Warszawie.
Natalia Sielewicz urodziła się w połowie lat 80. Jako dziecko była świadkinią przemian ustrojowych w Polsce: upadku komunizmu, transformacji lat 90. oraz wejścia kraju do Unii Europejskiej.
Jej wrażliwość i sposób myślenia o sztuce kształtowały się również pod wpływem doświadczeń studenckich i emigracyjnych z początku lat 2000., kiedy studiowała w Londynie. Istotne znaczenie miały także wydarzenia w Polsce związane z walką o prawa kobiet, a w ostatnich latach – doświadczenie wybuchu wojny w Ukrainie i szerszy kontekst napięć geopolitycznych.
"To niesamowite doświadczenie pracy w instytucji, która nie boi się trudnych diagnoz, reagowania na tę dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość, sprawiło, że mam też ten ogromny przywilej pracy w miejscu, które trzyma rękę na pulsie. Ale też mam wielką wiarę w rolę i w sprawczość instytucji, zwłaszcza instytucji publicznych, w tych bardzo niepewnych czasach, które nigdy nie są neutralne, ale które też właśnie w momentach konfliktu mogą zabierać głos czy stwarzać przestrzeń do dyskusji, która nie tylko podlega takiej social mediowej polaryzacji, którą obserwujemy" - tłumaczy Sielewicz.
Rola sztuki w świecie pełnym konfliktów
Zdaniem kuratorki Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, znajdujemy się u schyłku zjawiska, które przez ostatnie dziesięć lat kształtowało sposób komunikacji w przestrzeni publicznej. Media społecznościowe stworzyły wówczas wrażenie szerokiej demokratyzacji dostępu zarówno do sztuki, jak i do politycznego komentowania rzeczywistości.
"Bardzo głośno argumentowaliśmy, mówiliśmy, jak wygląda świat, co jest słuszne, co nie. To było oczywiście bardzo potrzebne, ale też zmieniła się rola instytucji, które być może w perspektywie wielu osób pouczały trochę z góry, zabierały taki głos ekspercki. I ja bym bardzo broniła tego eksperckiego głosu instytucji, ale bez elitaryzmu. Jeżeli chodzi o rolę sztuki, instytucji, to wydaje mi się, że to jest poszukiwanie nowych języków. Języków, które z jednej strony jasno nazywają pewne uniwersalne prawdy czy konflikty, przemoc, a z drugiej strony nie sytuowałyby się w roli, która dawałaby pozory jakiejś takiej nieskazitelnej niewinności. Ponieważ wszyscy jako jednostki, instytucje, organizacje, jesteśmy częścią tego bardzo złożonego i coraz bardziej skomplikowanego świata" - mówi Sielewicz.
Co kuratorzy MSN chcą pokazywać w swoich przestrzeniach?
Na pytanie o to, czym kuratorzy MSN chcą wypełniać muzealne sale, Natalia Sielewicz wyjaśnia, że od momentu otwarcia siedziby w październiku 2024 roku muzeum przede wszystkim prezentowało swoją kolekcję.
"Żeby pokazać misję muzeum i to, co udało nam się zgromadzić bez stałej siedziby w ostatnich 18 latach. Ale myślę, że to, z czym kojarzyła nas zazwyczaj taka nasza stała publiczność jeszcze w czasach nomadycznych, tak to nazwijmy, to były zarówno wystawy problemowe, jak i monografie opisujące dorobek własnych artystów, artystek związanych ze sztuką, zwłaszcza powojenną, z modernizmem i z eksperymentem. W tej chwili na przykład program muzeum jest w dużej części zdominowany przez kobiety" - wyjaśnia.
Z Natalią Sielewicz rozmawiamy na wystawie Marii Jaremy, której jest współkurtorką, razem z Érikiem de Chassey.
"Na wystawie, na której teraz się znajdujemy, pokazujemy zupełnie inną sztukę niż ta, o której zwykło się myśleć, jeżeli wyobrażamy sobie sztukę kobiet jako sztukę figuratywną, sięgającą do mocnych metafor, alegorii, symboli. Tutaj dominuje abstrakcja. Abstrakcja jako język, który w dużej mierze był też zdominowany w sztuce powojennej przez takie nazwiska jak Jackson Pollock, William de Kuning, czyli mężczyzn. Tu z kolei pokazujemy trzy bardzo mocne sylwetki międzypokoleniowe. Z jednej strony tutaj na wystawie, którą przygotowałam z Érikiem de Chassey, monografia Marii Jeremy, wybitnej modernistki przedwojennej i powojennej, urodzonej w 1908 roku, której życie przerwała przedwcześnie białaczka, w wieku 50 lat, kobiety poliglotki, także nastawionej na eksperyment, pracującej zarówno z rzeźbą, malarstwem, monotypią, teatrem" - opowiada.
"Po drugiej stronie klatki schodowej mamy już postać współczesną, urodzoną w latach 70., Julie Mehretu, artystkę amerykańsko-etiopską, z polsko-żydowskim pochodzeniem. Bardzo ciekawie przepracowującą język abstrakcji jako świadectwo zmian politycznych, która trochę ucieka właśnie od takiego zero jedynkowego przedstawienia rzeczywistości, posługuje się wielkoformatowym płótnami. Jest jedną z najważniejszych teraz artystek sztuki międzynarodowej, tworzących w abstrakcji i artystkę młodego pokolenia, Minh Lan Tran, której 19-metrową pracę malarską na lateksie pozyskiwanym z żywicy drzewa kauczukowego, malowanej naturalnymi pigmentami, przesuwających nas w sferę duchowości, transcendencji" - dodaje.
Jak podsumowuje kuratorka, to nowe i złożone języki, ale także historycznie istotne.
Polska kuratorka w estońskim pawilonie na Biennale w Wenecji
Natalia Sielewicz jest także kuratorką estońskiego pawilonu podczas tegorocznego Biennale w Wenecji, gdzie współpracuje z artystką Merike Estną. Dlaczego estoński, a nie polski pawilon? Bo to tam została zaproszona do konkursu. Merike jest estońską artystką, która w swojej praktyce poszerza granice malarstwa, jak mówi Polka.
"To jest artystka, która często myśli o tym, jak wykroczyć poza skończony obiekt płótna. Bardzo często wplata w swoją praktykę elementy performance'u" - tłumaczy kuratorka. "Pracuje często nad obrazami, o których myśli jak o czymś, co trzeba stale podtrzymywać przy życiu, o co należy dbać" - dodaje.
"W pawilonie estońskim, na tegorocznym Biennale Weneckim zaadoptujemy przestrzeń dawnego kościoła, teraz Community Center, szkoły na przestrzeń wystawienniczą, ale także studio artystki, gdzie znajdują się dwie prace malarskie. Jedna nieoczywista, wykonana na małych płytkach ceramicznych, które wypełnią całą tę przestrzeń, po których można chodzić, na których można siąść. To jest znów wykroczenie poza to, co wertykalne, czyli obraz na ścianie, na to, co horyzontalne, co można dotknąć, na czym można usiąść. I wreszcie również taka wielkoformatowa praca malarska, która będzie powstawać przez cały okres trwania Biennale, czyli kilku miesięcy, kiedy artystka wprowadzi się do Wenecji ze swoją rodziną - bo też jej status kobiety, malarki, matki jest dla niej istotny jako jeszcze inny wymiar pracy, który nam towarzyszy" - zaznacza Sielewicz.