28 czerwca 2026 roku Mel Brooks, legendarny amerykański komik, scenarzysta, reżyser i producent, obchodzi swoje 100. urodziny. Urodzony jako Melvin Kaminsky w Brooklynie artysta ma polskie korzenie, do których wracał także w swojej twóczości.
Jego filmy na stałe weszły do kanonu światowej popkultury, a on sam należy do elitarnego klubu EGOT – laureatów nagród Emmy, Grammy, Oscara i Tony.
„Urodziłem się, by rozśmieszać ludzi. I to właśnie robię” – mówił Brooks w dokumencie Judda Apatowa „Mel Brooks: The 99 Year Old Man!”.
Mistrz parodii
Mel Brooks zasłynął jako niekwestionowany mistrz parodii. Do jego najważniejszych filmów należą m.in.: "Producenci" (1967) – debiut kinowy, za którego otrzymał Oscara, "Dwanaście krzeseł" (1970), "Płonące siodła" (1974) – parodia westernu, "Młody Frankenstein" (1974), "Niemy film" (1976), "Lęk wysokości" (1977) – parodia Hitchcocka, "Historia świata: Część I" (1981), "Być albo nie być" (1983), "Kosmiczne jaja" (1987) – będące parodią „Gwiezdnych wojen”, "Robin Hood: Faceci w rajtuzach" (1993), "Dracula – wampiry bez zębów", do którego zaangażował Lesliego Nielsena (1995).
W 2023 roku Brooks napisał scenariusz i był narratorem „Historii świata: Część II”. Na 2027 rok, w 40. rocznicę „Kosmicznych jaj”, zapowiedziano sequel – Brooks będzie miał wówczas 101 lat.
Polski ślad w biografii
Mel Brooks urodził się 28 czerwca 1926 roku w Nowym Jorku jako Melvin James Kaminsky. Był synem żydowskich emigrantów. Ojciec Maximilian (syn Abrahama Kamińskiego) miał urodzić się w Gdańsku, matka pochodziła z Kijowa. Mel ojca stracił już w wieku trzech lat.
Jak przypomina PAP, w wywiadach często pokreślał: „Mogę być za to zły na Boga albo na świat. Jestem pewny, że dużo z mojej komedii opiera się na gniewie i wrogości. Wychowując się w Williamsburgu, nauczyłem się te uczucia ubierać w komedię, żeby zaoszczędzić sobie różnych problemów, np. ciosów w twarz”.
Dzieciństwo w Brooklynie wspomina jako najszczęśliwszy okres swojego życia. AP cytuje:
„Chciałem, żeby impreza trwała dalej. Chciałem zachować szczęście, radość i eksplozje śmiechu także w tej ponurej części naszego życia... Najszczęśliwsza część mojego życia? To było moje dzieciństwo. Od około 4. lub 5. do 9. roku życia – najwspanialsze, najradośniejsze życie, jakie ktokolwiek mógłby przeżyć. Dziennikarz zapytał: 'Co się stało, gdy miałeś 9 lat?' Odpowiedziałem: 'Zadawanie prac domowych'”.
Oscar za kinowy debiut
Po służbie w armii amerykańskiej podczas II wojny światowej (m.in. udział w Bitwie o Ardeny) i występach w Borscht Belt, Brooks został scenarzystą u Sida Caesara w programie „Your Show of Shows”. Tam poznał Carla Reinera – przyjaźń i współpraca zaowocowały kultowym cyklem skeczów „Dwutysiącletni człowiek”.
Jak przypomina AP, w jednym z klasycznych fragmentów Reiner pyta o Jezusa, a Brooks odpowiada:
„Jezus… tak, tak. Chudy chłopak. Nosił sandały. Zawsze chodził z 12 innymi facetami”.
Przełomem okazał się kinowy debiut „Producenci” (1967), za który Brooks otrzymał Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. W 2001 roku stworzył musicalową adaptację filmu, a w 2005 roku nakręcił remake z Matthew Broderickiem, Umą Thurman i Willem Ferrellem.
Polski rozdział w twórczości
Szczególne miejsce w karierze Brooksa zajmuje film „Być albo nie być” (1983) – remake klasyka Ernsta Lubitscha, którego akcja rozgrywa się w okupowanej Warszawie. Brooks zagrał w nim wraz z żoną Anne Bancroft.
„Nagraliśmy do tego filmu 'Sweet Georgie Brown' po polsku. Nie ma i nie było większej radości dla mnie niż śpiewanie 'Sweet Georgie Brown' po polsku z moją żoną. To było niesamowicie ekscytujące i poruszające. Mieliśmy nauczyciela polskiego... Czasem, kiedy spotykam kogoś z Polski, zaczynam mu to śpiewać” – wspominał w 2013 roku.
Artysta podkreślał, że praca nad tym filmem sprawiała mu największą przyjemność w całym życiu.
Mel Brooks: „lubię żyć”
Brooks często żartował ze śmierci. W jednym ze skeczów z lat 80. wymyślił monetowy nagrobek odtwarzający wiadomość: „Byłem Melem Brooksem, jednym z najzabawniejszych małych Żydów, którzy chodzili po Ziemi”.
W 2021 roku na pytanie o myśli o śmierci odpowiedział:
„Po sześćdziesiątce przestałem o tym myśleć, bo gdybym myślał, myślałbym o tym cały czas. Więc nie myślę o tym zbyt wiele. Kiedy i jeśli to się stanie, będzie to smutny dzień – dla wszystkich oprócz mnie... Lubię żyć. Chciałbym robić to jak najdłużej”.
W maju przekazał tysiące dokumentów i zdjęć do National Comedy Center:
„Zawsze byłem dumny, że zarabiam na życie rozśmieszaniem ludzi. Świadomość, że moja praca znajdzie dom w narodowym archiwum komedii i nadal będzie rozśmieszać ludzi, napełnia mnie głęboką dumą”.