Litewski premier Mindaugas Sinkevičius twierdzi, że ukraiński dron, którego szczątki znaleziono na Litwie, nadleciał z Polski. Wilno zapewnia, że ma na to dowody, jednak polskie radary nie zarejestrowały przekroczenia granicy. Incydent wzbudził obawy o bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO.
W poniedziałek 19 października premier Litwy Mindaugas Sinkevičius ponownie stwierdził, że dron, który dzień wcześniej pojawił się w litewskiej przestrzeni powietrznej, przyleciał z Polski. Po spotkaniu poświęconym bezpieczeństwu narodowemu zapewnił, że analiza dostępnych informacji potwierdza kierunek lotu maszyny. Według Wilna był to ukraiński bezzałogowiec.
Podobne stanowisko przedstawił doradca litewskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Deividas Matulionis. W rozmowie z agencją BNS powiedział, że Litwa ma wiarygodne dane wskazujące na przekroczenie przez drona granicy z Polską. Nie ujawnił jednak szczegółów ani dowodów na poparcie tych twierdzeń.
Według wstępnych ustaleń maszyna mogła uczestniczyć w ukraińskim ataku na cele w pobliżu Petersburga. Litewskie służby podejrzewają, że dron zboczył z trasy w wyniku rosyjskich zakłóceń elektronicznych, które mogły wpłynąć na jego nawigację i łączność.
Polska nie potwierdza naruszenia granicy
Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej przedstawia odmienną wersję wydarzeń. Rzecznik resortu Janusz Sejmej przekazał w rozmowie z Interią, że polskie radary nie zarejestrowały obiektu przekraczającego granicę z Litwą. Ustalenia obu państw dotyczące trasy lotu drona pozostają więc rozbieżne.
Litewskie wojsko przekazało, że obiekt po raz pierwszy wykryto na terytorium Polski, około 30–40 kilometrów od granicy. Według litewskiego dowództwa do jej przekroczenia miało dojść około godziny 5.02 czasu polskiego. O 5.40 poderwano myśliwce NATO, jednak z powodu złych warunków pogodowych piloci nie byli w stanie zidentyfikować drona wzrokowo.
Wilno zwróciło się do Warszawy o wspólne zbadanie incydentu. Współpraca obu państw ma pomóc ustalić rzeczywistą trasę maszyny i okoliczności, w jakich znalazła się ona nad Litwą.
Dron uszkodził samochód. Ukraina przeprasza
Do zdarzenia doszło w niedzielę rano, 18 października, w rejonie Poswola na północy Litwy. Szczątki bezzałogowca uszkodziły samochód cywilny jadący drogą między Birżami a Poswolem. Nie odnotowano osób poszkodowanych.
W reakcji na incydent litewskie władze ostrzegły mieszkańców północnej i środkowej części kraju, zalecając im schronienie się w bezpiecznych miejscach. Tymczasowo zamknięto również lotnisko w Kownie. Do działań skierowano myśliwce Eurofighter włoskiego kontyngentu uczestniczącego w natowskiej misji Baltic Air Policing. Załogi nie zdołały jednak wzrokowo rozpoznać obiektu ze względu na pogodę.
Ukraina wyraziła ubolewanie z powodu naruszenia litewskiej przestrzeni powietrznej. Rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj ocenił, że przyczyną mogły być rosyjskie zakłócenia elektroniczne podczas ukraińskiej operacji wymierzonej w cele wojskowe w Rosji. Kijów zadeklarował również gotowość przekazania Litwie informacji pomocnych w wyjaśnieniu sprawy.
Incydent ponownie uwypuklił zagrożenia dla wschodniej flanki NATO związane z rosyjską wojną przeciwko Ukrainie. Dopóki jednak nie zostaną przedstawione i zweryfikowane dodatkowe dowody, dokładna trasa lotu drona oraz przyczyny jego pojawienia się nad Litwą pozostają przedmiotem sporu.
MON dementuje spekulacje i analizuje dane radarowe
Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej zdementowało doniesienia, jakoby dron znaleziony na Litwie miał wystartować z jej terytorium. Resort potwierdził, że bezzałogowiec był ukraiński, a Kijów przeprosił Wilno za incydent. Szef MON polecił jednocześnie przeprowadzenie szczegółowej analizy zdarzeń z nocy z 17 na 18 października w rejonie granicy polsko-litewskiej i polsko-ukraińskiej. Badane są dane z systemów radarowych działających w tej części Polski oraz w sąsiednich krajach. Analiza jest prowadzona we współpracy z Litwą, a ministerstwo oczekuje na jej oficjalne wyniki.