Rosyjskie groźby nuklearne wokół Królewca mają przede wszystkim zastraszać i służyć propagandzie, ocenili paneliści Warsaw Security Forum. Ich zdaniem NATO powinno stawiać na realne odstraszanie oraz wzmocnienie mobilności wojsk, nie licząc na kontrolę zbrojeń.
Pod koniec września 2026 Moskwa przesłała NATO pisemne ostrzeżenie, że w razie próby odcięcia Królewca (Kaliningradu) od reszty Rosji gotowa jest użyć „wszystkich środków”, w tym broni nuklearnej. Następnie 1 października prezydent Putin potwierdził na Valdai, że w przypadku bezpośredniego ataku na obwód królewiecki użycie „wszystkich dostępnych środków” nastąpi „nieuchronnie i natychmiast”.
Podczas 13. edycji Warsaw Security Forum (13 października 2026) odbył się panel poświęcony tym sygnałom. Paneliści omawiali przyszłość obwodu królewieckiego, rosyjskie sygnalizowanie nuklearne oraz bezpieczeństwo regionu bałtyckiego.
Były dowódca armii USA w Europie Gen. Ben Hodges stwierdził, że Rosja jest „supermocarstwem tylko w głowach elit europejskich i amerykańskich”. Nie jest w stanie pokonać Ukrainy, a jej groźby nuklearne działają wyłącznie dlatego, że Zachód w nie wierzy. „Kiedy wreszcie sprawdzimy ten blef, okaże się, że przez lata traciliśmy okazje, także w pomocy Ukrainie” – ocenił.
Sam Królewiec określił bardziej jako ciężar, a nie atut Rosji – zwłaszcza po wstąpieniu Szwecji i Finlandii do NATO. Jego zdaniem Morze Bałtyckie może być w pełni kontrolowane przez państwa sojuszu. Hodges wezwał do większej pewności siebie i poprawy mobilności wojsk NATO: „Nadal jest zbyt trudno przerzucać siły przez północną Europę. Polska musi znacznie lepiej ułatwiać szybkie przemieszczanie wojsk sojuszniczych”.
Ostrzegł też, że infrastruktura transportowa (Gdańsk, Kłajpeda, Ryga, Tallin, Bremerhaven) nie jest przygotowana na ataki podobne do tych, jakie regularnie otrzymuje Odessa.
Stwierdził także, że "Rosja nie miałaby żadnych korzyści z użycia broni jądrowej gdziekolwiek":
"Nie ma takiego miejsca, w którym mogłaby osiągnąć efekt, jaki dałoby się wykorzystać" - ocenił gen. Hodges.
Z kolei była minister obrony Litwy oraz posłanka na Sejm Dovilė Šakalienė zgodziła się, że Zachód nie powinien wpadać w pułapkę rosyjskiej narracji o supermocarstwie. Podała dane, według których wojna przeciwko Ukrainie pochłania już ponad 35 proc. federalnego budżetu Rosji i prawie 11 proc. PKB. Ostrzegła jednak, że "racjonalne myślenie nigdy nie było mocną stroną Kremla".
Przypomniała też historyczny wzorzec: po zapewnieniach o braku agresji atak następował w 99,9 proc. przypadków (statystycznie średnio po około 80 dniach). W jej ocenie Królewiec jest słabym punktem Rosji, a groźby nuklearne służą głównie odbiorcy wewnętrznemu i gaslightingowi.
Šakalienė zwróciła również uwagę na systematyczną eskalację ataków hybrydowych: sabotaż przemysłu obronnego (od sierpnia 2025 dziewięć incydentów w sześciu krajach UE), ataki na infrastrukturę krytyczną, tunele pod granicami, składy broni w Niemczech oraz uzbrojone drony i rakiety nad terytorium NATO.
Były ambasador USA przy NATO Kurt Volker stwierdził, że Rosja doskonale wie, iż nikt nie zagraża Królewcowi ani rosyjskiemu terytorium. Groźby nuklearne wynikają z trudnej sytuacji w Ukrainie, strat personalnych, problemów logistycznych i finansowych. „Chcą położyć broń nuklearną na stole, żebyśmy się bali i zastanawiali, czy nie idziemy za daleko w pomocy Ukrainie”. Volker krytykował NATO za brak reakcji na ataki hybrydowe: „NATO świetnie odstrasza klasyczne ataki konwencjonalne, ale hybrydowe ataki już się dzieją i nie ma za nie żadnej ceny. Dlatego Rosja czuje, że może iść dalej” - stwierdził Volker.
Przywołał przykład Turcji, która w 2015 roku zestrzeliła rosyjski samolot po wielokrotnych naruszeniach przestrzeni powietrznej.
Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ppłk Jacek Siewiera w rozmowie z Euronews przypomniał, że Królewiec od dawna był regionem problematycznym.
"Królewiec cały czas - podobnie jak kraje bałtyckie - jest wskazywany jako bardzo niebezpieczny pod względem ewentualnej konfrontacji hybrydowej region, w którym i ambicje Federacji Rosyjskiej są ulokowane na bardzo małym skrawku ziemi,skrawku terytorium, które tkwi pośrodku państw Sojuszu Północnoatlantyckiego i jednocześnie państwa bałtyckie, które niegdyś należały do Związku Sowieckiego,stanowią dziś wspaniały przykład wolnego świata,narodu, który sam wybrał swoją przynależność, co jest solą w oku Rosjan" - komentował Siewiera.
Podczas panelu stwierdził, że prawdziwe sygnalizowanie nuklearne rozpoczęło się od rozmieszczenia taktycznej broni nuklearnej na Białorusi w 2023 roku. Dla Polski zasięg Iskanderów i Kalibrów z Królewca nie zmienił się zasadniczo, ale po 2023 roku w zasięgu znalazły się m.in. Berlin i inne stolice Europy Środkowej.
Siewiera, który jest lekarzem wojskowym specjalizującym się w CBRN, pytał retorycznie, jak Rosja wyobraża sobie użycie taktycznej broni nuklearnej w wąskiej przestrzeni operacyjnej Suwałk: „Chcą zbombardować własne terytorium i własną ludność? Większość wiatrów wieje na wschód. Promieniowanie gamma sparaliżowałoby linie zaopatrzenia na długi czas”.
Zauważył, że Rosja nie wystrzeliła z Królewca żadnego drona ani rakiety na Ukrainę – właśnie dlatego, że czuje się tam słaba i zagrożona. „Gdy czują się słabi – zachowują się dobrze. Gdy czują się silni – agresywnie. To proste” - stwierdził ppłk Siewiera.
Przesmyk Suwalski to wąski, liczący 104 km pas ziemi między Polską a Litwą, o kluczowym znaczeniu obronnym i geopolitycznym dla Polski i NATO. Oddziela rosyjski obwód królewiecki od Białorusi oraz jest jedynym lądowym korytarzem łączącym państwa bałtyckie z resztą terytorium Sojuszu i Unii Europejskiej.
Do pogłosek o rosyjskiej blokadzie Przesmyku Suwalskiego (które pojawiły się w tym tygodniu m.in. w programie telewizyjnym Władimira Sołowjowa na antenie rosyjskiego kanału państwowego Rossija 1) odniosła się również w rozmowie z Euronews Dovilė Šakalienė:
"Czy oni myślą, że skoro Przesmyk Suwalski jest niewielki, to będą go bronić tylko Polacy i Litwini? Mamy już na naszej ziemi więcej sojuszników niż kiedykolwiek wcześniej, bo to jest obrona zbiorowa. Wyciągnęliśmy lekcje z historii" - komentowała Šakalienė, stojąca na czele litewskiego resortu obrony w latach 2024-25.
Przypomniała także w tym kontekście o Teorii Zwycięstwa zaprezentowanej po raz pierwszy na Warsaw Security Forum przez gen. Alexusa Grynkewicha, dowódcę sił sojuszniczych NATO w Europie.
"Sugerowałbym, żeby rosyjscy propagandyści posłuchali naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, ponieważ jego teoria zwycięstwa wyjaśnia nie tylko to, jak będziemy się bronić, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale też jak pokonamy inwazyjne siły. (...). Nie tylko ich powstrzymamy, ale złamiemy ich siły. Wszystko, co wspiera, podtrzymuje i kontroluje ich potęgę militarną, zostałoby wyeliminowane. Dlatego radzę im, żeby nie próbowali tego z nami. Jesteśmy sojuszem obronnym, ale jeśli zajdzie potrzeba, uderzymy w odpowiedzi i zwyciężymy".