JD Vance i Marco Rubio coraz wyraźniej wyrastają na głównych pretendentów do przejęcia przywództwa nad ruchem MAGA. Ich rywalizacja może określić przyszły kierunek Partii Republikańskiej po Donaldzie Trumpie.
Choć do republikańskich prawyborów prezydenckich w 2028 roku pozostało jeszcze sporo czasu, w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się już walka o polityczne dziedzictwo Donalda Trumpa.
Coraz więcej wskazuje na to, że głównymi rywalami w wyścigu o przywództwo nad ruchem MAGA ("Make America Great Again") będą wiceprezydent JD Vance i sekretarz stanu Marco Rubio.
Obaj starają się przedstawić jako naturalni spadkobiercy Trumpa, jednak reprezentują odmienne wizje przyszłości amerykańskiej prawicy.
Na obecnym etapie wyraźnym faworytem pozostaje Vance. Korzysta z przewag, jakie daje stanowisko wiceprezydenta: znajduje się w centrum władzy, regularnie pojawia się w mediach i jest postrzegany jako polityk, który może zapewnić kontynuację ery Trumpa.
Podczas konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC) Vance zdecydowanie wygrał nieformalny sondaż dotyczący potencjalnych kandydatów Partii Republikańskiej w wyborach w 2028 roku, zdobywając 61 proc. głosów.
Autor badania Jim McLaughlin wskazał, że Vance zwyciężył, ponieważ jest "postrzegany jako polityk najbardziej zbliżony do Donalda Trumpa".
W środowisku MAGA taki wizerunek ma szczególne znaczenie. Dodatkowym atutem Vance’a jest wpływ na partyjne finanse jako szefa finansów Krajowego Komitetu Partii Republikańskiej, co wzmacnia jego pozycję wewnątrz partii.
Sam Trump wielokrotnie sugerował, że Vance może być jego politycznym następcą.
Dotychczas nie udzielił mu jednak formalnego poparcia.
"Vance stał się oczywistym następcą, gdy Trump wybrał go na kandydata na wiceprezydenta w 2024 roku" - mówi analityk z Center for Politics Uniwersytetu Wirginii Kyle Kondik.
"Ale Trump może zmienić zdanie w jednej chwili" - dodaje.
To, jak duże znaczenie wciąż ma przychylność Trumpa, pokazały losy republikańskich polityków, którzy po utracie jego wsparcia znaleźli się na marginesie partyjnej polityki.
Dotychczasowe sondaże wśród republikańskich wyborców i konserwatywnych działaczy dają Vance’owi wyraźną przewagę nad Rubio.
Sprzyja mu także styl polityczny bardzo zbliżony do stylu Trumpa.
Wiceprezydent chętnie wchodzi w konfrontacje z mediami i stanowczo broni najbardziej kontrowersyjnych decyzji administracji.
Dla wielu zwolenników MAGA jest dowodem, że nie tylko dostosował się do trumpizmu, lecz rzeczywiście podziela jego założenia.
Słabością Vance’a pozostaje jednak ograniczona popularność wśród ogółu amerykańskich wyborców.
Jednocześnie badanie ośrodka Pew pokazuje, że jest bardziej rozpoznawalny niż większość członków administracji Trumpa.
Większą rozpoznawalność mają jedynie sam Trump oraz sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr.
Jednak pozycja Marco Rubio w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosła.
To, co początkowo mogło wyglądać na niemal pewną drogę Vance’a do nominacji, coraz bardziej przypomina prawdziwą rywalizację o przyszłość Partii Republikańskiej.
Jako sekretarz stanu Rubio stał się jedną z najbardziej widocznych postaci administracji, szczególnie w okresach kryzysów międzynarodowych i napięć geopolitycznych.
Według sondażu ABC News coraz więcej republikańskich strategów i darczyńców, którzy wcześniej widzieli w Vance’ie nieuniknionego następcę Trumpa, zaczęło postrzegać Rubio jako realną alternatywę.
Trump dodatkowo podsyca te spekulacje, publicznie chwaląc obu polityków, a nawet żartując o możliwości stworzenia przez nich "idealnego duetu wyborczego".
Prawdziwa stawka tej rywalizacji wykracza jednak poza pytanie o nazwisko przyszłego kandydata.
Chodzi o to, jaki kierunek obierze Partia Republikańska po zakończeniu ery Trumpa.
Vance reprezentuje najbardziej bezkompromisowe oblicze MAGA. Posługuje się językiem populistycznego nacjonalizmu, konfliktów kulturowych i sprzeciwu wobec politycznych elit.
Rubio proponuje bardziej instytucjonalną wersję trumpizmu.
Jeszcze dekadę temu był symbolem tradycyjnego republikańskiego internacjonalizmu i jednym z najostrzejszych rywali Trumpa podczas prawyborów w 2016 roku.
To wtedy przyszły prezydent nadał mu przydomek "Mały Marco".
Z czasem Rubio dostosował się do zmian zachodzących w Partii Republikańskiej i stał się ważnym elementem trumpowskiej polityki zagranicznej.
Dziś przyciąga przede wszystkim darczyńców, zwolenników bardziej zdecydowanej polityki międzynarodowej oraz tych republikanów, którzy popierają program Trumpa, ale są zmęczeni ciągłymi politycznymi konfliktami.
"To polityk, który mógłby trafić do wielu republikanów, którzy szli z Trumpem, ale nigdy nie byli nim przesadnie zachwyceni" - ocenia republikański ankieter Whit Ayres, który pracował przy senackiej kampanii Rubio w 2010 roku.
Los rywalizacji może zależeć od tego, w jakiej kondycji Trump zakończy swoją kadencję.
Jeżeli pozostawi po sobie silną gospodarkę i zmobilizowaną bazę wyborców, największym beneficjentem prawdopodobnie będzie Vance.
Jeżeli jednak republikanie będą musieli zmierzyć się ze zmęczeniem wyborców, problemami gospodarczymi lub negatywną oceną polityki zagranicznej Trumpa, większe szanse może zyskać Rubio, który będzie mógł przedstawić się jako kontynuator programu MAGA, ale w bardziej uporządkowanym wydaniu.
Na razie nad całą rywalizacją unosi się jednak cień samego Trumpa.
Były i obecny przywódca Partii Republikańskiej nie wskazał swojego następcy i wydaje się, że celowo utrzymuje potencjalnych kandydatów w niepewności, zachowując pełną kontrolę nad ruchem.
Podczas niedawnej kolacji w Białym Domu zapytał gości: "Kto jest za JD Vance’em?". Następnie dodał: "Kto jest za Marco Rubio?".
Oba pytania wywołały gromkie brawa. Trump stwierdził później, że obaj mogliby stworzyć "idealny duet wyborczy", jednocześnie podkreślając, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by wybierać między nimi.
"Na razie faworytem pozostaje Vance, ale wciąż trzeba odpowiedzieć na kilka pytań" - mówi Kyle Kondik.