Cztery lata po wyzwoleniu Buczy pozostaje ona symbolem zbrodni rosyjskiej okupacji i przestrogą przed jej skutkami. Trwające rozmowy nie przybliżają końca wojny ani realnego kompromisu.
31 marca w Ukrainie mijają cztery lata od wyzwolenia Buczy - przedmieścia Kijowa, którego nazwa stała się synonimem brutalności rosyjskiej okupacji.
Dla znacznej części świata Bucza pozostaje jednym z obrazów definiujących wczesną fazę inwazji na pełną skalę.
Dla Ukraińców jest przypomnieniem tego, co w praktyce oznacza rosyjska agresja.
Obecny proces dyplomatyczny, o ile nadal można go tak nazwać, zgromadził przedstawicieli Ukrainy, USA i Rosji w różnych formatach, ale nie stworzył wiarygodnej drogi do zakończenia wojny.
Spotkania te w coraz mniejszym stopniu przypominają negocjacje, a bardziej równoległe rozmowy bez celu.
Nie powinno to nikogo dziwić: Rosja nie jest zainteresowana prawdziwym porozumieniem na warunkach zgodnych z suwerennością Ukrainy. Mimo to wciąż czerpie korzyści z pozorów dyplomacji.
Przeciągające się rozmowy kupują czas, zmniejszają presję i utrzymują iluzję, o tym że wojna może zostać rozwiązana dzięki cierpliwemu zaangażowaniu.
Ukraina natomiast nie może po prostu odejść od swoich celów.
Kijów rozumie, jak wiele z tych spotkań nic nie wnosi, ale odmowa w nich udziału dałaby Moskwie łatwe zwycięstwo propagandowe i zraziłaby partnerów, których wsparcie pozostaje kluczowe.
Warto odnotować jeden wyjątek
Wymiana więźniów i powrót cywilów pozostają jedynymi wyraźnie znaczącymi rezultatami tego procesu.
Od początku 2026 roku, dzięki wysiłkom dyplomatycznym z udziałem Ukrainy, Rosji i Stanów Zjednoczonych do domów powróciło 650 wojskowych i siedmiu cywilów.
Powroty jeńców nie stanowią jednak drogi do zakończenia wojny.
Toczący się proces dyplomatyczny odpowiada Rosji: pozwala Kremlowi kontynuować walkę, jednocześnie zachęcając do myślenia, że w końcu może dojść do porozumienia.
Podstawowe warunki Moskwy nie uległy jednak zmianie. Nadal oczekuje się, że Ukraina odda terytorium, zaakceptuje ograniczenia swojej suwerenności i będzie dążyć do ugody ukształtowanej wokół rosyjskich interesów.
Z perspektywy Kijowa jest to kapitulacja w zwolnionym tempie.
Szersze środowisko geopolityczne tylko wzmocniło tę dynamikę.
Eskalacja wokół Iranu odwróciła uwagę Waszyngtonu, zaburzyła rynki energii i stworzyła dokładnie taki rodzaj międzynarodowego rozproszenia uwagi, z którego Rosja zwykle korzysta.
Im mniejsza polityczna przepustowość Zachodu dla Ukrainy, tym wygodniejsza staje się Moskwa.
Rosyjski impet wciąż może zostać zakłócony
To sprawia, że wewnętrzna odporność Ukrainy jest jeszcze ważniejsza.
Kraj toczący długą wojnę na wyniszczenie nie może pozwolić sobie na instytucjonalny dryf.
Zawirowania parlamentarne i zmęczenie polityczne mają znaczenie, ponieważ wytrzymałość w tej wojnie zależy nie tylko od broni i zewnętrznego finansowania, ale także od zdolności państwa do utrzymania się pod presją.
Tymczasem pole bitwy wygląda mniej jednokierunkowo niż rok temu.
Według głównodowodzącego Ołeksandra Syrskiego, siły ukraińskie przywróciły kontrolę nad około 470 kilometrami kwadratowymi na południu.
Mówiąc szerzej, Ukraina pokazała, że rosyjski impet wciąż może zostać zakłócony.
Część tej zmiany wynika z rosnących możliwości uderzeniowych Ukrainy.
Oprócz ataków na rosyjską infrastrukturę naftową i wojskowo-przemysłową, Ukraina poprawiła wykorzystanie dronów średniego zasięgu, dzięki wsparciu swoich europejskich partnerów, umożliwiając bardziej regularne ataki na cele znajdujące się w odległości od 150 do 200 kilometrów na terytorium Rosji.
Ataki te nie przynoszą natychmiastowego przełomu na linii frontu; zmieniają jednak logikę wojny na inne sposoby; rozciągając rosyjską obronę powietrzną, komplikując logistykę i podnosząc koszty agresji.
Rosja, ze swojej strony, nadal ponosi poważne straty, koncentrując się na atakach w Doniecku i przedmieściach Zaporoża.
Tak długo, jak Moskwa zachowuje siłę roboczą i zasoby finansowe do podtrzymania wojny, nie ma powodu, by oczekiwać nawet tymczasowego wstrzymania walk.
Kreml nadal wydaje się być przekonany, że może zdobyć Ukrainę i przeczekać Zachód.
Co pokój na rosyjskich warunkach oznaczałby dla Ukrainy?
Wydarzenia z Buczy mogą prowadzić do pytań, które wielu za granicą wciąż traktuje jako abstrakcyjne: co pokój na rosyjskich warunkach oznaczałby dla Ukrainy?
Ukraińcy widzieli już wystarczająco dużo, by wiedzieć, że nie chodzi tylko o terytorium.
To walka o przetrwanie państwa, bezpieczeństwo ludzi w miastach i prawo kraju do istnienia na warunkach innych niż narzucone przez Moskwę.
Kijów ma zatem niewielki wybór, ale musi działać na dwóch torach jednocześnie: nadal angażować się w dyplomację, jednocześnie przygotowując się do wojny, która nadal będzie rozstrzygana przede wszystkim siłą, wytrzymałością i potencjałem państwa.
Dla międzynarodowej społaczności, coraz bardziej kuszonej zmęczeniem wojną, Bucza powinna nadal służyć jako przypomnienie, że Ukraina jest w rzeczywistości proszona o powierzenie swojej przyszłości mocarstwu, którego okupacja już pokazała, jak ta przyszłość będzie wyglądać.
Cztery lata po wyzwoleniu Buczy powinno to być wystarczająco jasne.
Denys Glushko - redaktor naczelny ukraińskiego serwisu informacyjnego "Apostrophe".