Polska wydaje najwięcej na bezpieczeństwo i obronę - wynika z raportu rocznego NATO. Sekretarz generalny Sojuszu, Mark Rutte nie kryje zadowolenia, że wreszcie wszystkie kraje członkowskie wydają co najmniej 2 proc. PKB na te cele.
NATO każdego roku w marcu publikuje raport podsumowujący poprzedni okres – osiągnięcia, wyzwania oraz aktualny stan Sojuszu i krajów członkowskich.
„Liczby zawarte w raporcie mówią same za siebie" – powiedział Mark Rutte podczas spotkania z dziennikarzami. - „Poczyniliśmy znaczące postępy w zakresie inwestycji obronnych i NATO jest dziś silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej."
Jedna z ważniejszych pozycji dotyczy wydatków na obronę i bezpieczeństwo. Wraz z dojściem Donalda Trumpa do władzy oraz rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji, zwłaszcza po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, po raz pierwszy temat stał się kluczowy. Wojna na Ukrainie stała się dla wielu europejskich krajów dzwonkiem alarmowym. O wzrost wydatków od lat apelował Trump, wypominając europejskim sojusznikom, że to Stany Zjednoczone ponoszą główny ciężar finansowy i militarny związany z zapewnieniem bezpieczeństwa aliantom. Trump wielokrotnie atakował różne kraje członkowskie, głównie Niemcy, za zbyt niskie wydatki na obronę.
Rutte: zbyt długo polegaliśmy na USA
Pod naciskiem prezydenta USA podczas ubiegłorocznego szczytu NATO w Hadze kraje członkowskie zgodziły się na ambitny cel, jakim jest zwiększenie wydatków na bezpieczeństwo do 5 proc. PKB do 2035 roku, z czego 3,5 proc. ma obejmować wydatki na sfinansowanie podstawowych potrzeb obronnych oraz realizację ambitnych nowych celów zdolnościowych NATO. Kolejne 1,5 proc. zostanie przeznaczone na inwestycje związane z obronnością i bezpieczeństwem, takie jak gotowość cywilna i odporność, wspieranie innowacji, ochrona infrastruktury krytycznej oraz wzmacnianie przemysłu obronnego.
Podczas konferencji prasowej sekretarz generalny NATO, Mark Rutte podkreślał, że rzeczywiste zwiększenie tego typu wydatków przez wszystkie kraje członkowskie jest zasługą administracji Donalda Trumpa.
"Zbyt długo europejscy sojusznicy i Kanada nadmiernie polegali na potędze militarnej Stanów Zjednoczonych. Nie braliśmy wystarczającej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Jednak nastąpiła prawdziwa zmiana w sposobie myślenia… Jako Europejczyk jestem dumny z tego, co robimy – z ogromnych postępów, jakie osiągamy" - stwierdził.
Polska liderem w NATO
Z zamieszczonych przez NATO danych jasno wynika, że liderem w wydatkach na obronę jest Polska, która w 2025 roku przeznaczała na ten cel aż 4,30 proc. PKB, co plasuje ją na pierwszym miejscu. Dla porównania w 2014 roku ten odsetek wynosił tylko 1,86 proc. To pokazuje jak kwestia bezpieczeństwa stawała się dla Polski priorytetową. w 2025 roku do grona krajów wydających najwięcej na obronę zaliczały się także Litwa (4 proc.), Łotwa (3,74 proc.), Estonia (3,42 proc.), Dania, Norwegia i Stany Zjednoczone. Na samym końcu zestawienia są z kolei Belgia, Kanada, Czechy, Albania i Portugalia (po 2 proc.). Warto przy tej okazji zauważyć, że jeszcze kilka lat temu te 2 proc. PKB były celem, któremu nie mogły sprostać Niemcy czy Hiszpania. Te liczby jasno pokazują, że największy wpływ na wzrost wydatków ma zagrożenie agresją ze strony Rosji, które występuje na północy i wschodzie Europy.
Ciekawie wygląda także podsumowanie liczby personelu wojskowego w poszczególnych krajach. Oczywiście najliczniejsza jest amerykańska armia - prawie 1,3 mln żołnierzy, zaraz potem Turcja - 370 tysięcy i Polska - prawie 253 tysiące. Zaraz potem kraje większe od Polski czyli Niemcy i Francja.
Ukraina jako priorytet
Ale w raporcie mowa nie tylko o liczbach, ale też celach i wyzwaniach politycznych i militarnych. Jako zagrożenie dalej definiowane są Rosja i Chiny. Wsparcie zaś dla Ukrainy pozostaje priorytetem - choć, jak jasno podkreślał Mark Rutte, NATO nie jest stroną w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Uniknął też jasnej odpowiedzi na pytanie ukraińskich mediów czy tak silne i długoterminowe wsparcie oznacza, że Ukraina jest uważana za nieformalną część sojuszu. Mówiąc o realnej pomocy dla tego kraju Rutte wymienił program pomocy i szkoleń NATO dla Ukrainy, w tym uruchomioną w ubiegłym roku 2025 roku pierwszą w historii wspólną organizację cywilno-wojskową NATO i Ukrainy. Wspólne Centrum Analiz, Szkolenia i Edukacji, które umieszczone zostało w Polsce, zajmuje się też analizą wniosków płynących z obserwacji przebiegu wojny.
"W 2025 roku NATO kontynuowało również wzmacnianie swoich zdolności odstraszania i obrony poprzez dostosowanie struktury dowodzenia. Obszar odpowiedzialności Dowództwa Sił Połączonych w Norfolk w Stanach Zjednoczonych został rozszerzony o Danię, Finlandię i Szwecję. NATO otworzyło również nowe Centrum Połączonych Operacji Powietrznych w Norwegii w celu usprawnienia operacji powietrznych na dalekiej północy, w Arktyce oraz w całym Sojuszu. Przez cały 2025 rok NATO i sojusznicy kontynuowali intensywny program ćwiczeń, aby przetestować i wyszkolić nasze siły zbrojne oraz zdolności, tak aby były one zawsze gotowe do odstraszania i obrony" - wyliczał Rutte osiągnięcia Sojuszu.
Adwokat Trumpa
Wiele z pytań dziennikarzy dotyczyło jednak nie tyle sukcesów, ile konfliktów i to tych wewnątrz samego NATO. W ciągu zaledwie tego roku czyli niecałych trzech miesięcy był amerykańsko-duński spór o Grenlandię, wątpliwości niektórych europejskich krajów co do amerykańskiej wyprawy do Wenezueli po Maduro i wreszcie wojna Izraela i USA z Iranem oraz ogólniej eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Te tematy podzieliły NATO, w przypadku Grenlandii większość europejskich sojuszników poparła Danię. W przypadku wojny na Bliskim Wschodzie, Hiszpania zdecydowanie potępiła atak na Iran.
Konflikt lub - mówiąc bardziej dyplomatycznie - różnice zdań między USA a częścią europejskich krajów są ewidentne. To stawia samego Rutte w trudnej roli. Były przewodniczący Rady Europejskiej i jednocześnie były premier Belgii, Charles Michel oskarżył wręcz Ruttego (przypomnijmy byłego premiera Holandii) o zbyt spolegliwą postawę wobec amerykańskiego prezydenta. Podobne zarzuty stawiali podczas konferencji prasowej także niektórzy dziennikarze. Rutte uniknął komentarza na temat słów Trumpa, który nazwał europejskie kraje członkowskie NATO "tchórzami". I starał się łagodzić atmosferę.
Jak mówią nieoficjalnie dyplomaci z NATO Rutte, choćby nie chciał, musi częściowo bronić Trumpa, bo jego rolą jako sekretarza generalnego jest bycie mediatorem i negocjatorem. I zdecydowana krytyka - czy to personalnie wobec Trumpa, czy też polityki amerykańskiej - mogłaby doprowadzić do autentycznego podziału wewnątrz NATO, a kto wie czy i nie zmniejszenia amerykańskiego zaangażowania.
Szczyt NATO
Ubiegłoroczny szczyt Sojuszu w Hadze, pierwszy za kadencji Marka Rutte, uznano za historycznie ważny (na równi ze szczytem w Warszawie w 2016 roku, który przyniósł zapowiedź wzmacniania wschodniej flanki NATO i tym w Madrycie w 2022 roku, kilka miesięcy po wybuchu rosyjskiej agresji na Ukrainę).
Haski szczyt przyniósł bowiem zobowiązania do zwiększenia wydatków na obronę i bezpieczeństwo. Z tego względu kolejny szczyt, który ma się odbyć w lipcu w Ankarze, już teraz budzi zainteresowanie i oczekiwania.