W obliczu paraliżu lotniczego na Bliskim Wschodzie, wywołanego konfliktem z Iranem, Francja intensywnie uruchamia most powietrzny z krajów Zatoki Perskiej. W miniony weekend dzięki rządowym lotom czarterowym do kraju wróciło około 5000 obywateli Francji, ale na repatriację czeka wciąż kilka tysięcy
W miniony weekend na paryskim lotnisku Roissy Charles de Gaulle dało się odczuć ulgę.
Po dniach niepewności w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i innych krajach Zatoki Perskiej dotkniętych konfliktem w Iranie, obywatele Francji uwięzieni w wyniku wybuchu wojny w końcu połączyli się ze swoimi bliskimi.
Uściski i łzy radości zniwelowały stres związany z niekończącym się oczekiwaniem. Ale ten epizod odcisnął swoje piętno.
Adrien, który wyjechał na wakacje do Abu Zabi, wspomina koszmar drugiego tygodnia.
"Pierwszy tydzień był dość spokojny. Potem nadszedł początek drugiego tygodnia z zamachami bombowymi, a następnie otrzymaliśmy różne alerty na nasze telefony, więc zaczęło się to komplikować psychicznie, budząc się w środku nocy przez alerty. Co więcej, hałas był dość stresujący" - opisuje.
Następnie opowiada o samej podróży.
"Była bardzo długa. Około dwunastu godzin autobusem. Najpierw trzeba było przejść przez odprawę celną w Emiratach Arabskich. Następnie musieliśmy ponownie przejść przez kontrolę bezpieczeństwa w Omanie. Musiało to zająć około 3-4 godzin, a potem czekała nas pięciogodzinna podróż autobusem na lotnisko. Na lotnisku też trzeba było czekać. Były problemy z odprawą. Ale najważniejsze jest to, że jesteśmy tutaj" - mówi.
Podobnie było w przypadku Patricka, który podróżował ze swoją rodziną i napotkał szereg komplikacji.
"Dzień przed wylotem, o 15:00, usłyszeliśmy eksplozje na niebie. Mieliśmy już karty pokładowe na wylot następnego ranka, ale nie mogliśmy lecieć. Potem nasze loty były odwoływane cztery razy. Kupiłem nowe bilety na Emirates, ponieważ powiedziano nam, że to lokalna linia lotnicza i że samoloty są już na miejscu, więc łatwiej będzie nam odlecieć. Następnie udaliśmy się na lotnisko, gdzie mieliśmy potwierdzony lot o 2:00 nad ranem. Ale kiedy dotarliśmy na miejsce, nie było już naszego lotu. Dużo stresu, zwłaszcza z powodu małego dziecka" - wyjaśnia.
Złożona sytuacja dla departamentów rządowych odpowiedzialnych za repatriację
Aby zorganizować te repatriacje w tak niestabilnym kontekście (zamknięcie przestrzeni powietrznej, alarmy rakietowe i przekierowania), rząd francuski uruchomił wielowymiarowy mechanizm kryzysowy. Po pierwsze, Centrum Kryzysowe i Wsparcia w Paryżu, które centralizuje wszystkie wnioski, a następnie urzędy konsularne w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które zostały przekształcone w całodobowe centra przyjęć na tę okazję.
Jeśli chodzi o same loty, rząd francuski rekwiruje lub gwarantuje loty czarterowe przez Air France, aby przewieźć dużą liczbę pasażerów do Roissy-CDG. Loty są również obsługiwane z emirackiej bazy w Al Dhafra. Samoloty Sił Powietrznych są wykorzystywane dla najbardziej narażonych obywateli lub do ekstrakcji do bezpiecznych obszarów, takich jak Muscat (Oman) lub Dżibuti, przed transferem do Francji kontynentalnej.
Ewakuowani są obciążani opłatą za lot, która różni się w zależności od sytuacji.
Według Éléonore Caroit, delegatki ministra ds. frankofonii, "istnieje wkład, który nie jest taki sam w zależności od tego, czy jest to lot wojskowy, lot komercyjny, lot, w którym czarterujemy bloki miejsc, lot, który czarterujemy w całości, miejsce odlotu, ponieważ istnieją ograniczenia, jest cena ubezpieczenia, są też nasze negocjacje z liniami lotniczymi" - wyjaśnia.
"W każdym razie koszt tych lotów jest znacznie niższy niż koszt lotów komercyjnych, które wciąż odlatują, w szczególności dzięki wysiłkom dyplomatycznym, które umożliwiły nam przywrócenie lotów z Dubaju, a dwa dni temu lotów z Abu Zabi" - dodała Caroit.
Według delegatki z resortu operacje komplikuje fakt, że"mówimy o 15 krajach, które są bezpośrednio dotknięte sytuacją spowodowaną wojną w Iranie, konfliktem regionalnym, ale ma to reperkusje na całym świecie. W centrum kryzysowym odbieramy telefony od ludzi z Bangkoku, Indii i całego świata. Był to okres wakacji szkolnych, więc wielu naszych współobywateli podróżowało po całym świecie, korzystając z lotów przez kraje Zatoki Perskiej, które są prawdziwym węzłem lotniczym.
Wymagana cierpliwość
Podczas gdy około 5 000 osób zostało już repatriowanych, szacuje się, że tyle samo Francuzów wciąż desperacko czeka na lot na listach priorytetowych.
W sumie prawie 400 000 naszych rodaków mieszka lub przebywa obecnie w krajach Zatoki Perskiej, w tym ponad 45 000 w samych Emiratach.
Biorąc pod uwagę niestabilność sytuacji geopolitycznej, rząd ostrzegł już, że każdy powrót jest logistycznym zwycięstwem, ale wymagana będzie cierpliwość, ponieważ transport lotniczy będzie musiał być utrzymywany przez długi czas.