Irański dron zaatakował okolice lotniska w Dubaju, wywołując nagłą ewakuację pasażerów. Na miejscu była dziennikarka Euronews Lilly Douse, która relacjonowała chaos.
Dziennikarka Euronews Lilly Douse znalazła się na międzynarodowym lotnisku w Dubaju w momencie, gdy w pobliżu doszło do ataku irańskiego drona.
Reporterka była już na pokładzie samolotu lecącego do Kapsztadu. Nagle personel lotniska nakazał wszystkim pasażerom natychmiast opuścić maszynę i wrócić do terminalu.
Podróżnych wezwano do szybkiego znalezienia schronienia.
Jak relacjonowała, pasażerowie zostali wyprowadzeni z bramki i skierowani w bezpieczne miejsce.
Początkowo wielu z nich nie wiedziało, co się wydarzyło ani dlaczego ogłoszono alarm.
Wkrótce potem w rejonie międzynarodowego lotniska w Dubaju doszło do uderzenia irańskiego drona. Świadkowie mówili o głośnym wybuchu, po którym nad okolicą uniósł się czarny dym.
"Ze względu na bezpieczeństwo pasażerów, pracowników lotniska i załóg linii lotniczych operacje na lotnisku Dubai International (DXB) zostały tymczasowo wstrzymane"- poinformowało w oświadczeniu dubajskie biuro prasowe.
Douse przyznała, że pierwsze minuty po ogłoszeniu alarmu były bardzo nerwowe. Pasażerowie szybko przemieszczali się przez terminal, a przestrzeń powietrzna nad lotniskiem została zamknięta dla ruchu cywilnego.
Podróżnych skierowano do niewielkiego pomieszczenia pod terminalem, które pełniło funkcję schronu.
"Mamy nadzieję, że to najbezpieczniejsze miejsce" - relacjonowała dziennikarka, nagrywając przebieg wydarzeń.
Podkreśliła również postawę pracowników lotniska, którzy starali się uspokoić pasażerów i sprawnie organizowali ewakuację.
"Wszyscy starają się zachować spokój. Załoga i personel lotniska w Dubaju są niesamowici. Robią wszystko, by opanować sytuację"- mówiła.
Po około godzinie spędzonej w schronie pasażerowie mogli wrócić do terminalu i swoich bramek. Lotnisko stopniowo wznowiło działalność.
W porcie wciąż przebywały tysiące podróżnych, ponieważ od początku wojny w Iranie wiele lotów w regionie było odwoływanych lub opóźnianych. Jeszcze tego samego dnia Douse ponownie weszła na pokład samolotu do Kapsztadu.
"Trzymam kciuki, że tym razem się uda"- powiedziała przed odlotem.
Wkrótce potem maszyna bezpiecznie wystartowała.