W Berlinie, w przededniu rocznicy rosyjskiej inwazji, wybrzmiały mocne słowa wsparcia dla Ukrainy. Kanclerz Niemiec potępił działania Moskwy, a aktywiści alarmowali o rosnącej liczbie ofiar cywilnych.
Dzień przed trzecią rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, rozpoczętej 24 lutego 2022 roku, Berlin stał się miejscem spotkania zwolenników Kijowa.
Politycy, aktywiści, przedsiębiorcy i przedstawiciele świata kultury uczestniczyli w wydarzeniu Café Kyiv, zorganizowanym przez Fundację Konrada Adenauera.
W programie znalazło się wystąpienie kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Zaprezentowano również liczne inicjatywy europejskie i ukraińskie.
Wśród gości była laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Oleksandra Matviichuk oraz niemiecki producent dronów Quantum-Systems.
Uczestnicy podkreślali, że wsparcie dla Ukrainy w Europie pozostaje silne mimo przedłużającej się wojny.
W Berlinie obecny był także Ruben Mawick. 22-latek od drugiego roku wojny regularnie wyjeżdża do Ukrainy jako wolontariusz sanitariusz.
"To było dla mnie ważne, aby zrobić coś dla miejscowej ludności" - powiedział w rozmowie z Euronews. Jak dodał, chciał w ten sposób przyczynić się do bezpieczeństwa Europy.
9 września 2023 roku w pobliżu Bachmutu pojazd, którym podróżował z trzema innymi wolontariuszami, został trafiony rosyjskim pociskiem przeciwpancernym.
Dwoje z nich - Emma i Tonko - zginęło. Mawick oraz drugi wolontariusz przeżyli atak.
Mimo tych doświadczeń nadal wraca do Ukrainy. Przyznaje, że towarzyszy mu strach, ale - jak podkreśla - jego motywacja po ataku jeszcze się wzmocniła.
Charakter wojny zmieniał się od lutego 2022 roku. Początkowo dominowały ostrzały artyleryjskie i rakietowe.
Z czasem konflikt przekształcił się w wojnę dronów. Zagrożone są już nie tylko linie frontu, lecz także obszary oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów.
Rosja atakuje siły ratunkowe
Rosyjskie wojsko coraz częściej stosuje tzw. ataki "double-tap".
Polegają one na ponownym, opóźnionym uderzeniu w to samo miejsce, aby trafić ratowników, wolontariuszy i cywilów udzielających pomocy.
Tego rodzaju działania mogą naruszać międzynarodowe prawo humanitarne, w tym artykuł 3 konwencji genewskich i stanowić zbrodnię wojenną w rozumieniu Statutu Rzymskiego Międzynarodowego Trybunału Karnego.
Niemiecki strażak Nils Thal z Norymbergi od początku pełnoskalowej inwazji regularnie wyjeżdża do Ukrainy z pomocą humanitarną.
Jak relacjonuje w rozmowie z Euronews, wielokrotnie doświadczył takich podwójnych uderzeń.
"Misje gaśnicze od początku były narażone na takie ataki" - mówi.
Początkowo używano głównie pocisków balistycznych, później coraz częściej dronów.
W 2024 roku Rosja zaczęła szeroko stosować bomby szybujące. Obecnie ataki mają często charakter mieszany.
Do drugiego uderzenia wykorzystywane są m.in. drony Geran-2 lub Shahed.
"Jesteśmy regularnie ostrzegani o nadchodzących atakach. Przerywamy działania i szukamy schronienia, czasem kilkakrotnie podczas jednej akcji" - relacjonuje Thal.
Jak dodaje, ukraińska obrona powietrzna pozostaje w takich momentach szczególnie aktywna.
Merz: "Najniższy punkt barbarzyństwa"
Wydarzenie w Berlinie otworzył kanclerz Niemiec Friedrich Merz. W swoim wystąpieniu ostro skrytykował działania Rosji.
Przywołał słowa XIX-wiecznego francuskiego pisarza i podróżnika Astolphe de Custine, który pisał o Rosji jako kraju, w którym "najgłębsze barbarzyństwo sąsiaduje z najwyższą cywilizacją".
"Te kontrasty są widoczne do dziś" - powiedział Merz, wskazując na rosyjską kulturę i dorobek artystyczny.
Dodał jednak, że pod obecnym przywództwem państwo to znalazło się "w najniższym punkcie najniższego barbarzyństwa".
Kanclerz podkreślił, że Ukraina broni nie tylko własnego terytorium.
"Broni swojej wolności i broni także naszej" - zaznaczył.
Jego zdaniem stawką wojny są fundamentalne zasady europejskiego ładu pokojowego, w tym nienaruszalność granic i zakaz agresji.
Zapewnił, że Niemcy oraz Unia Europejska będą kontynuować wsparcie dla Kijowa.
Od początku wojny Berlin przekazał Ukrainie miliardy euro pomocy cywilnej i wojskowej.
Celem jest umożliwienie obrony kraju oraz stworzenie warunków do sprawiedliwego i trwałego pokoju.
Jak zaznaczył Merz, suwerenność Ukrainy musi zostać zachowana, a decyzje dotyczące jej terytorium mogą należeć wyłącznie do władz w Kijowie.
Coraz więcej ofiar mimo negocjacji
W rozmowie z Euronews Oleksandra Matviichuk zwróciła uwagę, że w toczących się negocjacjach pokojowych na dalszy plan schodzi los cywilów.
Jej zdaniem rok intensywnych rozmów dyplomatycznych okazał się jednym z najbardziej tragicznych dla ludności Ukrainy.
Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych w 2025 roku zginęły co najmniej 2 514 osoby, a 12 142 zostały ranne.
To o 31 procent więcej niż w 2024 roku i o 70 procent więcej niż w 2023 roku.
W 2024 roku odnotowano 2 088 zabitych i 9 138 rannych. Rok wcześniej było to odpowiednio 1 974 ofiary śmiertelne i 6 651 rannych.
"Musimy zapytać, jak to możliwe, że rok negocjacji stał się najbardziej śmiercionośnym okresem dla cywilów od początku pełnoskalowej inwazji" - powiedziała.
Jej zdaniem rozmowy zbyt często koncentrują się na surowcach, terytoriach i interesach geopolitycznych.
"Politycy mówią o minerałach i granicach, ale nie o ludziach" - podkreśliła.
Wskazała na los jeńców wojennych przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach oraz na ataki na infrastrukturę cywilną.
Rosja systematycznie niszczy sieć energetyczną, pozbawiając mieszkańców dostępu do ogrzewania, wody i prądu.
"Jeśli Kreml widzi, że ludzkie cierpienie nie wywołuje zdecydowanej reakcji, uznaje, że nie ma czerwonych linii" - oceniła Matviichuk.